Islandia 2005

Na skróty : Sprzęt | Katalog WWW | Turystyka | Kupowanie | Instrukcje | Humor | Gry | Programy | Giełda | Trasy | Więcej »

:: Dlaczego Islandia ?

Islandia to tajemnicza wyspa. Położona na "gorącym punkcie" Grzbietu Śródatlantyckiego posiada wiele czynnych wulkanów, gorących źródeł a także gejzerów. Mimo ciepłego podłoża wulkanicznego, 11% powierzchni wyspy pokryta jest lodowcami, które wciąż "rosną". Najdalej wysunięta kraina na zachód Europy, zgromadziła niesamowite miejsca, jeszcze niezniszczone przez człowieka.

:: O wyprawie

Ideą naszej ekspedycji jest dotarcie w miejsca, o których nie ma informacji w przewodnikach turystycznych. Zamierzamy objechać dookoła całą Islandię, dotrzeć do najdalej wysuniętego na zachód punktu Europy. Zaplanowana trasa przebiega częściowo po dobrze znanej "Ring Road", zaś na zachodzie i północy znacznie od niej odbiega.

Podróż chcemy rozpocząć w mieście Keflavík, gdyż tam znajduje się międzynarodowe lotnisko Islandii. Po przygotowaniu rowerów do drogi, będziemy kierować się na wschód docierając do największego wodospadu Gullfoss, gejzeru Stori oraz wciąż aktywnego wulkanu - Hekla zwanego "Wrotami Piekieł". Kontynuując podróż na wschód dotrzemy do lodowca Vatnajökull, gdzie spróbujemy zdobyć najwyższy lodowy szczyt - Hvannadalshnúkur. Następnie udamy się na północ. Będziemy przejeżdżać m.in. przez Egilssta?ir, gdzie stopniowo zmienimy kierunek na zachód. Pojedziemy przez Akureyri, Sau?árkrókur aż dotrzemy do zachodniego wybrzeża Islandii, do najdalej wysuniętego na zachód punktu europy: Bjargtangar-Latrabjarg. W zależności od warunków atmosferycznych, będziemy próbowali również dojechać pod lodowiec Drangajökull - wysunięty najdalej na północ wyspy. Od tego momentu będziemy kierować się ku stolicy - Reykjavik i lotnisko w Keflavíku.

Wyznaczoną przez nas trasę, liczącą około 3000km (+/- 300km), mamy zamiar przejechać rowerami w ciągu miesiąca. Doświadczenie, które zdobędziemy podczas zdobywania lodowych szczytów na pewno przyda się podczas kolejnej ekspedycji - "Dookoła Morza Tasmana: Australia - Nowa Zelandia" w 2006 r. W ostatnich latach przebyliśmy kilka podobnych wypraw rowerowych, między innymi podróż w Alpy - "TransAlp", wyprawę przez Andorę - "TransContinental", oraz ekspedycję "True North" na Nordkapp.

:: Uczestnicy

 

Grzegorz Gontarz - (ur. 1983r.) student Politechniki Warszawskiej - Wydział Inżynierii Produkcji, kierunek Mechanika i Budowa Maszyn. Zainteresowania: fotografia, sport, turystyka (głównie ekspedycje rowerowe, góry), a także architektura i motoryzacja. Kontakt: 0-503 769 195, trabi601@interia.pl

Wyprawy rowerowe:

1999 - "Wyprawa zaćmieniowa" (Polska - Węgry);
2000 - "Rajd Dookoła Słowacji" (Słowacja);
2002 - "TransAlp" (Polska/Słowacja/Austria/Niemcy/Czechy);
2003 - "TransContinental" (Pl/Cz/D/Ch/F/And/E/I/Slo/Hr/H/Sk);
2004 - "True North" (NordKapp, dookoła Bałtyku)

 

Szymon Gontarz - (ur. 1980r.) doktorant Politechniki Warszawskiej - Wydział Samochodów i Maszyn Roboczych, kierunek Mechanika i Budowa Maszyn. Instruktor narciarstwa, zainteresowania: sport (narciarstwo, lekkoatletyka), nauka, podróże - ekspedycje. Kontakt: sz_gontarz@o2.pl

Wyprawy rowerowe:
1999 - "Wyprawa zaćmieniowa" (Polska - Węgry);
2000 - "Rajd Dookoła Słowacji" (Słowacja);
2002 - "TransAlp" (Polska/Słowacja/Austria/Niemcy/Czechy);
2003 - "TransContinental" (Pl/Cz/D/Ch/F/And/E/I/Slo/Hr/H/Sk);
2004 - "True North" (NordKapp, dookoła Bałtyku)

Krzysztof Wasilewski - (ur. 1982r.) student Politechniki Warszawskiej - Wydział Inżynierii Lądowej. Zainteresowania: biegi długodystansowe, góry.
W 2004 samotna wyprawa rowerowa na NordKapp.
Kontakt: newses@op.pl

:: Termin

25 lipca 2005 - 30 sierpnia 2005

:: Strona WWW

:: Sponsorzy

 

Do góry

:: Relacja

"Warszawa - Berlin - Keflavik"

Poniedzialek 18.07.2005, godz. 7:10, z Warszawy jedziemy pociagiem pod granice niemiecka. Po raz pierwszy nie mamy problemu z transportem rowerow w pociagu - jest dobrze! Wysiadamy w Rzepinie I kierujemy sie w strone Berlina. NRDowskie miasteczka maja wybrukowane uliczki, co utrudnia jazde. Sakwy podskakuja na wiekszych nierownosciach jakby zaraz mialy sie zerwac. Krzysiek uspokaja sytuacje mowiac, ze predzej bagaznik odpadnie. Po 10 km - odpada.
Dojezdzamy do Berlina. Na lotnisku musimy doplacic za rowery po 25€, z kolei na zbyt duza wage bagazu nie zwracaja uwagi. Wsiadamy w samolot I odlatujemy w nieznane.Po niespelna 3ech godzinach jestesmy na Islandii. Przygotowujemy rowery I zaczynamy przygode z nieznanym nam jeszcze krajem.

 

"Zachodnia Islandia - Zachodnie Fjordy"

 

Droga z lotniska do Rejkiawiku przebiega przez pola zastygnietych odlamkow lawy. Nie ma tu ani drzew, ani krzakow. Miejscami mozna dostrzec mchy oraz trawe. W stolicy zaopatrujemy sie w zywnosc na kilka dni I "uderzamy" na polnoc. Na wiekszych stacjach benzynowych mozna za darmo napic sie gorocej kawy, a jesli trzeba za nia zaplacic to kubek mozna napelniac tyle razy ile da sie rady wypic.
Jedziemy trasa nr 1, lecz zakaz wjazdu do podwodnego tunelu zmusza nas do ominiecia go wzdluz fjordu. Kilkunastokilometrowy objazd wynagrodzily nam przepiekne widoki. Przez nieuwage ominelismy najwyzszy wodospad - Glymur, lecz niedlugo tam wrocimy J. Przejezdzamy przez najstarsza wioske wielorybnicza, po czym wjezdzamy wglab ladu. Droga byla szutrowa a podjazdy po 12% … Na takiej drodze mozna nawet osiagnac predkosc 65 km/h. Pogode na razie mamy ladna, lecz wiatr znacznie oziebia klimat. Temperatura waha sie od 12 - 15 stopni C. Pierwsze proby zlapania obiadu nie powiodly sie… Sklepy sa tylko w duzych miastach, wiec trzeba sie zaopatrywac w zywnosc nawet na tydzien. Najlepiej kupowac w sieci supermarketow Bonus - ceny porownywalne do polskich, jedynie wyroby mleczarskie oraz miesne sa znacznie (kilkukrotnie) drozsze.
Jedziemy wciaz na polnoc. Numery drog oraz ich polozenie nie zgadzaja sie z nasza mapa. Pokonujemy dlugi podjazd na przelecz okolo 1000m n.p.m., po prawej mamy piekny widok na Islandzkie lodowce. Zaczyna silnie wiac w naszym kierunku. Tempo jazdy gwaltownie spada. Pogoda ulega zmianie, chmury sa tak nisko, ze widocznosc ogranicza sie do kilku metrow. Temperatura niska - okolo 8 stopni C. Jestesmy przewiani I zmarznieci - tak wlasnie wjechalismy do krainy Zachodnich Fjordow.

Drogi nie naleza tutaj do najlepszych - sa waskie I w duzej czesci szutrowe. Kilkakrotnie na dzien trzeba sie wspinac na przelecze, aby przedostac sie do sasiedniego fjordu. Widoki sa tu niesamowite - piekne gory poprzecinane wstegami blekitnego morza. Ogromne wrazenie zrobilo na nas okolice miasta Isafjordur - cos niesamowitgo, to trzeba zobaczyc! Na przystaniach promowych "zarzucamy wedke" I w ciagu kilku minut mamy syta I smaczna kolacje. Z Isafjordur przebijamy sie tunelme do pobliskiego fjordu - ale tu ladnie!, chyba kazdy chcialby tu mieszkac J…

Przez kolejne dni kierujemy sie na zachod, podazajac ku najdalej wysunietemu punktowi - oczywiscie na zachod. Dojechac tam mozna tylko po gorzystej I szutrowej drodze. Zachodni koniec Europy to latarnia na krawedzi 60-metrowego stromego klifu. Tuz przy brzegu wyleguja sie foki, a w skalistych klifach odpoczywaja przerozne ptaki, niespotykane w innych czesciach europy. Ogolnie to miejsce nas oczarowalo I zachecamy do zaobaczenia tego wspanialego miejsca.

Pogoda w zachodnich fjordach byla dla nas przyjazna. Mimo porywistego wiatruczesto utrudniajacego jazde, slonce towarzyszylo nam przez wiekszosc czasu. Wieczorem nadciagaly z nad moza bardzo niskie chmury, z kolei rano "odplywaly" z dala od ladu. Temperatura byla zmienna: w jednym fjordzie 13 stopni C, w drugim - tuz obok - 6 stopni C. Opuszczamy zachodnie fjordy I ruszamy w strone Snafellsnes. Pogoda znacznie sie pogorszyla I przez kolejne kilka dni jedziemy w strugach deszczu. Wiatr zmienia czesto kierunek, wieje z predkoscia nawet 20 m/s. W okolicach Grundenfjordur przewraca rower I zrzuca mnie kilka metrow glebiej w przydrozny row. Ciagle opady powoduja, ze woda w rzekach nie nadaje sie do picia. Jest to rowniez spowodowane umiejscowionym nieopodal lodowcem. Pewien latarnik na koncu polwyspu nalewa nam 5l wody, choc sam nie ma za duzo dla siebie I rodziny…

Dojezdzamy do Borgarnes, licznik wskazuje 1600 km. Teraz udamy sie na opuszczony wczesniej wodospad Glymur, a w czwartek z lotniska w Keflaviku odbieramy Szymona I udamy sie razem na wschod wyspy - w strone najwiekszego lodowca w europie.

"Południowa Islandia - Wschodnia Islandia"

4.08.2005: odbieramy Szymona z lotniska i ruszamy na wschod. Jedziemy po bardzo, ale to bardzo szutrowej drodze, jednym slowem - beznadziejnej… Na dobry poczatek Sz. zjezdzajac z dosyc stromej gorki "dachuje" na rowerze, krzywiac przednie kolo. Szybka naprawa… jedziemy - niedługo, bo Krzychu wpada w poslizg i spada z roweru. Tym razem rower nie ucierpial, ale kierowca poobdzierany.. Dojezdzamy do Selfoss i robimy zakupy na 8dni (65kg).

Wiatr nam nie sprzyja - ciagle w twarz. Podjezdzamy pod Hekle i tam rozbijamy oboz. Mamy zamiar wejsc na szczyt tego slawnego wulkanu, jednak warunki nie pozwalaja na to. Poranek pochmurny, pada deszcz… zaczyna sie sztorm. W namiocie co chwila urywaja sie odciagi; szybko zwijamy oboz I jedziemy szybko do pobliskiego schroniska. Spedzamy tu prawe dobe. Wiatr na dworze zwala z nog, a my zamknieci w drewnianej chatce naprawiamy (szyjemy) namiot. Czekamy na zmiane pogody. Nastepnego dnia wiatr ustaje, deszcz niestety nie.

Jedziemy droga F225 do Landmannalaugar. Ksiezycowy obraz poprawia humor. Niedaleko krajobraz znacznie się zmienia. Wsrod wulkanicznych pol lawowych - szarych I czarnych pojawiaja sie wzniesienia calkowicie zielone, dalej - wrecz kolorowe. Zachwycajacy widok towarzyszy nam przez najblizsze kilkanascie kilometrow. Na drodze F255 potem F208 nie ma mostow, wiec rzeki trzeba przekraczac w poprzek. Po dwudziestej rzece, robi sie troche to meczace… Czasem woda siega do pasa, lecz wiekszosc ma glebokosc do 0.5m. Po dwoch dniach wyjezdzamy z Poludniowo-Zachodniej Islandii I dojezdzamy pod Vatnajokull - najwiekszy lodowiec.
Po 5ciu deszczowych dniach, przejasnia sie na niebie. Wieczor robi sie na prawde ladny - chmury odslaniaja najwyzsze szczyty. Zakladamy oboz pod lodowcem, przygotowujemy sprzet. Pobudka 3:30. Szybkie sniadanie I idziemy w gore. Przez pierwsze dwie godziny podchodzimy po odkrytych skalach wulkanicznych, nastepnie zakladamy uprzeze, raki… Pogoda dopisuje, slonce wysoko. Na poczatku waskie niegrozne szczeliny, wyzej - znacznie wieksze I tak glebokie, ze nie widac dna… Jestesmy juz bardzo wysoko, lecz najciezsze przed nami. Szczelin jest tak duzo, ze nie sposob ich wszystkich ominac. Przechodzimy po "mostach" snieznych. Temperatura ujemna, lecz slonce mocno przyswieca. Lodowiec wydaje przerazliwe odglosy… topnieje lod, tworza sie kolejne szczeliny. Po kilku godzinach wspinaczki docieramy na szczyt; Godz. 11:00, wreszcie nic nam nie zaslania przepieknego widoku - zdobylismy Hvannadalshnukur - najwyzszy szczyt Islandii, 3ciego co do wielkosci lodowca na Swiecie. 45min odpoczynku na szczycie I musimy wracac. Lod nie jest mocny, latwo stracic przyczepnosc. Znowu korzystamy z "mostow snieznych", ktore powoli traca swoja wytrzymalosc. Szarpniecie… Lina mocno sie napina - Szymon wpada w szczeline. Na szczescie nie jest gleboka I w niedlugim czasie dalej mozemy isc. Nachodza chmury, ktore znacznie ograniczaja widocznosc. Jestesmy juz tak nisko, ze widac znajome skaly I wzniesienia wulkaniczne. Okolo 16 jestesmy juz w bazie. Bierzemy kapiel w pobliskim lodowcowym strumyku I odpoczywamy…

 

Jedziemy dalej na wschod. Mijamy wrecz fosforyzujace, blekitne gory lodowe plywajace w jeziorze, splywajace pozniej laguna rzeki lodowcowej. Dojezdzamy do Hofn, gdzie uzupelniamy zapasy zywnosci I jedziemy wschodnimi fjordami na polnoc. Pogoda znowu nie dopisuje. Po dniu pogody, gdy wspinalismy sie na lodowcu, ciagle pada I silnie wieje. Ze wzgledu na slaba widocznosc skracamy droge do Egillstadir, gdzie znowu musimy zabrać zywnosc na tydzien.

 

"Północna Islandia - Interior"

Na północ prowadzi w większej mierze szutrowa droga. Wiatr trochę osłabł, ale nadal pada deszcz. Jedziemy wzdłuż rozległej rzeki Jokulsa a del, aż do "morderczego" podjazdu na przełęcz, którą trzeba przejechać by dostać się do Vopnafjordur. W kilka godzin pokonujemy kilkokilumetrowy, szutrowy, 14to procentowy podjazd… Teraz przez chwilę z góry, bo czekają kolejne, równie ciężkie wzniesienia.
W Północnej Islandii mimo znacznej wysokości nad poziomem morza, panuje łagodniejszy klimat, a pogoda jest lepsza - tak, opisują przewodniki tą przepiękną i dziką część Islandii. Jednak pogoda nie oszczędza nas. Nadchodzi kolejny sztorm. Dojeżdżamy do Porshofn, gdzie za zgodą miejscowych rybaków nocujemy w magazynach rybnych. Rano całkowita odmiana pogody. Wiatr już nie osiąga prędkości bliskiej 30 m/s, ledwo przekracza 15 m/s. Pokazuje się słońce, niebo prawie bezchmurne. Nie możemy uwierzyć, że dzieje się to na prawdę… Jedziemy wciąż na północ, mijamy piękne, skaliste klify. Od czasu do czasu napotykamy rybackie wioski. Półwysep Langanes to niemal kraniec świata, który są urodą zachwyci każdego miłośnika bezdroży. Piękna pogoda nie trwa zbyt długo. Po 6-7 godzinach nadchodzą czarne, deszczowe chmury. Gdy się do nas zbliżały, jechaliśmy jak najszybciej. Podjazdy spowalniały tempo, lecz na zjazdachmocno przyspieszaliśmy. Krzychu złamał dozwoloną prędkość 80km/h i tak wykręcił 81 km/h... Niestety nie udało się - znowu jedziemy w strugach deszczu. Kolejne dni nie przynoszą większej poprawy pogody. Po dniu ciszy nadchodzi kolejna sztormowa doba. Dojeżdżamy do Husavika, gdzie chcemy "zapolować" na wieloryby. Decydujemy się na kilkugodzinny rejs w pobliskim fiordzie. Na początku można tylko obserwować Orki, niebawem pojawiają się trzecie co do wielkości, dziesięciometrowe - Minke whale. Po rejsie ruszamy na południe - nad jezioro Myvatn. Jednak Myvatn to nie tylko jezioro, ale również centralny punkt aktywnego wulkanicznie obszaru pól lawowych, źródeł geotermalnych, kraterów i skalistych formacji. Objeżdżamy wokół ten niesamowity akwen i kierujemy się w stronę drugiego co do wielkości miasta - Akureyri. Po drodze mijamy przepiękny wodospad Bogów - Godafoss.

Akureyri mieści się u nasady długiego fiordu. Krajobraz zdobią ośnieżone szczyty skalistych gór. W lecie jest to jedne z najbardziej słonecznych miejsc na wyspie - to prawda, deszcz pada już tylko przelotnie co znacznie poprawia nam morale. Jest to ostatnie duże miasto, przed wjazdem w centrum Interioru, więc znowu trzeba zrobić zakupy na przynajmniej tydzień podróży. Przejeżdżamy wzdłuż pięknego i najdłuższego w Islandii fiordu - Eyjafjordur, po czym kierujemy się na "islandzki Tybet".
Interior to jeden z największych europejskich dzikich obszarów. Może nie jest to pustynia, gdyż występują tu obfite opady atmosferyczne, ale przypomina ją najbardziej ze wszystkich zakątków w Europie. Nie ma tu po prostu nic… Droga jest szutrowa, często bardzo nierówna, czasem wogóle nie można jej znaleźć. Nie dociera tu zasięg sieci komórkowych, a gdy wydaży się coś złego, nie można liczyć na jakąkolwiek pomoc. Pierwszy dzień w Interiorze nie zapowiada dobrej pogody na najbliższy okres. Pogoda nie jest naszym jedynym zmartwieniem. W jednym z rowerów pęka opona. Jedynym rozwiązaniem jest zaszycie dość dużej dziury. Zdajemy sobie sprawę, że szwy nie wytrzymają takich naprężeń i po niedługim czasie, czynności naprawcze będzie trzeba powtórzyć. To nie jest jedyna awaria z jaką musimy się uparać w szybkim czasie ze względu na nienajlepsze warunki atmosferyczne. W dwóch innych rowerach pękają bagażniki przednie. Niestety na wyprawę nie zabraliśmy ze sobą jakiejkolwiek spawarki ;) wiec musimy spinać pęknięte złacza paskami poliuretanowymi. Dojeżdżamy do Hveravellir, gdzie wśród tryskających gejzerów i bulgoczących termalnych źródeł, bierzemy gorącą kąpiel :). Nadchodzi sztorm. Tym razem nie trwa on jak poprzednie jeden dzień, lecz ponad dwa. W dodatku zaczyna padać śnieg i robi się bardzo zimno. Próba rozbicia namiotu nie powiodła się. Pałąki z włókna szklanego pękają… W Interiorze nie ma miejsc osłoniętych, a przy takiej sile wiatru namiot nie ustoi zbyt długo. Jesteśmy już przygotowani na to, że przez całą noc będzie trzeba jechać na rowerach, by nie zamarznąć. Po kilku godzinach znajdujemy uskok w ziemi. Próbujemy rozstawić obóz. Z okolicy znosimy kilkadziesiąt, a nawet kilkaset kilogramów głazów, do których przywiązujemy namiot. Idziemy spać z myślą o lepszym jutrze. Niestety, wiatr jest jeszcze silniejszy. Woda w bidonach zamarzła… tuńczyk w oleju również… Tego dnia jak w każdy sztormowy dzień zaliczamy kilka mocnych upadków. Podmuchy wiatru są tak mocne, że chwila nieuwagi wiąże się z kolejnymi zadrapaniami i stłuczeniami na ciele. Po trzech ciężkich dniach docieramy do cywilizacji. Na sam początek wita nas największy wodospad Europy - Gulfoss. Niedaleko, bo zaledwie kilka kilometrów dalej oglądamy wspaniały gejzer Strokkur, tryskający na wysokość 34 metrów.

Zwiedziliśmy już całą Islandię, spenetrowaliśmy najbardziej dzikie tereny wyspy, przejechaliśmy łącznie około 4000km. Nadszedł czas powrotu. Na koniec przejeżdżamy przez park Pingvellir, miejsce gdzie łączą się dwie płyty: amerykańska i euroazjatycka. Dnia 30.08.2005 kończymy przygodę z tajemniczą wyspą. Lądujemy w Berlinie. Jesteśmy cali i zdrowi, czego nie można powiedzieć o rowerach, a szczególnie o jednym w którym koło jest mocno zmiażdżone. Po kilku godzinach prostowania doprowadzamy koło do warunkowego użytku. Spisany raport będzie podstawą do wystawienia odszkodowania. Wracamy do ojczyzny, gdzie niebawem znowu będziemy przygotowywać się do kolejnej ekspedycji.

Grzegorz Gontarz
Szymon Gontarz
Krzysztof Wasilewski

WAZARI TEAM POLSKA
http://www.wazari.xt.pl

Do góry

MENU
Encyklopedia rowerowa | Wiadomości | Sprzęt | Sklep rowerowy | Testy | Katalog WWW |
Turystyka | Kupowanie | Trasy Instrukcje | Humor | Historia | Gry | Programy | Tapety
| Wygaszacze Dodatki | Giełda | Prawo | Książki | Ubranie | Jedzenie | Zdrowie | Miasto | Różne
Logowanie | O nas | Reklama | Kontakt | Subskrypcja | Szukaj |
(c) 1995-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione.