Planem ekspedycji będzie pierwsza w historii próba
samotnego pokonania rowerem najbardziej wysuniętego
na północ obszaru Chang Tang znajdującego się w północno
zachodnim Tybecie. Zaplanowana trasa prawdopodobnie
nigdy nie zostały przemierzona, na pewno nie w pojedynkę
i bez żadnego wsparcia z zewnątrz.....
Spaliśmy w Olimpii, skąd zaczęliśmy tegoroczną wycieczkę,
w Mykenach (kemping z liskiem), a na naszej trasie znalazło
się też m.in. Epidauros, w którym znajduje się starożytny
teatr z niesamowitą akustyką, a także trochę zabytkowych
kamieni. Zwiedziłam dobrowolnie:....
Zbierałem się wolno, licząc, ze przestanie padać.
Niestety. O 9 ruszyłem w deszczu. Na początek był Zamek
w Lidzbarku, gdzie było kilka fotek do Gazety Lidzbarskiej.
Następnie ujechałem 20 km i była awaria w przyczepce
puściły spawy na głównym złączu. Niedaleko była stadnina
koni Braci Romanowskich w Wozławkach....
Były nawet tureckie i greckie tańce, a panowie tańczyli
na krzesłach jakieś tutejsze tańce przypominające walkę
kogutów. Przyjemny to był widok, zwłaszcza, że chłopcy
całkiem urodziwi. Na wypadek gdybyśmy jeszcze za mało
pojedli, dostaliśmy w prezencie dwie duże blachy pączków
z czekoladą. To już nie było na moje siły.......
Chaty z blachy, gliny, wszechobecne śmieci, brud,
ubóstwo, ludzie już nie tak weseli jak ci spotykani
na drodze. Nie sprawiało to zbyt dobrego wrażenia. Podziwiając
po drodze fantastyczne widoki ze ściany Wielkiej Doliny
Ryftowej dotarliśmy do wsi Longonot, położonej u stóp
wulkanu o tej samej nazwie.......
Jednak Allach nie chciał nas wypuścić z Azji. Uraczył
nas na zakończenie niemal pustynnym terenem, smagał
przeraźliwym wichrem i palił potwornym żarem. Każdy
oddech wysuszał i palił niczym ogień......
Ruszyliśmy szczęśliwi drogą wzdłuż M. Azowskiego.
Miejsce na noc znaleźliśmy wyśmienite, nad samym brzegiem
morza. Przy kolacji (rosyjskie pierogi są genialne)
towarzyszył nam piękny zachód słońca. Jeszcze tylko
kąpiel (Szpila twierdzi, że widział latającą rybę) i
spać. Rano na śniadanie słodka kawa i jakieś kanapki........
Czyli samotnie na rowerze przez Kirgizje,
Tadżykistan i Uzbekisan
Nie jest już tak gorąco jak w dolinach. Temperatura
22 stopnie C. Czuję chłodny, rześki powiew wiatru. Pokonuje
przełęcz Akbaytal Pass: 4655 metrów! To najwyżej położona
przełęcz w tej podróży. Góry tutejsze nie są już tak
wypalone słońcem jak przy granicy z Afganistanem.......
Czyli na rowerach od Pacyfiku do Oceanu
Arktycznego
Droga, którą jechaliśmy, nasypana została z gruntu
i różnej gramatury kamienia. Mimo że przecina wiele
rzek, jej budowniczowie - ograniczeni mizernym budżetem
- nie wyposażyli jej w mosty. Dlatego też rzeki trzeba
pokonywać wpław.......
Góry nie są tu już tak wysokie jak te w Maramuresz.
Krajobraz bardziej przypomina lekko przerośnięte Kaszuby.
Wokół pola i łąki upstrzone stogami siana. Takie miejsce,
w którym chce się zostać i odpoczywać. .......
Pierwsza uderzająca rzecz z jaką się spotkałem to
masa dróg rowerowych. Wymarzone miasto - od tabliczki,
do naszego mieszkania w centrum cały czas spokojna jazda
ścieżkami dla rowerów.......
Stromo, wąskie serpentyny niemal wyrwane w skałach,
ale również niesamowite widoki na kilkadziesiąt kilometrów.
W końcu docieramy do rozwidlenia: na szczyt i do Capileiry.
Asfalt pod sam koniec zmienia się w szuter, a na końcu
skały. Nasze rowery zatrzymują się na wysokości okoóo
3480 metrów i to jest najwyższe miejsce gdzie mogły
wjechać asfaltem w Europie......
Kolejnego dnia podjęliśmy próbę bicia naszego rowerowego
rekordu wysokości. O kondycję się nie obawialiśmy, pogoda
także była sprzyjająca. Naszym głównym zmartwieniem
był fakt że droga może skończyć się wcześniej niż byśmy
tego chcieli.....
Pogoda ładna toteż kilometry ubywały szybko i tu
można było podziwiać piękne widoki winnic, a na dodatek
na tej trasie rowerowej zrobiło się kolorowo od rowerzystów.....
Jednak tutaj czekała nas niezła przeprawa, pod tytułem
"Piaskowe Muszyska" . 'Piaskowe' - bo ten
odcinek drogi brodziliśmy rowerami w piasku głębokim
do kostek, który zalegał całą leśną drogę; notabene
leżącą w niewielkim, ale jednak zagłębieniu - wąwozie,
co skutecznie uniemożliwiało jazdę po trawce......
Młodzi mężczyźni stojący przy samochodzie oferują
pomoc, wypytując dokąd chcemy jechać. Ruszają starą
ładą, my podążamy za nimi. Wyprowadzają nas na właściwą
drogę. Zatrzymują się i jeszcze raz z niedowierzaniem
wypytują o nas cel.....
Warunki nie sprzyjają, kolejne ataki deszczu nakazują
nam postoje, jazda przez miasteczka jest mało przyjemna.
Tego dnia dojeżdżamy tylko do zalewu Liptowska Mara
(przejeżdżając wcześniej przez Liptowski Mikulasz).....
Finlandia przywitała nas piękną pogodą, pięknym kempingiem
i pięknym żółtym domkiem z ciepłym, choć podejrzanie
wyglądającym prysznicem. A wieczorkiem kolejna impreza
przy ognisku - tym razem pożegnalna. Bardzo tu dużo
ścieżek rowerowych, może nawet za dużo bo przez to stale
się gubimy. Zgubiliśmy się np. jadąc do Kotki i gonił
nas pan na rolkach, żeby naprowadzić nas na prawidłową
ścieżkę.
Poczatkowo kierujemy sie na poludnie wzdluz wybrzeza,
po czym decydujemy sie wkroczyc w lad - wjechac na Wielkie
Gory Wododzialowe. 20-to kilku kilometrowy podjazd wynosi
nas na plaskowyz - 950m n.p.m. Jestesmy otoczeni gestym
buszem, z ktorego wydobywaja sie niesamowite odglosy
ptakow. .....
Dziś pobudka już o 6 rano. Na stole czeka jajecznica
z 30 jaj, posiadająca ponoć niezmierzone pokłady energii.
Słońce przypieka jeszcze bardziej niż wczoraj- zapowiada
się kolejny dzień ponad 30stopniowego upału.....
Granicę w Halmeu przekroczyliśmy szybko i bez problemu.
Pewien starszy celnik, którego zadaniem była kontrla
bagażu spał na ławeczce, zatem trzeba było go obudzić
:-) Zaraz za granicą zatrzymała nas policja, jednak
gdy powiedzieliśmy, że jesteśmy z Polski - machnęli
ręką i pozwolili jechać . . .....
Jadąc dalej wzdłuż wybrzeża, czasem ścieżką rowerową,
czasem nie, podziwialiśmy tutejsze kamieniste wybrzeże
i nietypowy klimat. Po drodze mijaliśmy również małe
stada wielbłądów: ) . Droga była bardzo różna: od równego
szutru po kamienistą drogę w której była dziura na dziurze.
. .....
Wyluzowany, rozglądam się ciekawie dookoła, nieświadomie
jadąc na spotkanie z tragedią. Ustępując miejsca ciężarówce,
zjechałem na szutrowe pobocze, wpadłem w poślizg i zahaczyłem
o szynę tramwajową, na koniec wjechałem do dziury z
wodą -ułamki sekund! Pac i leżę. Efekt-złamany obojczyk!
Masakra!. Szpital znaleźliśmy po długich poszukiwaniach.
Wchodzimy w przewijające się tłumy. .....
Z mapy wynikało, ze droga będzie prowadzić wzdłuż
rzeki, ciągle w dol. Niestety jednak trasa była mordercza.
Ponad 170 km ciągle w gorę i w dół pokonując ponad 9
podjazdów o nachyleniu min. 12 % (w tym także podjazdy
25%). Nagrodą za wysiłek było miejsce w którym spaliśmy,
i w którym zostaliśmy wspaniale ugoszczeni. .....
Wiatr znęcał się nad namiotem jak tylko mógł trzęsąc
nim na wszystkie strony jakby chciał go wyrwać razem
z cieniutką warstwą ziemi i mchów, do której był przytwierdzony.
Dostawałem gęsiej skórki zarówno z zimna jak i na myśl
o tym, że za chwilę będę musiał opuścić namiot i poskładać
go w tych warunkach. .....