Rowerami na południe Europy

Uczestnicy wyprawy:

Edward Pasztor - Jastrzębie Zdrój
Andrzej Lis - Żory

01.05.2004r I etap sobota

Po miesiącach przygotowań, 1 maja 2004 r o godzinie 6.15 wyjechałem z Żor do Jastrzębia Zdrój na spotkanie z moim partnerem na wyprawę, obydwaj pochodzimy z Nowej Rudy mamy po 53 lat, znamy się od najmłodszych lat, ale los rzucił nas na Śląsk: Edka do Jastrzębia, mnie do Żor. Na CPN w Bziu gdzie umówiliśmy się dojechałem o godz.6.45 za 2 min .zjawił się Edek i ruszyliśmy na podbój południa Europy obładowani niemiłosiernie, każdy z nas miał po 25 kg bagażu bo chcieliśmy być samowystarczalni.
Pogoda była dobra, na granicy w Cieszynie zameldowaliśmy się o godz.8.20,bez problemów przekraczamy granicę: przecież od dziś jesteśmy w UNII. Teren płaski, tak że szybko przejechaliśmy 60km w Jabłunkowie przy pomniku OFIAR FASZYZMU na ławeczkach zrobiliśmy przerwę na posiłek który trwał około 1 godz.,(w Jablunkowie mieszka bardzo dużo Polaków) i dalej w drogę .Na przejściu granicznym czesko/słowackim w Mostach byliśmy o godz.11.30 w dalszym ciągu pogoda dobra, ale zaczyna wiać wiatr i to przeciwny tak że tempo wyprawy spada, mijamy Cadcę i po 13-tu km zatrzymujemy się na odpoczynek nad brzegami rzeki, rozkładamy kalimaty ja momentalnie zasypiam Edek również po godzinie .zwijamy manatki i jedziemy; przede nami Żylina ale nie zatrzymujemy się bo znamy ją z ubiegłorocznej wyprawy do Wenecji. Za Żiliną nad zalewem łapie nas pierwsza ulewa dosyć gwałtowna ale krótkotrwała, mkniemy na Martin co chwila drobny deszcz, mijamy Martin w deszczu i kierujemy się na Bańską Bystrzycę, zatrzymujemy się w Priborowicach nad rzeką na nocleg, rozbijamy namiot, dziś przejechaliśmy 148 km.

Pierwszy nocleg w Priborowcach

Edek szykuje się do snu.
Ja nad zalewem w Żilinie

 

02.05.2004 r. II etap niedziela

Pobudka o godz.6.00,poranna kawa .śniadanie pakujemy się i w drogę, oczywiście w deszczu [który będzie nam towarzyszył, z małymi przerwami aż do granicy z Macedonią] kierujemy się na Turciańskie Teplice ale po przejechaniu 3 km .potężna ulewa zmusza nas do schowania się na przystanku autobusowym, po 45 min .ulewa osłabła, tak że ruszyliśmy dalej, zatrzymujemy się w Turciańskich Teplicach, by skorzystać z basenów z ciepłą wodą ta przyjemność kosztowała nas po sto koron ale za to wygrzaliśmy się setnie. Tu spotykamy rodzinę z Tych, którzy przyjechali tu na weekend odpocząć. Około godz.14 -tej jedziemy do Ziaru n/Hronem po drodze 5 km podjazd, który nas rozgrzał bo temperatura otoczenia oscylowała w granicach 14 stopni, ale potem piękny zjazd po drodze mijamy. miasto Kremnice z pięknym zamkiem z lewej strony, natomiast z prawej widać wieżę szybową kopalni, osiągamy duże szybkości na tym zjeździe ja 58 km/h Przed Ziarem znowu potężna ulewa, chowamy się przed nią na stacji benzynowej AGIP, wypijamy tam po kawie, przestaje padać- wychodzi słońce a my jedziemy do Levic. W Levicach straszny wypadek-mercedes okularnik na dachu a drugie auto 50 m dalej w rowie wina kierowcy mercedesa który wyjechał z drogi podporządkowanej Jest godz 19 -ta najwyższa pora znaleźć miejsce na nocleg, znajdujemy go obok boiska sportowego w miejscowości Wyżne n/Hronom, przejechaliśmy 127 km- suma 275 km.

3 etap, 3.05 poniedziałek

Wstaliśmy o godzinie 6.10,noc spokojna, po śniadaniu jedziemy przejście graniczne Sturovo, na przejściu jesteśmy około godziny 13 -tej przekraczamy most graniczny na Dunaju bardzo ładny widok na katedrę rozmiary jej są imponujące dł. 118m,szer. 40m,jest to największa budowla sakralna na Węgrzech. Tu spotkaliśmy wycieczkę z Gdańska, no i oczywiście musieliśmy sobie robić zdjęcia z uczestnikami tej wycieczki, pogoda dopisuje (o dziwo), następnie jedziemy na Budapeszt, mijamy Dorog tu w latach 1980 pracowało dużo górników polskich Pilisjaszafalu skręcamy na Perból, Budajeno i Telki zatrzymujemy się na nocleg w prywatnym domku, który dali nam do dyspozycji wspaniali właściciele tej posesji, a na dodatek jeszcze zaprosili nas na dobrą kolację, bardzo przyjemnie spędziliśmy ten wieczór porozmawialiśmy z nimi, bo ja znam język węgierski, no i poszliśmy spać, wreszcie w porządnym łóżku. Na liczniku101 km-suma 376.


Most graniczny na Dunaju w tle katedra w Esztregom

4 etap wtorek 04.05.2004 r.

Obudziło nas słońce, co za ulga szybko pijemy kawę pakujemy się i jeszcze pamiątkowe zdjęcie z uroczymi gospodarzami i w drogę do Budapesztu w Budakeszi zjedliśmy śniadanie
a potem zaczęliśmy zwiedzać miasto zaczęliśmy od wzgórza zamkowego, każdemu polecam te miejsce jest naprawdę piękne i do tego wspaniały widok na Budapeszt, następnie mostem Małgorzaty dostaliśmy się na lewą stronę Dunaju, by starymi dzielnicami Pesztu jechać w kierunku Solt ruch niesamowity ale jakoś udało się nam wyjechać z miasta. W Tókól zjedliśmy porządny obiad, popiliśmy piwem i jedziemy odnogą Dunaju na południe, cały brzeg odnogi Dunaju zabudowany pomostami do których poprzywiązywane wszelkiego typu łódki. Około 5 km. przed Solt w miejscowości Apostag na brzegami rzeki rozbijamy namiot
Na liczniku 107 km.-suma 483km


wzgórze zamkowe w Budapeszcie

 

  5 etap środa 05.05.2004 r.

Dziś budzi nas bicie deszczu o namiot aż nie chce się wstawać, ale cóż, komu w drogę temu czas i tak o godzinie 7.oo jesteśmy na nogach, jedziemy do Solt tam w Plusie robimy zakupy, konsumujemy śniadanie i co dziwnego wychodzi słońce tak że smarujemy się kremem do opalania i startujemy do Kiskórs tam na basenach termalnych odpoczywamy ponad 2 godziny. Kiskóros to miasto rodzinne Sandro Petofiego, wielkiego poety węgierskiego, sekretarza gen. Bema - Polaka przywódcy powstania węgierskiego, na basenie znowu niebo zrobiło się czarne i zaczęło padać ale to była krótka ulewa., po dwóch godzinach sjesty ruszyliśmy na swoich rumakach dalej.
Gdy ujechaliśmy z 5 km .znowu zaczęło padać, ale szło w takim deszczu jechać, węgierska puszta to nieskończona dal, gdzie rosną karłowate drzewa i zaraz jest tam pomnik przyrody-Węgrzy dbają jednak o przyrodę. Do Soldvadkert przybyliśmy o 15.00 godzinie tam zjedliśmy solidny obiad i ruszyliśmy na granice serbsko/węgierską, tam dotarliśmy o godz.19-tej w Suboticy znowu deszcz nas przywitał, ale trzeba było znaleźć jakiś nocleg, poradzono nam że trzeba jechać nad Palić tam był, cały kompleks turystyczny i już po ciemku nad brzegami jeziora rozbiliśmy namiot a była godz 23.oo.licznik wskazał120 km.-suma 603km.


Przygotowania do noclegu

6 etap czwartek 06.05.2004 r.

Wstaliśmy bardzo wcześnie bo o godzinie 5.30, musiałem naprawić zamek w sakwie, po15 -tu min zamek naprawiłem. wjechaliśmy do Suboticy, wymieniliśmy euro na dinary zrobiliśmy zakupy i udajemy się starą drogą w kierunku Nowego Sadu oczywiście cały czas w deszcz ale jak się potem okaże w Serbii lepiej jechać głównymi drogami, bo drogi boczne mimo że zaznaczone czerwonymi grubymi liniami okazały się drogami donikąd po prostu skończył się asfalt i musieliśmy pchać rowery po polnych drogach a przecież padał deszcz, to te drogi były rozmoknięte, rowery i my byliśmy strasznie ubłoceni i tak przez 3 km w końcu dopchaliśmy się Tornyoś, tu złapało nas gradobicie, przeczekaliśmy go w sklepie i znowu po przejechaniu 5 km skończył się asfalt, mimo że Serbowie solennie nas zapewniali że teraz do Becej mamy tylko asfalt ale ten odcinek brakującego asfaltu był krótszy i mogliśmy zwiększyć tempo podróży w Becej skorzystaliśmy z termalnych kąpieli woda była czarna czuć ją było ropą naftową godzina kosztowała nas po 80 din. Po kąpielach ruszyliśmy szukać miejsca na nocleg oczywiście w deszczu, znaleźliśmy go w zupełnych ciemnościach nad zbiornikiem wodnym w m.Baćko Gradiste licznik zatrzymał się na kilometrażu 112 -suma 715 km .

Bezdroża Serbii

Edek
Ja Andrzej

7 etap .piątek 07.05.2004

Całą noc lało o 8.10 wyjrzałem z namiotu i szybko cofnąłem się, pogoda nie sprzyjała jeździe rowerem, położyliśmy się dalej spać i tak do godz.10 tej. Deszcz nie ustaje, ale osłab na tyle że można jechać do Nowego Sadu tam jemy obiad i ruszamy dalej w kierunku Staryj Kralovac, nie dość że deszcz to jeszcze zimno około 10 stopni i to na południu Europy aż się wierzyć nie chce, dobrze że wziąłem z sobą długie spodnie kolarskie. 40 km przed Belgradem
na drodze leży wywrócony Tir, który zablokował cały ruch ale my z swoimi rowerami możemy się przecisnąć na drugą stronę, co też czynimy i po przejechaniu 12 km zatrzymujemy się na nocleg, nocą budzę się zmarznięty, mimo że na sobie miałem grube dresy. Dziś przejechaliśmy tylko 76 km-suma 791 km .


Zachód słońca 25 km .przed Belgradem

8 etap sobota 08.05.2004 r.

Pobudka o godz.7.00 i znowu mokro i pochmurno wszystko mamy przemoczone nie ma kiedy to wyschnąć, a jak pakujemy to mokre, to dochodzą dodatkowe kilogramy do bagażu.
Edek  na moœcie  -Dunaj w BelgradziePrzed nami Belgrad stolica Serbii, te 28 km które dzieliły nas rano od Belgradu przejeżdżamy w ciągu 1godz.15 min sama stolica wydaje się nam nieładnym miastem, a może to wina pogody jest zimno, pochmurno, pada deszcz przejeżdżamy most na rzece Sawie jedziemy w kierunku na Pancevo i znowu most ale tym razem na Dunaju z daleka widać potężną twierdzę Kalemegdan ale my w tym deszczu jedziemy dalej i w pierwszej lepszym barze zatrzymujemy się na obiad, i tu mała dygresja odniosłem wrażenie że Serbia zatrzymała się w latach 70 -tych nie ma tam Supermarketów, ładnych stacji benzynowych, za wyjątkiem Belgradu, ale za to ludzie są bardzo serdeczni i gościnni. Mkniemy dalej na Smerdevo, droga płaska tak że kilometry ubywają zatrzymujemy się w m .Osipacnica i na terenie cerkwi, tak cerkwi: nawet mieliśmy zgodę na rozbicie namiotu w samej cerkwi ale nie skorzystaliśmy z tej oferty i rozbiliśmy namiot obok cerkwi na liczniku 121km-suma 912km.

9 etap niedziela 09.05.2004 r.

Co za wspaniały widok ; słońce aU tego Serba w jasnym swetrze spaliœmyż chce się żyć, szybko zrywamy się z naszych turystycznych łóżek pakujemy się i w drogę a to dlatego że o godz.7.00 pop miał odprawiać nabożeństwo i nie chcieliśmy być tam intruzami, zatrzymujemy się na stacji kolejowej, przyrządzamy sobie śniadanie i co najważniejsze suszymy wszystkie nasze rzeczy, co wywołuje zdziwienie miejscowych Serbów. Około godziny 12 tej ruszamy doliną rzeki Morava do miasta Cuprija gdzie zatrzymujemy się na obiad jemy smaczną pizzę dosyć tanią i po posiłku jedziemy do miasta Rażnij gdzie planujemy nocleg ale przedtem czeka nas 4 km .podjazd, który dał się nam we znaki, nie dość że podjazd to zaczęło padać .Przy zjeździe do miasta zatrzymujemy się na stacji benzynowej gdzie spotykamy trzech Serbów którzy poczęstowali nas kawą i ciastkami a u jednego z nich znaleźliśmy w ogródku pod czereśnią miejsce na namiot i jak zwykle to u Serbów bywa na stole zastaliśmy rakiję którą gospodarz nas poczęstował skończyło się na dwóch kieliszkach bo byliśmy zmęczeni i chciało się nam spać gospodarz zrozumiał to. Licznik wskazywał 118km -suma 1030km.

 

10 etap -poniedziałek 10.05.2004 r.

Gospodarz obudził nas o godz.7.00 i zaprosił na kawę po kawie jedziemy w kierunku Niśu,w Aleksanicu robimy sobie gorące śniadanie w parku na ławkach po posiłku jedziemy do Niśu tam zobaczyliśmy spaloną cerkiew, w centrum robimy sobie pamiątkowe zdjęcia ładne miasto
dużo zieleni ludzie jacyś weselsi .Udajemy się do centrum informacji gdzie poinformowano nas że najbliższa miejscowość z ciepłymi wodami znajduje się 10 km. od Niśu szybko wskakujemy na rowery i pedałujemy co sił w nogach do Nizke Bany by tam w ciepłych wodach wymyć się i popływać, piękna miejscowość tu zdecydowaliśmy zjeść dobry obiad
zdaliśmy się na Serbów którzy polecili na kolbasicę z różnymi dodatkami, było to smaczne i pożywne, następnie zwiedzaliśmy park zdrojowy zresztą bardzo ładny i wróciliśmy z powrotem do Niszu, z skąd ruszyliśmy na Leskovac ale dojechaliśmy do m.Penceveje gdzie rozbiliśmy się na nocleg, dziś przejechaliśmy 116km-suma 1145 km.

Edek na centralnym placu w Niszu Ja podczas posiłku w parku-Aleksanić

 

11 etap wtorek 11.05.2004 r.

Dzień Nizka Banja-kaskada z ciepłš wodš zaczął się o godz.6.30 no i oczywiście krótkotrwałą ulewą, ale zdążył zmoczyć wszystko wypiliśmy kawę i pojechaliśmy do Leskovaca na śniadanie. Krajobraz zrobił się górzysty, zaczynamy podziwiać okolicę, mijamy żołnierzy sił pokojowych po drodze widzimy wypalony Tir pełen spalonych rowerów zauważamy coraz więcej wojska, policji no bo przecież już niedaleko jest granica serbsko/macedońska .Dojeżdżamy do miasta Presevo, jest to miasto graniczne po serbskiej stronie zbliżamy się do granicy najpierw serbskiej tam bez problemów przekraczamy granicę, Serbowie się śmiali z nas że jedziemy na olimpiadę do Grecji następnie jest 500m tzw. pas ziemi niczyjej i granica macedońska, okazujemy paszporty i słyszymy czy mamy wizy oczywiście nie: bo w biurze turystycznym gdzie wykupywałem ubezpieczenie na wyprawę rowerową, zapewniali nas że nie potrzebujemy wiz do Macedonii,
i w jak wielkim byli błędzie ale poszkodowanymi byliśmy my na nic zdały się prośby- trzeba było wracać a Grecja była 200 km od nas, wróciliśmy do Preseva i tu zaczęły się następne problemy nie można było nigdzie rozbić namiotu bo Serbowie mówili że cytat: utro możete być ubite," kolejarze doradzili nam żeby wyjechać stamtąd najbliższym pociągiem Edek wyszedł przed stację ale szybko się wycofał wszędzie pełno policji z bronią, przy stacji stało 8 samochodów pełnych wojska .Ominęliśmy Kosovo by nie natknąć się na zamieszki to wdepnęliśmy w następne zaognione tereny. I tak jak doradzili nam kolejarze pociągiem o godz.0.20 pojechaliśmy z powrotem do Niśu tam już było spokojnie, ale cala noc zarwana -dziś przejechaliśmy 132km- suma 1278km.

12 etap środa 12.05.2004 r.

Okolice Krusevaca W związku z tym że na stacji w Niśu byliśmy o godz.3 .00 i było bardzo ciemno postanowiliśmy poczekać do godziny 5.30, pokimaliśmy na ławkach i jak się rozwidniło ruszyliśmy w trasę na Aleksinic tę trasę pokonujemy drugi raz w Drażevcach decydujemy się na odpoczynek śpimy na klimatach do godz. 10-tej,następnie jedziemy do Deligradu stamtąd odbijamy na Krusevac tu zaczęły się ładne podjazdy i okolica przypominająca nasze Sudety na tej trasie przy drodze są postawione marmurowe czarne tablice upamiętniających tych co zginęli w wypadkach drogowych i tak co kilkanaście metrów na poboczu widać było te tablice; niesamowity widok my tą drogę nazwaliśmy aleją zmarłych i tak było aż do Kraljeva,do którego planujemy dotrzeć jutro a dziś zatrzymujemy się na nocleg w Vrnjacka Banja jest to miejscowość uzdrowiskowa pełna turystów nocleg- oczywiście na boisku. Przejechaliśmy 122 km-suma 1400km.

 

13 etap czwartek 13.05.2004 r.

Obudził nas hałas dochodzący z ulicEdek w towarzystwie Serba  i dziewczyn., ale i tak trzeba wstawać bo to już godz. 6.30, szybko robimy sobie śniadanie zresztą podział obowiązków był taki że ja zwijałem namiot a Edek robił kawę. Podczas porządkowania miejsca noclegu podszedł do nas Serb i był mocno zdziwiony że my po sobie sprzątamy i powiedział że u Serbów w tej materii jest dużo do zrobienia i zaprosił nas na kawę do zakładu krawieckiego który był obok boiska .W tym zakładzie zastaliśmy kilkanaście pań które szyły .Po wypiciu kawy poprosił nas żeby zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcia do tego zdjęcia zaprosił jeszcze kilka pań na koniec dał nam adres i zaprosił na drugi rok. My tymczasem jedziemy do Kraljeva po drodze robimy sobie zdjęcia na tle pięknej srebrnej cerkwi przed tą miejscowością w przydrożnym sklepie robimy sobie szybki obiad po tym jedziemy na Cacak mijamy go i kierujemy się na Gornji Milanovać tu są ładne podjazdy które dają nam w kość ale potem zjeżdżamy i jedziemy doliną potoku o nazwie Dićina i skończyła się względna pogoda zaczęło mocno padać że zmusiło nas to do przerwania jazdy na dodatek zrobiło się bardzo zimno czekaliśmy 3 godz. i przy drobnym deszczu postanowiliśmy kontynuować jazdę dojechaliśmy do m. Raroki i w gospodarstwie w sadzie rozbiliśmy namiot uroczy gospodarz poczęstował nas własnego wyrobu serem, śmietaną i szczypiorkiem a na koniec rakiją wypiliśmy po dwa kieliszki grzała niesamowicie a my byliśmy przemarznięci., to pomogło nam się rozgrzać, licznik wskazywał 116km.-suma 1516km.

14 etap piątek 14.05.2004 r.

Po wczorajszej rakij obudziliśmy się o godzinie 7 oo ale nie było po co wstawać znowu leje deszcz, ciemno, pochmurno, poleżeliśmy trochę ale Boban zaprosił (tak miał na imię gospodarz) nas na kawę i przy kawie zaczął opowieść o wojnie serbsko/chorwackiej w której brał udział w okolicach Vukovaru, rzeczywiście działy się tam straszne rzeczy i to w Europie w 20 wieku coś niesamowitego. Mimo tak złej pogody decydujemy się jechać dalej ale w Vróc Banja zdecydowaliśmy się skorzystać z termalnego basenu ale okazało się że temperatura wody jest mniejsza niż temperatura naszego ciała więc ja zrezygnowałem z kąpieli ale Edek się kąpał ja natomiast stałem pod gorącym prysznicem i powoli odtajałem z zimna. Po tych przyjemnościach trzeba było wsiąść na rowery i jechać do Sabać tam nad jeziorkiem znaleźliśmy miejsce na rozbicie namiotu, noc spokojna ale wszystko wilgotne. Dziś przejechaliśmy 101 km.-suma1617km.

Boban u którego nocowaliœmy

15 etap sobota 15.05.2004r.

Niesamowite ale pobudkę zrobiła nam kukułka o godz.7.00 Edek rozpoczął dzień od szycia sakwy którą rozerwał wczoraj ja w tym czasie zrobiłem kawę, namiot i resztę rzeczy wystawiliśmy na wiatr aby choć trochę przeschły, potem pakowanie i jedziemy na Sremską Mitrowice,Sid i przekraczamy granicę serbsko/chorwacką w Towarniku- o dziwo względna pogoda umożliwia szybszą jazdę wjeżdżamy do Vukovaru o którym tyle opowiadał Boban .
Mimo upływu 12 lat od tych walk nadal widać straszliwe ślady wojny spalone domy, postrzelone domy i w centrum miasta tablice ostrzegające przed minami .Zrobiliśmy dużo zdjęć ale najbardziej utkwiła mi w pamięci flaga chorwacka dumnie powiewająca na postrzelonej jak sito wieży . Planujemy dojechać do Osijek ale przeliczyliśmy się z siłami a przeciwny wiatr skutecznie nam to na uniemożliwił zatrzymujemy się na nocleg w m.Klista 17 km .przed Osijek. Licznik wskazał 120km.-

Edek na tle postrzelonej  wieży

16 etap 16.05.2004r.niedziela

Ostatni etap naszej podróży-wstajemy o godzinie 5.oo i jak zwykle w deszczu zwijamy namiot ale to nic już nam nie będzie w tej wyprawie potrzebny wysuszymy go w domu robimy sobie gorące śniadanie i w drogę do przejścia granicznego Donij Micholijac deszcz coraz mocniejszy ale my nie robimy sobie z tego nic jedziemy do granicy węgiersko/chorwackiej gdzie się o godzinie 12-tej umówiłem się z synem po70 km jesteśmy na granicy ale przekroczyć ją nie możemy bo przejście jest nieczynne a po drugiej stronie rzeki Dravy czeka syn niestety trzeba było się wracać z powrotem na następne przejście w Udvar które jest w odległości 75km,najgorsze w tym wszystkim jest to że znowu wiatr i deszcz nam towarzyszy i to tak zacinający ze nie mogliśmy jechać szybciej niż 10 km/h ale
mimo tych przeciwności losu na przejściu zameldowaliśmy się tak jak umówiliśmy się czyli o godzinie 17 -tej, ależ byliśmy wyczerpani .Dziś na liczniku przybyło 133km suma 1871km

Tak zakończyła się nasza wyprawa rowerowa bezawaryjnie zwiedziliśmy Czechy, Słowację Węgry, Serbię i Chorwację. Jedynym mankamentem była pogoda która nas nie rozpieszczała.
Dzienne przebiegi to117 km, mając na uwadze pogodę to nie wyszło najgorzej.

Reasumując wyprawa nie osiągnęła swego celu bo celem była Grecja ale mimo to jesteśmy zadowoleni bo poznaliśmy dużo nowych ludzi, zwiedziliśmy kawałek Europy.

Wyprawę w stosunku do mnie sponsorował :
HADEX z Jastrzębia Zdrój
Stacja ESSO w Żorach

Do góry

MENU
Encyklopedia rowerowa | Wiadomości | Sprzęt | Sklep rowerowy | Testy | Katalog WWW |
Turystyka | Kupowanie | Trasy Instrukcje | Humor | Historia | Gry | Programy | Tapety
| Wygaszacze Dodatki | Giełda | Prawo | Książki | Ubranie | Jedzenie | Zdrowie | Miasto | Różne
Logowanie | O nas | Reklama | Kontakt | Subskrypcja | Szukaj |
(c) 1995-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione.