|
:: Uczestnicy

 |
Tomasz Szajniuk – Kluczbork. 19 lat, tegoroczny
maturzysta i absolwent ZSO im. Adama Mickiewicza w Kluczborku.
Odbyte rowerowe wyprawy:
- Jura Krakowska – Częstochowska 2003: samotnie, 3
dni
- Sudety 2003: samotnie, 6 dni
- Tatry 2004: samotnie, 8 dni
- Jeseniki 2005: 3 dni a
- Beskidy 2005: 4 dni
- Tour des Alpes 2005: 21 dni
Łącznie przejechane na rowerze ponad 30 000 km
|
 |
Wojtek Zadka - Krapkowice |
Do góry
:: Trasa

Wyprawa wystartuje 25 lipca z Kluczborka. Pierwszym krajem, którym
będę się poruszać to Słowacja. Przejazd przez Słowację traktuję
jednak
wyłącznie tranzytowo. Po Słowacji, przyjdzie czas na Węgry. Tutaj
będę zwiedzać uroki naddunajskich miast: Esztergomu i Wyszehradu,
aby następnie dotrzeć do stolicy Węgier – Budapesztu. Następnym
interesującym miastem, który pragnę zobaczyć jest położony na południu
kraju Szeged. Stąd udam się do Serbii. Kraj ten, choć omijany szerokim
łukiem przez turystów wydaje mi się krajem niezwykle interesującym.
Może nie za sprawą licznych zabytków, ale na pewno za sprawą kultury
oraz nie tkniętej cywilizacją przyrody. Również w Serbii napotkam
pierwsze na trasie większe podjazdy i góry – Góry Dynarskie.
W drodze z Serbii do Czarnogóry planuje także przejazd przez Bośnie
i Hercegowinę. W drodze do Czarnogóry również, planuje przejazd
przez wysokogórski Park Narodowy Durmitor. W Czarnogórze nie obejdzie
się bez zwiedzania zabytkowych miasteczek: Kotor, Cetinje, Herceg
– Novi. Właśnie tutaj także, pierwszy raz podczas wyprawy
zobaczę Adriatyk i z pewnością wykąpie się w nim. Z Czarnogóry wzdłuż
Adriatyku udam się do Chorwacji, gdzie zwiedzę wiele niesamowitych
miast jak Split, Trogir, Sibenik, Zadar czy słynny Dubrovnik. Udam
się również na Istrie, gdzie zwiedzać będę Pule, Porec i Rovinj.
Nie ominę oczywiście Parku Narodowego Krk i Parku Narodowego Jezior
Plitwickich – wizytówki Chorwacji. Z półwyspu Istria cały
czas wzdłuż Adriatyku dostane się do Słowenii. Tutaj planuje zobaczyć
miasta Koper, Piran, dalej Triest (już we Włoszech). Początkowo
planowałem, aby z Triestu ruszyć do Lublany dalej nad jez. Balaton
na Węgrzech a stamtąd do Polski. Jednak uważa, iż bardziej interesującą
trasą jest inny wariant. Z Triestu mam zamiar ruszyć na północ w
stronę Austrii. Po przekroczeniu granic udam się do Klagenfurtu
i dalej w stronę Alp. Przebijać się przez Alpy planuje w paśmie
Niskich Taurów zdobywając przy tym przełęcze położone ponad 1000
m.n.p.m. W Czechach zamierzamy odwiedzić Czeski Krumlov, czeskie
Budziejovice i Pragę.

Do góry
:: O wyprawie

Wyprawa rowerowa ‘Adriatic Express 2006’
jest już dla mnie drugim takim wyzwaniem. W ubiegłym roku w ciągu
3 tygodni wraz z dwójką znajomych udało nam się pokonać dziesiątki
alpejskich podjazdów i zwiedzić dziesiątki miast podczas wyprawy
‘Tour des Alpes 2005’. W tym roku postano wiłem
udać się inną trasą, jeszcze dłuższą niż poprzednim razem.
Podczas wyprawy ‘Adriatic Express’ zamierzam pokonać
ponad 3500 km w ok.. 30 dni. Dziennie zamierzam pokonywać 120 –
170 km w zależności od warunków. Gotowy jestem oczywiście do jazdy
w skrajnie ekstremalnych warunkach od deszczu po słońce; od 10 stopniowego
chłodu po 35 stopniowy upał.
Chciałbym, aby cała wyprawa kosztowała mnie max. 400 zł. Jak przeżyć
30 dni za 400 zł? Przede wszystkim zamierzam zabrać ze sobą trochę
jedzenia z Polski (zupki chińskie, makaron, ryż, kaszki itp.). Oczywiście
zabieram ze sobą również małą kuchenkę, gdyż nie wyobrażam sobie
przeżycia miesiąca bez ciepłych posiłków. Wszystkie zakupy mam zamiar
robić w tanich marketach. Za wodę nie będę płacić nic, gdyż będę
ją czerpać prosto ze strumyków, źródeł bądź studni. Również ani
złotówki nie zamierzam wydać na noclegi, gdyż będę nocować w namiocie
‘na dziko’ lub za przyzwoleniem mieszkańców w ich ogródkach.
Nie będzie nam towarzyszyć żaden wóz serwisowy, dlatego zabieramy
także ze sobą sporo narzędzi i części wymiennych.
Do góry
:: Przygotowania

Przygotowania do wyprawy rozpoczęły się tuż po zakończeniu matur,
a więc pod koniec maja. Od tego czasu intensywnie trenuje. W samym
tylko czerwcu zamierzam pokonać 1500 km w celu poprawy swojej kondycji
fizycznej. Pod koniec miesiąca zamierzam także w ciągu 18 godzin
pokonać jak najwięcej kilometrów (zakładam minimum 350 km) Zakupiłem
także nowy bagażnik (poprzedni uległ uszkodzeniu w Austrii podczas
ostatniej wyprawy), a także planuje zakup kasku. Mam nadzieje, że
przygotowania te pozwolą mi zrealizować wszystkie cele które wyznaczyłem
przed sobą i cało oraz zdrowo powrócić do Polski

Do góry
:: Relacja

2 sierpnia 2006 roku – ten dzień na pewno zapamiętam na długo, metrach
gdyż tego dnia ruszyłem z mojego rodzinnego miasta - Kluczborka
na drugą w moim życiu wyprawę rowerową. 70 km dalej w Krapkowicach
spotkałem się z Wojtkiem i od tego miejsca kontynuowaliśmy wyprawę
razem. Wyprawa rozpoczęła się mocnym akcentem jakim było przejechanie
przeze mnie w pierwszy dzień ponad 200 kilometrów. W pierwszy dzień
także opuściliśmy terytorium Polski i wjechaliśmy do Czech. Kolejnego
dnia przyszedł czas na Słowację. Tego dnia także wspinaliśmy się
na nasza pierwsza przełęcz położoną 750 m.n.p.m. Pomimo niewielkiej
wysokości, podjazd sprawił nam wiele kłopotów, gdyż nachylenie drogi
było bardzo duże. Mało brakowało, aby na zjeździe z przełęczy zakończyła
się nasza wyprawa. Gdy zjeżdżałem bowiem i na liczniku pojawiła
się prędkość 60 km/h...wypięła mi się przyczepka. Kilkakrotnie przekoziołkowała,
i po ok. 30 m. zatrzymała się na środki drogi. Ja po awaryjnym hamowaniu
wylądowałem po lewej stronie drogi. Na szczęście...przyczepka cala
i zdrowa, rower cały i najważniejsze - ja cały i zdrowy. Pomimo
sporej dawki adrenaliny kontynuowaliśmy jazdę. Wieczorem dotarliśmy
do miasta Prievidza, gdzie nocowaliśmy.
Kolejnego dnia przekroczyliśmy granicę słowacko-węgierską i 15
km od granicy, nad Dunajem rozbiliśmy pierwszy raz namiot, który
rozkładaliśmy ponad godzinę. Wcześniej 2 noce spędziliśmy pod dachem
u naszych znajomych. Następnego dnia ruszyliśmy w stronę Budapesztu.
Po odrobinę uciążliwym dojeździe do centrum, rozpoczęliśmy zwiedzanie
centrum miasta. Po drodze nie obyło się bez problemów technicznych
(ja przebiłem dętkę, Wojtek musiał wymieniać szprychę). Po Budapeszcie
przyszedł czas na dalsza część Węgier. Odcinek od Budapesztu do
granicy serbskiej przemierzyliśmy „nielegalnie, poruszając
się po drodze gdzie obowiązywał zakaz poruszania się rowerów, zaś
granice węgiersko – serbską przekraczaliśmy na...autostradzie.
Pierwsze kilometry w Serbii, bardzo mnie zaskoczyły – świetna
droga, zadbane domy, całkiem jak w Polsce. Dopiero w miarę oddalania
się od granicy, zaczęliśmy częściej spotykać zrujnowane domy, opuszczone,
urocze kościoły i cerkwie, stare cmentarze. 7 dnia dotarliśmy do
Bośni i Hercegowiny. Kierowcy na drogach w tym kraju, non-stop trąbią.
Wyprzedzanie, skręcanie na skrzyżowaniach i wszystkie inne manewry
sygnalizują trąbieniem. Dla nas było to bardzo irytujące, szczególnie
gdy przejeżdżaliśmy przez tunel, a tam ktoś używał klaksonu. Pierwsze
miasto w Bośni – Bijeljina pełne życia. Dziesiątki ludzi na
ulicach, w kawiarniach i restauracjach, czułem się tam całkiem jak...we
Włoszech. Poruszanie się po Bośni nie było wcale łatwe. Wszystkie
nazwy miejscowości bowiem podane są w cyrylicy, której kompletnie
nie rozumieliśmy. Dlatego też, co chwile musieliśmy się pytać czy
w dobrym kierunku jedziemy. Miłym zaskoczeniem w Serbii oraz Bośni,
było to, że wiele osób zna język angielski. Mieszkańcy tych krajów
zaś, są bardzo gościnni. W Serbii skończyły się także monotonne,
płaskie tereny. 9 dnia zdobyliśmy przełęcz położoną 1057 m.n.p.m.
Kolejnego dnia przemierzyliśmy aż...4 km. Nie ze względu na zmęczenie
po podjeździe, ale ze względu na nieustannie padający tego dnia
deszcz. Na takie warunki niestety nie b yliśmy
przygotowani
sprzętowo. Nasze kurtki zamiast chronić przed deszczem, wsiąkały
go jak gąbka. Buty zaś po 15 minutach jazdy w deszczu były cały
zamoknięte. Kolejny dzień przyniósł poprawę pogody i możliwość kontynuowania
wyprawy. Tego dnia na naszej drodze napotkaliśmy objazd. Wychodzimy
jednak z założenia, że objazdy nie są dla rowerzystów. Jadąc zamkniętą
trasą napotkaliśmy tunel, który był... zamknięty. Udało się nam
jednak do niego dostać i go przejechać. Bardzo dziwnie na nas patrzyły
wtedy osoby z ekipy remontującej ten tunel. Tego dnia także odbiliśmy
w Bośni w boczną drogę prowadzącą przez góry do granicy z Czarnogórą.
Przez 50 km jechaliśmy przez bardzo słabo „ucywilizowany”
teren – żadnych sklepów, zakładów przemysłowych.
Droga przez Czarnogórę, prowadząca przez góry była niezwykle interesująca
ale i trudna. Wyjątkowym miejscem na trasie był przełom rzeki Tary,
gdzie różnice między rzeką, a okolicznymi szczytami dochodziły do
1000 m. 11 dnia dotarliśmy w region potężnego masywu górskiego –
Durmitoru. Nasza trasa prowadziła przez sam środek tego masywu –
przełęcz Sedlo połżoną 1900 m.n.p.m. Pierwsza próba zdobycia tej
przełęczy zakończyła się niepowodzeniem z powodu sztormowego wiatru.
Następnego dnia jednak się udało i już na drugi dzień zawitaliśmy
nad Adriatyk. Jazdę wzdłuż wybrzeża rozpoczęliśmy w miejscowości
Tivat i stamtąd poruszaliśmy się na północ odwiedzając m.in. Dubrovnik,
Sibenik, Trogir, Split i Zadar. Droga wzdłuż Adriatyku wbrew naszym
oczekiwaniom nie była jednak łatwa. Wręcz przeciwnie - cały czas
w gorę i w dół. Do tego żar lejący się z nieba, 30 stopniowe temperatury
i ogromny ruch na jadrańskiej magistrali prowadzącej wzdłuż morza.
Małe kłopoty techniczne miał Wojtek - 2 złamane szprychy, przebita
dętka. W związku z podróżą przez Chorwacje musieliśmy zmienić odrobinę
nasza dietę (dokładniej w związku z cenami w Chorwacji). Podstawa
żywnościową dla nas był chleb, ryż i marmolada. Z Zadaru odbiliśmy
od morza w kierunku Parku Narodowego Jezior Plitwickich. Po dotarciu
tam, okazało się, że wstęp na teren parku wynosi w przeliczeniu
ok.60 zł, co było kwotą zdecydowanie za wysoką jak na budżet naszej
wyprawy. Postanowiliśmy,
że znajdziemy własną drogę nad jeziora i...udało się. Zwiedziliśmy
ten rejon nie wydając ani złotówki. Kolejne dni to podróż przez
Istrie i zwiedzanie niezwykle interesujących miejscowości: Puli,
Rovinj i Porec.
Z Adriatykiem pożegnaliśmy się w Słowenii, kierując w stronę Ljublijany.
Kolejne dni to droga przez Alpy i wiążący się z tym wysiłek związany
z niezliczonymi podjazdami. Zdobyliśmy m.in. przełęcz Ljubeli położoną
1300 m.n.p.m. Mieliśmy okazje przemierzyć extremalne zjazdy o nachyleniu
grubo przekraczającym 20%. W Austrii spotkaliśmy wiele osób, które
chciały nam pomóc. Pewnego raz na przykład spaliśmy w centrum młodzieżowym,
gdzie ksiądz (szef) zaoferował nam kuchnie (co nas uratowało bowiem
skończył się nam gaz w kuchence), ubikacje i dal nam...10 euro na
zakup jedzenia, pomimo tego iż pieniędzy nam nie brakowało. Kolejny
dzień miał być łatwy i przyjemny. Z mapy wynikało, ze droga będzie
prowadzić wzdłuż rzeki, ciągle w dol. Niestety jedn ak
trasa była mordercza. Ponad 170 km ciągle w gorę i w dół pokonując
ponad 9 podjazdów o nachyleniu min. 12 % (w tym także podjazdy 25%).
Nagrodą za wysiłek było miejsce w którym spaliśmy, i w którym zostaliśmy
wspaniale ugoszczeni (kolacja, śniadanie, prysznic). 26 dnia dotarliśmy
ponownie na terytorium Czech. Wyczekiwaliśmy tą chwilę od wielu
dni, gdyż w końcu mieliśmy okazję zrobić duże i tanie zakupy, zjeść
wędlinę, czy ser. 28 dnia w deszczu dotarliśmy do Pragi, czwartej
stolicy na trasie naszej wyprawy. W Pradze pojawiły się również
pierwsze znaki wskazujące, że jesteśmy już blisko polskiej granicy.
Tymi znakami były drogowskazy „Varszawa" i "Wrócław". Kolejnego
dnia powróciliśmy do Polski, a w 30 dzień wyprawy, 31 sierpnia 2006
roku, po 3900 kilometrach dotarliśmy do domu.
Do góry
::
Patroni medialni

wRower.pl; Podróże.pl; Pierwszy.hg; CykloManiak; BikeWorld; Magazyn
Świat; Świat Podróży; Rower.com; Koło Roweru; Górski Świat; European
Cyclists’ Federation
Do góry
:: Sponsorzy

Wagrem Sp. z o.o.
| Urząd Miejski w Kluczborku
| Extrawheel
Do góry
::
Strona internetowa wyprawy

http://www.wyprawy.ovh.org
Do góry
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
(c) 1995-2007 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych
w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione. |
|