Canning Stock Route Expedition


Na skróty : Sprzęt | Katalog WWW | Turystyka | Kupowanie | Instrukcje | Humor | Gry | Programy | Giełda | Trasy | Więcej »

:: Szlak

Canning Stock Route uważany jest za najdłuższy i jeden z najtrudniejszych szlaków terenowych świata. Wiedzie on przez surowe, bezludne obszary Australii Zachodniej, przecina cztery pustynie i wspina się na setki piaskowych wzgórz. Wyznaczono go na początku XX wieku, jako alternatywną drogę lądową między przeciwległymi krańcami kontynentu. Warunki były jednak tak ciężkie, a ofiary tak wysokie, że szlak nigdy w pełni nie służył swoim celom i wkrótce został zapomniany. W 1968 grupa badaczy po raz pierwszy przejechała CSR w specjalnie przygotowanych samochodach terenowych. Liczne próby pokonania szlaku rowerem, pomimo wsparcia pojazdów 4WD, kończyły się niepowodzeniem. Wyprawy bez wsparcia nigdy nie podjęto...

Do góry

 

:: Misja

CSR Adventure jest ekspedycją wielowymiarową. Jej głównym celem było pokonanie rowerem pełnej długości szlaku Canning Stock Route bez wsparcia z zewnątrz. Żadna z wcześniejszych prób nie zakończyła się dotąd sukcesem. Ważniejsza od ustanawiania rekordów była jednak sama perspektywa ponad miesięcznego pobytu w warunkach całkowitego odosobnienia. Wyprawa postawiła mnie sam na sam z wszystkimi moimi słabościami, przewartościowała wszystko, co znane i bliskie, kazała na nowo docenić najprostsze rzeczy, pozwoliła przemyśleć sprawy zagubione w codziennym zgiełku. Wierzę też, że może ona zmienić coś jeszcze. Wspólnie z organizacją WaterAid zbieramy fundusze, które pomogą zapewnienić bezpieczną wodę mieszkańcom najuboższych rejonów świata. Ten punkt misji wymaga Twojego udziału- podejmij wyzwanie!

  • Samotne pokonanie rowerem szlaku Canning Stock Route, bez wsparcia z zewnątrz

  • Był to główny cel wyprawy. Trasa wiodła przez Pustynię Gibsona, Wielką i Małą Pustynię Piaszczystą oraz zachodni fragment Pustyni Tanami- w sumie ponad 2000 kilometrów bezdroży. Pokonanie tej odległości w konwoju dobrze przygotowanych samochodów terenowych zajmuje około dwóch tygodni. Przejechanie szlaku rowerem zajęło 33 dni.

  • Zbiórka środków na realizację projektów WaterAid w najbiedniejszych regionach świata

  • Co 15 sekund z powodu skażonej wody umiera dziecko! W XXI wieku ponad miliard ludzi nie ma dostępu do bezpiecznej wody a dwa miliardy pozbawiona jest podstawowych urządzeń sanitarnych. W czasie, jaki zajęło Ci przeczytanie tej informacji, ktoś umarł... Międzynarodowa organizacja WaterAid od 25 lat koncentruje się na zapewnieniu wody pitnej, sanitariatów i wiedzy o higienie w krajach Trzeciego Świata. Wszystkie projekty angażują lokalne wspólnoty i wykraczają daleko poza schematy doraźnej pomocy.

    W czasie trwania wyprawy udało się zebrać kilkadziesiąt tysięcy dolarów, jednak ten punkt misji pozostaje cały czas aktualny! Zobacz, jak symboliczna złotówka może zmienić czyjeś życie! czytaj więcej...

  • Propagowanie wiedzy o pustynnych obszarach Australii

  • Pustynie Australii Zachodniej to niezmiernie interesujący, ale słabo znany obszar naszej planety. Wystawy zdjęć, artykuły i prezentacje, tak w Europie jak i na Antypodach, pozwolą choć w części wypełnić tę lukę rzetelnymi informacjami.

  • Aktualizacja map

  • We współpracy z Hema Maps wyznaczone zostały precyzyjne współrzędne źródeł wody dostępnych na szlaku, wraz z informacją o ich aktualnej zasobności. Zebrane dane umożliwią weryfikację istniejących map i uzupełnienie ich o informacje ważne dla bezpieczeństwa samochodowych ekspedycji przez CSR.

    Do góry

    :: Sprzęt

    Jeden z najsłynniejszych rowerowych globtroterów, Tilmann Walthaler, po nieudanej próbie przejechania CSR określił 90% szlaku jak "całkowicie nieprzejezdną dla roweru". W ustach człowieka, który od kilkudziesięciu lat przemierza świat na dwóch kółkach, te słowa brzmiały poważnie.Skoro rower górski, nawet bez obciążenia, nie radził sobie z pustynią, trzeba było wymyślić nową broń!

    Wspólnymi siłami kontstruktorów z USA, Niemiec, Polski i Nowej Zelandii stworzyliśmy maszynę mogącą poruszać się w terenie niedostępnym wcześniej dla jednośladów. Punktem centralnym projektu były prototypowe niskociśnieniowe opony o szerokości ponad 4 cali, umożliwiające jazdę po luźnym podłożu. Do współpracy z tak monstrualnym ogumieniem niezbędna była oczywiście specjalna rama. W jej konstrukcji zadziwiał nie tylko gigantyczny prześwit, ale i tzw. offset, czyli przesunięcie obu kół o niemal 2cm na lewo względem osi symetrii ramy, celem zapewnienia dostatecznej ilości miejsca dla łancucha. Nie koniec na tym! Inżynierowie z firmy Surly wpadli na pomysł zdublowania napędu: skoro opona jest szersza, niż przednia piasta, to dlaczego nie zastosować z przodu... drugiej piasty tylnej w systemie single speed? W razie uszkodzenia wielotrybu, wystarczy zamienić koła i można posuwać się dalej naprzód- przydatny patent zważywszy, że unieruchomienie pojazdu na obszarze, przez który wiedzie szlak, zazwyczaj oznacza śmierć.

    Chyba jedynym elementem przypominającym, że wciąż mamy do czynienia z rowerem wyprawowym, były solidne bagażniki i sakwy Crosso, w których znalazło się wszystko, co niezbędne na ponad miesięczy pobyt na pustyni. Zdecydowaną większość przestrzeni zajął oczywiście prowiant. Aby podróżować tak lekko, jak to możliwe, postanowiłem zredukować dzienne racje żywnościowe do zaledwie 1300kCal. Problem transportu ogromnych ilości wody udało się rozwiązać dzięki specjalnie zmodyfikowanej przyczepce ExtraWheel, wyposażonej w zbiorniki o pojemności blisko 40 litrów i toczącej się na tym samym, co rower ogumieniu.

    1.9 x 26 versus 4.0 x 26 Surly Pugsley z przyczepką ExtraWheel w konfiguracji bojowej

    Na wyposażenie wyprawy złożył się ważący zaledwie kilogram dwupowłokowy namiot MSR, maleńka kuchenka i ceramiczny filtr do wody tej samej firmy, ciepły śpiwór, solidny brazylijski nóż, rozmaite leki (w tym domięśniowe dawki Hydrocortisonu i środków przeciwwstrząsowych) i odchudzony zestaw narzędzi. Na pokładzie znalazł się też kompas, odbiornik GPS, aparat fotograficzny, ultralekki telefon satelitarny (niecało 350g) i maleńki panel słoneczny do ładowania baterii. Mając w perspektywie 40 dni jazdy w jednych spodenkach, jednej koszulce i jednej parze skarpet bez możliwości prania, jedynym sensownym wyborem były ubrania firmy Icebreaker, uszyte z wełny nowozelandzkich owiec merino. Poza bielizną i ultralekką koszulą z długim rękawem, na wyprawę zabrałem też ciepłą bluzę i getry, dzięki którym nie musiałem trząść się z zimna w lodowate pustynne noce. Ostatecznie masę całego ekwipunku udało się zamknąć w 5 kilogramach. Zważywszy, że rower razem z przyczepką i resztą akcesorów ważył jedynie około 20kg (!), a prowiant czekał juz na mnie w Australii, po raz pierwszy w życiu mogłem zapakować się do samolotu bez obawy o nadbagaż :) <

    Do góry

    :: Relacja

    Z końcem sierpnia 2005 dwa lata przygotowań zbiegły się wreszcie do jednego punktu. Wczesnym rankiem 1 września wyruszyłem z osady Halls Creek na spotkanie przygody. Jak zawsze na początku wyprawy rozpierała mnie energia i optymizm. Kilka godzin później leżałem już z pierwszymi objawami odwodnienia w wątłym cieniu rzucanym przez rower. Jadąc z północy na południe uciekałem przed zbliżającym się szybko latem, jednak upały już teraz przekraczały 40oC, wysysając siły w zadziwiającym tempie. Po kilkudziesięciu kilometrach szutrowej Tanami Road wjechałem wreszcie na szlak. Trudno było uwierzyć, że pozbawiona oznaczeń dróżka niknąca wśród spalonych słońcem traw jest dłuższa, niż odległość dzieląca Warszawę od Rzymu! Ogrom przestrzeni wymykał się zmysłom i wyobraźni. Celem przestał być koniec szlaku, ale następna kępa ciernistych krzewów, następne wzgórze, a nade wszystko- kolejne źródło wody. Spośród 52 studni wyznaczonych niegdyś przez Canninga i jego ludzi, tylko kilka przetrwało do dnia dzisiejszego. Po większości zostały jedynie przerdzewiałe czerpaki, resztki kołowrotów, a czasem tylko wypełnione piaskiem zagłębienie w ziemi. Do przetrwania niezbędne było odnajdywanie wody w nieoznaczonych na mapach miejscach, z których od tysiącleci korzystali rdzenni mieszkańcy outbacku. Mogły to być pozostałości okresowego potoku uwięzione w skalistym korycie, maleńkie wodopoje zaszyte wśród traw, lub przynajmniej cuchnące sadzawki, których zawartości wolałem się nie domyślać. W miarę postępującej adaptacji do pustynnych warunków, w jadłospisie pojawiły się słodkie kwiaty, szarańcza i jaszczurki, zmysły ulegały wyostrzeniu, organizm coraz lepiej znosił skwar, nawet serce zaczęło bić wolniej.

    Pierwszy odcinek szlaku wiódł przez upstrzone termitierami równiny Pustyni Tanami. Oprócz połaci czerwonego piasku i ostrych traw spiniflex, mijałem nietknięte białą stopą wzgórza, skalne rumowiska, a nawet periodyczne słone mokradła dające schronienie wędrownemu ptactwu! Tylko doszczętnie wypalony wrak forda explorera, z kluczykami wciąż tkwiącymi w stacyjce, przypominał, że właśnie na tym fragmencie trasy straciło życie najwięcej podróżników- ostatnia dwójka zaledwie rok temu. Rower jak na razie spisywał się doskonale, ale największe trudności były dopiero przede mną. Począwszy od ruin studni 47 przez kolejne półtora tysiąca kilometrów rozciągała się kraina potężnych piaszczystych wydm. Jazda zaczęła przypominać kolejkę górską- najpierw morderczy podjazd na granicy wytrzymałości mięśni i napędu, na szczycie chwila na złapanie oddechu, a zaraz potem szalony zjazd z prędkością przekraczającą 30km/h. Przez kilka sekund maszyna parła dzielnie naprzód, dopóki wyboisty i grząski szlak nie przywrócił szybkości do wartości jednocyfrowej. Wkrótce zaczynał się kolejny podjazd... i tak ponad 900 razy w ciągu wyprawy. Bardzo często piasek okazywał się tak sypki, że nawet dzikie wielbłądy z trudem pokonywały przecinające szlak wniesienia, zostawiając za sobą głębokie na kilkadziesiąt centymetrów ślady. Jedynym sposobem na wtaszczenie roweru na szczyt była wówczas mozolna wspinaczka. Pomiędzy wydmami w luźnym podłożu formowały się znienawidzone przez wszystkich corrugations. Te z pozoru łagodne nierówności niszczyły zawieszenia terenowych samochodów, zrywały zbiorniki paliwa, łamały półosie i... ducha. Miałem wrażenie, że lada moment rower rozpadnie się na kawałki, a obite siedzenie zamieni się w wielki wypełniony krwią siniec. Z tej perspektywy nawet piekielnie trudna technicznie jazda przez skaliste płaskowyże wydawała się być odrobiną wytchnienia.
    Myliłby się jednak ten, dla kogo wyprawa była jedynie beznamiętną walką ze szlakiem. Prawdziwe cuda czekały bowiem na każdym kroku! Mogło to być białe jak śnieg wyschnięte jezioro z zatopionymi w warstwie soli owadami, samotna skała z fenomenalnym widokiem na okolicę, kolczasta jaszczurka wygrzewająca się na sakwie, lub kamienny wąwóz pełen pradawnych aborygeńskich malunków. Zdarzały się też bardziej emocjonujące przygody, jak choćby spotkanie w cztery oczy z watahą dzikich psów dingo, które dopiero po dłuższej chwili uznały, że marny byłby ze mnie obiad.
    Kiedy 3 października, po 33 dniach jazdy i ponad 2100 pokonanych kilometrów, dotarłem w końcu do Wiluny na południowym końcu szlaku, ogarnął mnie głęboki smutek, że moja przygoda dobiega końca. Wewnętrzny głos podpowiadał, aby zawrócić i zostać na pustyni choć trochę dłużej. Materia była jednak bezlitosna: ważyłem 18 kilogramów mniej, niż przed miesiącem, napęd w rowerze był zużyty jak po dwóch latach ciężkiej eksploatacji, poza resztkami warana nie miałem już nic do jedzenia, a z kilkudziesięciu łatek do dętek ostała się tylko jedna...
    Wszystkie cele ekspedycji zostały osiągnięte. Szczegółowa dokumentacja została przekazana organizacji Australian Geographic i komitetowi Guiness World Record Book. Dane dotyczące źródeł wody na szlaku razem z logami GPS przesłałem firmie Hema Maps opracowującej szczegółowe mapy australijskiego Outbacku, oraz portalom poświęconym tej tematyce. Obecność wyprawy w mediach została wykorzystana do nagłośnienia problemu braku pitnej wody w krajach III Świata. Wspólnie z międzynarodową organizacją WaterAid zorganizowaliśmy kampanię, w ramach której udało się zebrać kilkadziesiąt tysięcy dolarów, przekazanych następnie na realizację projektów sanitarnych i budowę studni w Papui Nowej Gwinei (WaterAid Australia) oraz w krajach Afryki (WaterAid UK).

    Do góry

    :: Sponsorzy

    Wyprawa szlakiem CSR nie byłaby możliwa bez entuzjazmu, zaangażowania i ogromnego wsparcia wielu firm i osób prywatnych. Wszystkim im serdecznie dziękuję!

    i inni...

    Do góry

    :: Serwis wyprawy

    Zapraszam do odwiedzenia oficjalnej strony ekspedycji CSR Adventure ». Znajdziesz na niej pełne podsumowanie wyprawy, galerię zdjęć, zapiski z dziennika pokładowego i sporo innych ciekawych informacji.


    pozdrawiam serdecznie
            Jakub Postrzygacz

     

    Do góry

    MENU
    Encyklopedia rowerowa | Wiadomości | Sprzęt | Sklep rowerowy | Testy | Katalog WWW |
    Turystyka | Kupowanie | Trasy Instrukcje | Humor | Historia | Gry | Programy | Tapety
    | Wygaszacze Dodatki | Giełda | Prawo | Książki | Ubranie | Jedzenie | Zdrowie | Miasto | Różne
    Logowanie | O nas | Reklama | Kontakt | Subskrypcja | Szukaj |
    (c) 1995-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.
    Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione.