|
Uczestnicy wyprawy:
Edward Pasztor - Jastrzębie Zdrój
Andrzej Lis - Żory
01.05.2004r I etap sobota
Po miesiącach przygotowań, 1 maja 2004 r o godzinie 6.15 wyjechałem
z Żor do Jastrzębia Zdrój na spotkanie z moim partnerem na wyprawę,
obydwaj pochodzimy z Nowej Rudy mamy po 53 lat, znamy się od najmłodszych
lat, ale los rzucił nas na Śląsk: Edka do Jastrzębia, mnie do Żor.
Na CPN w Bziu gdzie umówiliśmy się dojechałem o godz.6.45 za 2 min
.zjawił się Edek i ruszyliśmy na podbój południa Europy obładowani
niemiłosiernie, każdy z nas miał po 25 kg bagażu bo chcieliśmy być
samowystarczalni.
Pogoda była dobra, na granicy w Cieszynie zameldowaliśmy się o godz.8.20,bez
problemów przekraczamy granicę: przecież od dziś jesteśmy w UNII.
Teren płaski, tak że szybko przejechaliśmy 60km w Jabłunkowie przy
pomniku OFIAR FASZYZMU na ławeczkach zrobiliśmy przerwę na posiłek
który trwał około 1 godz.,(w Jablunkowie mieszka bardzo dużo Polaków)
i dalej w drogę .Na przejściu granicznym czesko/słowackim w Mostach
byliśmy o godz.11.30 w dalszym ciągu pogoda dobra, ale zaczyna wiać
wiatr i to przeciwny tak że tempo wyprawy spada, mijamy Cadcę i
po 13-tu km zatrzymujemy się na odpoczynek nad brzegami rzeki, rozkładamy
kalimaty ja momentalnie zasypiam Edek również po godzinie .zwijamy
manatki i jedziemy; przede nami Żylina ale nie zatrzymujemy się
bo znamy ją z ubiegłorocznej wyprawy do Wenecji. Za Żiliną nad zalewem
łapie nas pierwsza ulewa dosyć gwałtowna ale krótkotrwała, mkniemy
na Martin co chwila drobny deszcz, mijamy Martin w deszczu i kierujemy
się na Bańską Bystrzycę, zatrzymujemy się w Priborowicach nad rzeką
na nocleg, rozbijamy namiot, dziś przejechaliśmy 148 km.
Pierwszy nocleg w Priborowcach
|
|
|
Edek szykuje się do snu.
|
Ja nad zalewem w Żilinie
|
02.05.2004 r. II etap niedziela
Pobudka o godz.6.00,poranna kawa .śniadanie pakujemy się i w drogę,
oczywiście w deszczu [który będzie nam towarzyszył, z małymi przerwami
aż do granicy z Macedonią] kierujemy się na Turciańskie Teplice
ale po przejechaniu 3 km .potężna ulewa zmusza nas do schowania
się na przystanku autobusowym, po 45 min .ulewa osłabła, tak że
ruszyliśmy dalej, zatrzymujemy się w Turciańskich Teplicach, by
skorzystać z basenów z ciepłą wodą ta przyjemność kosztowała nas
po sto koron ale za to wygrzaliśmy się setnie. Tu spotykamy rodzinę
z Tych, którzy przyjechali tu na weekend odpocząć. Około godz.14
-tej jedziemy do Ziaru n/Hronem po drodze 5 km podjazd, który nas
rozgrzał bo temperatura otoczenia oscylowała w granicach 14 stopni,
ale potem piękny zjazd po drodze mijamy. miasto Kremnice z pięknym
zamkiem z lewej strony, natomiast z prawej widać wieżę szybową kopalni,
osiągamy duże szybkości na tym zjeździe ja 58 km/h Przed Ziarem
znowu potężna ulewa, chowamy się przed nią na stacji benzynowej
AGIP, wypijamy tam po kawie, przestaje padać- wychodzi słońce a
my jedziemy do Levic. W Levicach straszny wypadek-mercedes okularnik
na dachu a drugie auto 50 m dalej w rowie wina kierowcy mercedesa
który wyjechał z drogi podporządkowanej Jest godz 19 -ta najwyższa
pora znaleźć miejsce na nocleg, znajdujemy go obok boiska sportowego
w miejscowości Wyżne n/Hronom, przejechaliśmy 127 km- suma 275 km.
3 etap, 3.05 poniedziałek
Wstaliśmy o godzinie 6.10,noc spokojna, po śniadaniu jedziemy
przejście graniczne Sturovo, na przejściu jesteśmy około godziny
13 -tej przekraczamy most graniczny na Dunaju bardzo ładny widok
na katedrę rozmiary jej są imponujące dł. 118m,szer. 40m,jest to
największa budowla sakralna na Węgrzech. Tu spotkaliśmy wycieczkę
z Gdańska, no i oczywiście musieliśmy sobie robić zdjęcia z uczestnikami
tej wycieczki, pogoda dopisuje (o dziwo), następnie jedziemy na
Budapeszt, mijamy Dorog tu w latach 1980 pracowało dużo górników
polskich Pilisjaszafalu skręcamy na Perból, Budajeno i Telki zatrzymujemy
się na nocleg w prywatnym domku, który dali nam do dyspozycji wspaniali
właściciele tej posesji, a na dodatek jeszcze zaprosili nas na dobrą
kolację, bardzo przyjemnie spędziliśmy ten wieczór porozmawialiśmy
z nimi, bo ja znam język węgierski, no i poszliśmy spać, wreszcie
w porządnym łóżku. Na liczniku101 km-suma 376.

Most graniczny na Dunaju w tle katedra w Esztregom
4 etap wtorek 04.05.2004 r.
Obudziło nas słońce, co za ulga szybko pijemy kawę pakujemy się
i jeszcze pamiątkowe zdjęcie z uroczymi gospodarzami i w drogę do
Budapesztu w Budakeszi zjedliśmy śniadanie
a potem zaczęliśmy zwiedzać miasto zaczęliśmy od wzgórza zamkowego,
każdemu polecam te miejsce jest naprawdę piękne i do tego wspaniały
widok na Budapeszt, następnie mostem Małgorzaty dostaliśmy się na
lewą stronę Dunaju, by starymi dzielnicami Pesztu jechać w kierunku
Solt ruch niesamowity ale jakoś udało się nam wyjechać z miasta.
W Tókól zjedliśmy porządny obiad, popiliśmy piwem i jedziemy odnogą
Dunaju na południe, cały brzeg odnogi Dunaju zabudowany pomostami
do których poprzywiązywane wszelkiego typu łódki. Około 5 km. przed
Solt w miejscowości Apostag na brzegami rzeki rozbijamy namiot
Na liczniku 107 km.-suma 483km
wzgórze zamkowe w Budapeszcie
5 etap środa 05.05.2004 r.
Dziś budzi nas bicie deszczu o namiot aż nie chce się wstawać, ale
cóż, komu w drogę temu czas i tak o godzinie 7.oo jesteśmy na nogach, jedziemy do Solt tam w Plusie robimy zakupy, konsumujemy śniadanie
i co dziwnego wychodzi słońce tak że smarujemy się kremem do opalania
i startujemy do Kiskórs tam na basenach termalnych odpoczywamy ponad
2 godziny. Kiskóros to miasto rodzinne Sandro Petofiego, wielkiego
poety węgierskiego, sekretarza gen. Bema - Polaka przywódcy powstania
węgierskiego, na basenie znowu niebo zrobiło się czarne i zaczęło
padać ale to była krótka ulewa., po dwóch godzinach sjesty ruszyliśmy
na swoich rumakach dalej.
Gdy ujechaliśmy z 5 km .znowu zaczęło padać, ale szło w takim deszczu
jechać, węgierska puszta to nieskończona dal, gdzie rosną karłowate
drzewa i zaraz jest tam pomnik przyrody-Węgrzy dbają jednak o przyrodę.
Do Soldvadkert przybyliśmy o 15.00 godzinie tam zjedliśmy solidny
obiad i ruszyliśmy na granice serbsko/węgierską, tam dotarliśmy
o godz.19-tej w Suboticy znowu deszcz nas przywitał, ale trzeba
było znaleźć jakiś nocleg, poradzono nam że trzeba jechać nad Palić
tam był, cały kompleks turystyczny i już po ciemku nad brzegami
jeziora rozbiliśmy namiot a była godz 23.oo.licznik wskazał120 km.-suma
603km.

Przygotowania do noclegu
6 etap czwartek 06.05.2004 r.
Wstaliśmy bardzo wcześnie bo o godzinie 5.30, musiałem naprawić
zamek w sakwie, po15 -tu min zamek naprawiłem. wjechaliśmy do Suboticy, wymieniliśmy euro na dinary zrobiliśmy zakupy i udajemy się starą
drogą w kierunku Nowego Sadu oczywiście cały czas w deszcz ale jak
się potem okaże w Serbii lepiej jechać głównymi drogami, bo drogi
boczne mimo że zaznaczone czerwonymi grubymi liniami okazały się
drogami donikąd po prostu skończył się asfalt i musieliśmy pchać
rowery po polnych drogach a przecież padał deszcz, to te drogi były
rozmoknięte, rowery i my byliśmy strasznie ubłoceni i tak przez
3 km w końcu dopchaliśmy się Tornyoś, tu złapało nas gradobicie, przeczekaliśmy go w sklepie i znowu po przejechaniu 5 km skończył
się asfalt, mimo że Serbowie solennie nas zapewniali że teraz do
Becej mamy tylko asfalt ale ten odcinek brakującego asfaltu był
krótszy i mogliśmy zwiększyć tempo podróży w Becej skorzystaliśmy
z termalnych kąpieli woda była czarna czuć ją było ropą naftową
godzina kosztowała nas po 80 din. Po kąpielach ruszyliśmy szukać
miejsca na nocleg oczywiście w deszczu, znaleźliśmy go w zupełnych
ciemnościach nad zbiornikiem wodnym w m.Baćko Gradiste licznik zatrzymał
się na kilometrażu 112 -suma 715 km .
Bezdroża Serbii
|
|
|
Edek
|
Ja Andrzej
|
7 etap .piątek 07.05.2004
Całą noc lało o 8.10 wyjrzałem z namiotu i szybko cofnąłem się, pogoda nie sprzyjała jeździe rowerem, położyliśmy się dalej spać
i tak do godz.10 tej. Deszcz nie ustaje, ale osłab na tyle że można
jechać do Nowego Sadu tam jemy obiad i ruszamy dalej w kierunku
Staryj Kralovac, nie dość że deszcz to jeszcze zimno około 10 stopni
i to na południu Europy aż się wierzyć nie chce, dobrze że wziąłem
z sobą długie spodnie kolarskie. 40 km przed Belgradem
na drodze leży wywrócony Tir, który zablokował cały ruch ale my
z swoimi rowerami możemy się przecisnąć na drugą stronę, co też
czynimy i po przejechaniu 12 km zatrzymujemy się na nocleg, nocą
budzę się zmarznięty, mimo że na sobie miałem grube dresy. Dziś
przejechaliśmy tylko 76 km-suma 791 km .

Zachód słońca 25 km .przed Belgradem
8 etap sobota 08.05.2004 r.
Pobudka o godz.7.00 i znowu mokro i pochmurno wszystko mamy przemoczone
nie ma kiedy to wyschnąć, a jak pakujemy to mokre, to dochodzą dodatkowe
kilogramy do bagażu.
Przed
nami Belgrad stolica Serbii, te 28 km które dzieliły nas rano od
Belgradu przejeżdżamy w ciągu 1godz.15 min sama stolica wydaje się
nam nieładnym miastem, a może to wina pogody jest zimno, pochmurno,
pada deszcz przejeżdżamy most na rzece Sawie jedziemy w kierunku
na Pancevo i znowu most ale tym razem na Dunaju z daleka widać potężną
twierdzę Kalemegdan ale my w tym deszczu jedziemy dalej i w pierwszej
lepszym barze zatrzymujemy się na obiad, i tu mała dygresja odniosłem
wrażenie że Serbia zatrzymała się w latach 70 -tych nie ma tam Supermarketów, ładnych stacji benzynowych, za wyjątkiem Belgradu, ale za to ludzie
są bardzo serdeczni i gościnni. Mkniemy dalej na Smerdevo, droga
płaska tak że kilometry ubywają zatrzymujemy się w m .Osipacnica
i na terenie cerkwi, tak cerkwi: nawet mieliśmy zgodę na rozbicie
namiotu w samej cerkwi ale nie skorzystaliśmy z tej oferty i rozbiliśmy
namiot obok cerkwi na liczniku 121km-suma 912km.
9 etap niedziela 09.05.2004 r.
Co za wspaniały widok ; słońce a ż
chce się żyć, szybko zrywamy się z naszych turystycznych łóżek pakujemy
się i w drogę a to dlatego że o godz.7.00 pop miał odprawiać nabożeństwo
i nie chcieliśmy być tam intruzami, zatrzymujemy się na stacji kolejowej, przyrządzamy sobie śniadanie i co najważniejsze suszymy wszystkie
nasze rzeczy, co wywołuje zdziwienie miejscowych Serbów. Około godziny
12 tej ruszamy doliną rzeki Morava do miasta Cuprija gdzie zatrzymujemy
się na obiad jemy smaczną pizzę dosyć tanią i po posiłku jedziemy
do miasta Rażnij gdzie planujemy nocleg ale przedtem czeka nas 4
km .podjazd, który dał się nam we znaki, nie dość że podjazd to
zaczęło padać .Przy zjeździe do miasta zatrzymujemy się na stacji
benzynowej gdzie spotykamy trzech Serbów którzy poczęstowali nas
kawą i ciastkami a u jednego z nich znaleźliśmy w ogródku pod czereśnią
miejsce na namiot i jak zwykle to u Serbów bywa na stole zastaliśmy
rakiję którą gospodarz nas poczęstował skończyło się na dwóch kieliszkach
bo byliśmy zmęczeni i chciało się nam spać gospodarz zrozumiał to.
Licznik wskazywał 118km -suma 1030km.
10 etap -poniedziałek 10.05.2004 r.
Gospodarz obudził nas o godz.7.00 i zaprosił na kawę po kawie jedziemy
w kierunku Niśu,w Aleksanicu robimy sobie gorące śniadanie w parku
na ławkach po posiłku jedziemy do Niśu tam zobaczyliśmy spaloną
cerkiew, w centrum robimy sobie pamiątkowe zdjęcia ładne miasto
dużo zieleni ludzie jacyś weselsi .Udajemy się do centrum informacji
gdzie poinformowano nas że najbliższa miejscowość z ciepłymi wodami
znajduje się 10 km. od Niśu szybko wskakujemy na rowery i pedałujemy
co sił w nogach do Nizke Bany by tam w ciepłych wodach wymyć się
i popływać, piękna miejscowość tu zdecydowaliśmy zjeść dobry obiad
zdaliśmy się na Serbów którzy polecili na kolbasicę z różnymi dodatkami, było to smaczne i pożywne, następnie zwiedzaliśmy park zdrojowy
zresztą bardzo ładny i wróciliśmy z powrotem do Niszu, z skąd ruszyliśmy
na Leskovac ale dojechaliśmy do m.Penceveje gdzie rozbiliśmy się
na nocleg, dziś przejechaliśmy 116km-suma 1145 km.

11 etap wtorek 11.05.2004 r.
Dzień zaczął
się o godz.6.30 no i oczywiście krótkotrwałą ulewą, ale zdążył zmoczyć
wszystko wypiliśmy kawę i pojechaliśmy do Leskovaca na śniadanie.
Krajobraz zrobił się górzysty, zaczynamy podziwiać okolicę, mijamy
żołnierzy sił pokojowych po drodze widzimy wypalony Tir pełen spalonych
rowerów zauważamy coraz więcej wojska, policji no bo przecież już
niedaleko jest granica serbsko/macedońska .Dojeżdżamy do miasta
Presevo, jest to miasto graniczne po serbskiej stronie zbliżamy
się do granicy najpierw serbskiej tam bez problemów przekraczamy
granicę, Serbowie się śmiali z nas że jedziemy na olimpiadę do Grecji
następnie jest 500m tzw. pas ziemi niczyjej i granica macedońska, okazujemy paszporty i słyszymy czy mamy wizy oczywiście nie: bo
w biurze turystycznym gdzie wykupywałem ubezpieczenie na wyprawę
rowerową, zapewniali nas że nie potrzebujemy wiz do Macedonii,
i w jak wielkim byli błędzie ale poszkodowanymi byliśmy my na nic
zdały się prośby- trzeba było wracać a Grecja była 200 km od nas, wróciliśmy do Preseva i tu zaczęły się następne problemy nie można
było nigdzie rozbić namiotu bo Serbowie mówili że cytat: utro możete
być ubite," kolejarze doradzili nam żeby wyjechać stamtąd najbliższym
pociągiem Edek wyszedł przed stację ale szybko się wycofał wszędzie
pełno policji z bronią, przy stacji stało 8 samochodów pełnych
wojska .Ominęliśmy Kosovo by nie natknąć się na zamieszki to wdepnęliśmy
w następne zaognione tereny. I tak jak doradzili nam kolejarze pociągiem
o godz.0.20 pojechaliśmy z powrotem do Niśu tam już było spokojnie, ale cala noc zarwana -dziś przejechaliśmy 132km- suma 1278km.
12 etap środa 12.05.2004 r.
W
związku z tym że na stacji w Niśu byliśmy o godz.3 .00 i było bardzo
ciemno postanowiliśmy poczekać do godziny 5.30, pokimaliśmy na ławkach
i jak się rozwidniło ruszyliśmy w trasę na Aleksinic tę trasę pokonujemy
drugi raz w Drażevcach decydujemy się na odpoczynek śpimy na klimatach
do godz. 10-tej,następnie jedziemy do Deligradu stamtąd odbijamy
na Krusevac tu zaczęły się ładne podjazdy i okolica przypominająca
nasze Sudety na tej trasie przy drodze są postawione marmurowe czarne
tablice upamiętniających tych co zginęli w wypadkach drogowych i
tak co kilkanaście metrów na poboczu widać było te tablice; niesamowity
widok my tą drogę nazwaliśmy aleją zmarłych i tak było aż do Kraljeva,do
którego planujemy dotrzeć jutro a dziś zatrzymujemy się na nocleg
w Vrnjacka Banja jest to miejscowość uzdrowiskowa pełna turystów
nocleg- oczywiście na boisku. Przejechaliśmy 122 km-suma 1400km.
13 etap czwartek 13.05.2004 r.
Obudził nas hałas dochodzący z ulic , ale i tak trzeba wstawać bo to już godz. 6.30, szybko robimy sobie
śniadanie zresztą podział obowiązków był taki że ja zwijałem namiot
a Edek robił kawę. Podczas porządkowania miejsca noclegu podszedł
do nas Serb i był mocno zdziwiony że my po sobie sprzątamy i powiedział
że u Serbów w tej materii jest dużo do zrobienia i zaprosił nas
na kawę do zakładu krawieckiego który był obok boiska .W tym zakładzie
zastaliśmy kilkanaście pań które szyły .Po wypiciu kawy poprosił
nas żeby zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcia do tego zdjęcia zaprosił
jeszcze kilka pań na koniec dał nam adres i zaprosił na drugi rok.
My tymczasem jedziemy do Kraljeva po drodze robimy sobie zdjęcia
na tle pięknej srebrnej cerkwi przed tą miejscowością w przydrożnym
sklepie robimy sobie szybki obiad po tym jedziemy na Cacak mijamy
go i kierujemy się na Gornji Milanovać tu są ładne podjazdy które
dają nam w kość ale potem zjeżdżamy i jedziemy doliną potoku o nazwie
Dićina i skończyła się względna pogoda zaczęło mocno padać że zmusiło
nas to do przerwania jazdy na dodatek zrobiło się bardzo zimno czekaliśmy
3 godz. i przy drobnym deszczu postanowiliśmy kontynuować jazdę
dojechaliśmy do m. Raroki i w gospodarstwie w sadzie rozbiliśmy
namiot uroczy gospodarz poczęstował nas własnego wyrobu serem, śmietaną
i szczypiorkiem a na koniec rakiją wypiliśmy po dwa kieliszki grzała
niesamowicie a my byliśmy przemarznięci., to pomogło nam się rozgrzać,
licznik wskazywał 116km.-suma 1516km.
14 etap piątek 14.05.2004 r.
Po wczorajszej rakij obudziliśmy się o godzinie 7 oo ale nie było
po co wstawać znowu leje deszcz, ciemno, pochmurno, poleżeliśmy
trochę ale Boban zaprosił (tak miał na imię gospodarz) nas na kawę
i przy kawie zaczął opowieść o wojnie serbsko/chorwackiej w której
brał udział w okolicach Vukovaru, rzeczywiście działy się tam straszne
rzeczy i to w Europie w 20 wieku coś niesamowitego. Mimo tak złej
pogody decydujemy się jechać dalej ale w Vróc Banja zdecydowaliśmy
się skorzystać z termalnego basenu ale okazało się że temperatura
wody jest mniejsza niż temperatura naszego ciała więc ja zrezygnowałem
z kąpieli ale Edek się kąpał ja natomiast stałem pod gorącym prysznicem
i powoli odtajałem z zimna. Po tych przyjemnościach trzeba było
wsiąść na rowery i jechać do Sabać tam nad jeziorkiem znaleźliśmy
miejsce na rozbicie namiotu, noc spokojna ale wszystko wilgotne.
Dziś przejechaliśmy 101 km.-suma1617km.

15 etap sobota 15.05.2004r.
Niesamowite ale pobudkę zrobiła nam kukułka o godz.7.00 Edek rozpoczął
dzień od szycia sakwy którą rozerwał wczoraj ja w tym czasie zrobiłem
kawę, namiot i resztę rzeczy wystawiliśmy na wiatr aby choć trochę
przeschły, potem pakowanie i jedziemy na Sremską Mitrowice,Sid i
przekraczamy granicę serbsko/chorwacką w Towarniku- o dziwo względna
pogoda umożliwia szybszą jazdę wjeżdżamy do Vukovaru o którym tyle
opowiadał Boban .
Mimo upływu 12 lat od tych walk nadal widać straszliwe ślady wojny
spalone domy, postrzelone domy i w centrum miasta tablice ostrzegające
przed minami .Zrobiliśmy dużo zdjęć ale najbardziej utkwiła mi w
pamięci flaga chorwacka dumnie powiewająca na postrzelonej jak sito
wieży . Planujemy dojechać do Osijek ale przeliczyliśmy się z siłami
a przeciwny wiatr skutecznie nam to na uniemożliwił zatrzymujemy
się na nocleg w m.Klista 17 km .przed Osijek. Licznik wskazał 120km.-
 
16 etap 16.05.2004r.niedziela
Ostatni etap naszej podróży-wstajemy o godzinie 5.oo i jak zwykle
w deszczu zwijamy namiot ale to nic już nam nie będzie w tej wyprawie
potrzebny wysuszymy go w domu robimy sobie gorące śniadanie i w
drogę do przejścia granicznego Donij Micholijac deszcz coraz mocniejszy
ale my nie robimy sobie z tego nic jedziemy do granicy węgiersko/chorwackiej
gdzie się o godzinie 12-tej umówiłem się z synem po70 km jesteśmy
na granicy ale przekroczyć ją nie możemy bo przejście jest nieczynne
a po drugiej stronie rzeki Dravy czeka syn niestety trzeba było
się wracać z powrotem na następne przejście w Udvar które jest w
odległości 75km,najgorsze w tym wszystkim jest to że znowu wiatr
i deszcz nam towarzyszy i to tak zacinający ze nie mogliśmy jechać
szybciej niż 10 km/h ale
mimo tych przeciwności losu na przejściu zameldowaliśmy się tak
jak umówiliśmy się czyli o godzinie 17 -tej, ależ byliśmy wyczerpani
.Dziś na liczniku przybyło 133km suma 1871km
Tak zakończyła się nasza wyprawa rowerowa bezawaryjnie zwiedziliśmy
Czechy, Słowację Węgry, Serbię i Chorwację. Jedynym mankamentem
była pogoda która nas nie rozpieszczała.
Dzienne przebiegi to117 km, mając na uwadze pogodę to nie wyszło
najgorzej.
Reasumując wyprawa nie osiągnęła swego celu bo celem była Grecja
ale mimo to jesteśmy zadowoleni bo poznaliśmy dużo nowych ludzi,
zwiedziliśmy kawałek Europy.
Wyprawę w stosunku do mnie sponsorował :
HADEX z Jastrzębia Zdrój
Stacja ESSO w Żorach
Do góry
|
|
| |
| |
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
(c) 1995-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych
w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione. |
|