Dookoła Morza Tasmana

Na skróty : Sprzęt | Katalog WWW | Turystyka | Kupowanie | Instrukcje | Humor | Gry | Programy | Giełda | Trasy | Więcej »

:: Wstęp

AUSTRALIA - NOWA ZELANDIA ?

Dawno, dawno temu - 150 milionów lat wstecz - Australia i Nowa Zelandia były częścią subkontynentu zwanego Gondwanaland. Około 70 milionów lat p.n.e. z jakiegoś powodu powierzchnia lądowa zaczęła się dzielić na mniejsze części, które stopniowo zaczęły się od siebie odsuwać. W chwili obecnej odległość między "wyspami" wynosi około 1600 km. Kiedyś stanowiły jedność, teraz to dwa odrębne lądy, różniące się nie tylko florą i fauną, lecz również kulturą i historią…

Do góry

:: Relacja

Relacja nr 1: Australia

Dnia 1.08.2006 nadszedl czas wyruszyc na odlegly dla nas lad zwany Australia. Niestety mamy problemy na lotnisku - British Airwaves nie chce zabrac naszych rowerów. Po wyjasnieniu nieporozumienia, ostatecznie wylatujemy 7 sierpnia.
Po dwoch dniach docieramy do Cairns, znajdujacego sie w Queensland - polnocnej Australii. Na lotnisku przchodzimy szczegolowa kontrole - osobista oraz bagazu (gdyz nie mozna przewozic zywnosci), po czym przekraczamy pelnoprawnie granice panstwa. W ciagu 2 godzin skladamy rowery , mocno je obciazamy naszymi sakwami i ruszamy na podboj Australii!
Poczatkowo kierujemy sie na poludnie wzdluz wybrzeza, po czym decydujemy sie wkroczyc w lad - wjechac na Wielkie Gory Wododzialowe. 20-to kilku kilometrowy podjazd wynosi nas na plaskowyz - 950m n.p.m. Jestesmy otoczeni gestym buszem, z ktorego wydobywaja sie niesamowite odglosy ptakow. Co kilkadziesiat kilometrow przejezdzamy przez urocze miasteczka, architektonicznie przypominajace osady dzikiego zachodu. Po kilku dniach zmagan z mocno pofaldowanym terenem, postanawiamy wrocic na wybrzeze, gdzie chcemy zobaczyc Wielka Rafe Koralowa. Po drodze mijamy setki kangurow - niestety potraconych przez pedzace "pociagi drogowe" (Ciezarowki z trzema, czasem czterema naczepami). Dojezdzamy do Shute Harbour nieopodal Airlie Beach, gdzie pozostawiamy rowery na 3 dni i plyniemy kajakami na bezludne wyspy. Ocean przywital nas dosyc duzymi falami, ale z minuty na minute, z godziny na godzine, nabieramy doswiadczenia i doplywamy do celu. Krystalicznie czysta woda, tropikalne wyspy, buiale piaszczyste plaze - niekiedy zasypane martwym koralem, zrobily na nas niesamowite wrazenie. Kajakami przmieszczamy sie z wyspy na wyspe, podziwiajac piekno natury. Podczas odplywu dokladnie badamy dno oceanu. Trudno opisac obraz jaki tam zobaczylismy: piekne koralowce w pelnej 32-bitowej gami kolorow ;-), posrod nich plywajace ryby o niesamowitych ksztaltach i barwach... tuz obok na piaszczystym podlozu wyleguja sie plaszczki (Manty) oraz dryfuja gigantyczne zolwie. Ostatniego dnia przygody z bezludnymi wyspami i rafa, Szymon odnajduje Nemo! Przesyceni kolorowymi widokami, znowu wsiadamy na rowery i podazamy Bruce Highway do miasteczka Mackay. Ruch na drogach zageszcza sie, jazda staje sie coraz bardziej meczaca, a my wjezdzamy w mniej ciekawa czesc Australii. Postanawiamy ruszyc na pustynie. Ze wzgledu na duze odleglosci i ograniczenie czasowe, decydujemy sie na wypozyczenie samochodu. Kolejne kilka dni spedzamy w towarzystwie Holdena Commodore V6 (3600ccm). Jedziemy na poludniowy zachod. Dojezdzamy do Carnavran Gorge, gdzie robimy poldniowy trekking po deszczowym lesie. Rozmaite ptactwo, kangury, oraz niesamowita zielen - to glowne walory tego miejsca. Dalsza droga wiedzie caly czas na zachod, az do Birdsville - wschodnia czesc pustyni Simpsona. Na pustyni wchodzimy na duze wydmowe wzniesienie - Big Red - z ktorego mozemy podziwiac piekno pustkowia. Podazajac na poludnie, przemierzamy ponad 1000km szutrowymi drogami przez pustynie Sturta oraz Tirari. Nasz ekskluzywny Holden swietnie spisuje sie w terenie J (dobrze znosi wysoka temperature i trudny teren). Rejony pustynne Australii wbrew pozorom maja bardzo roznorodny wyglad. Urocze krajobrazy namawiaja nas, aby tu powrocic za kilka lat. Na pustynnych bezdrozach napotkalismy wielblady, jaszczury, kangury, a nawet psa Dingo. Po kilku dniach wrazen jedziemy do Sydney, mijajac miasto Silverton - tam gdzie zostal zrealizowany film Mad Max II. Nieopodal Sydnej chodzimy po gorach - Blue Mountains, po czym udajemy sie w strone najwiekszych wzniesien. Podjezdzamy pod gore Kosciuszki. 19ego dnia naszej podrozy zdobywamy ten najwyzszy szczyt, zmagajac sie z bardzo trudnymi warunkami atmosferycznymi - kilka stopni mrozu, mocno padajacy snieg, widocznosc czasami na 10m, silny wiatr.... pokrywa sniegeu w niektorych miejscach siegala kilka metrow. Tego dnia przeszlismy po sniegu 38 km w ciagu niespelna 11 godzin. Znowu ruszmy na poludniowy zachod, przez gorzyste drogowe szlaki, az do Port Cambell. Jedziemy Great Ocean Road, przy ktorej ogladamy piekne klifowe wybrzeze, "Dwunastu Apostolow"... dalej biale surfingowe plaze przykrywane przez kilkumetrowe fale. Dojezdzamy do Melbourne skad wylatujemy do Nowej Zelandii...

 

Relacja nr 2: Nowa Zelandia

31.08.2006 godzina 23:25 - ladujemy w Christchurch (Nowa Zelandia). Sklepy pozamykane, wiec musimy czekac do rana. Na nocleg wybieramy boisko do Rugby w centrum miasta. O swicie ruszamy po zaopatrzenie, nastepnie wyruszamy na poludnie kraju. Swieci slonce, temperatura lekko powyzej 10*C - bardzo cieplo jak na ostatni miesiac zimy tego miejsca. Wiatr jest coraz silniejszy... poczatkowo pomaga nam jechac. Ludzie informuja nas o nadchodzacym huraganie. Lekka zmianna kierunku powoduje duze problemy w poruszaniu sie. Maksymalna predkosc jaka udaje nam sie uzyskac to niespelna 14km. Okolice Christchurch to wielka plaska nizina, wiec wiatr jest wszedzie. Po calym dniu jazdy oddalamy sie o 100km od miejsca przylotu.Wiatr nie ustaje - jest jeszcze silniejszy :(. Jedziemy przed siebie, zmieniajc ciagle osobe prowadzaca zespol... Walka z wiatrem jest bardzo uciazliwa... Mija nas patrol policji po czym wlacza niebiesko-czerwone swiatelka i zatrzymuje nas. Policjant przestrzega nas przed dalsza jazda - wiatr osiaga ponad 100km/h i wywraca samochody kempingowe. Mimo ostrzezen jedziemy dalej (nasza predkosc poruszania czasem przekracza 10km/h)... Spimy pod przelecza, w lekko oslonietym miejscu. Nastepny dzien przynosi duze zmiany - wiatr ustal calkowicie Jedziemy wzdluz pieknych osniezonych Alp Poludniowych. W krajobrazie dominuja kolory brazu i bieli na tle blekitnego nieba. Panorama jest niesamowita - to trzeba zobaczyc!!... Pogoda pozawala nam na przemierzenie wielu kilometrow - dojezdzamy do jeziora utworzonego przez lodowiec Tasmana. Mamy tutaj piekny widok na Mt.Cook, ktory chcemy w najblizszych dniach zdobyc... Niestety kolejny dzien przynosi nawrot huraganu - tym razem do wiatru dochodzi deszcz, ktory niesiony przez silne podmuchy wiatru, pada z boku - nie jak w Polsce z gory ;). Po ciezkim dniu docieramy do Mount Cook Village. Tu ze wzgledu na pogode postanawiamy przeczekac noc w schronisku (zjesc cieply posilek, wziasc prysznic). Pracownik schroniska - Rob - przyjmuje nas bardzo milo. Po dluzszej rozmowie okazuje sie, ze jest alpinista. Pokazuje nam specyfikacje najwyzszego szczytu, udziela kilku rad… W nocy dopadalo ponad metr sniegu, co nie jest dla nas dobra informacja L. Spadaja szanse na zdobycie najwyzszej gory Nowej Zelandii (Mt Cook - 3754m npm). Dnia 5 sierpnia, decydujemy wyruszyc w doline Tasmana, majac nadzieje, ze pogoda sie zmieni w ciagu najblizszych dni.
Pod doline Tasmana podwozi nas Lary (pracownik hostelu w Mt. Cook Village). Dalej podazamy wzdluz doliny Tasmana az do schronu Ball Hut. Kilkugodzinna wedrowka po kamienistym szlaku, przy niesprzyjajacej pogodzie nie nalezy do milych wspomnien ;). Docieramy do schronu, gdzie kontaktujemy sie przez radio z Mount Cook Base Alpine Center. Otrzymujemy informacje dotyczace pogody na nastepne dwa dni, pokrywy snieznej, zagrozeniu lawinowym itp. Tutaj rowniez spedzamy noc, regenerujac nasze sily na kolejne dni… 6.08 - pobudka przed wschodem slonca, jest lekki mroz, niebo zachmurzone. Szybkie sniadanie I ruszamy dalej. Tak jak w zapowiedziach pokazuje sie slonce, z czego jestesmy bardzo zadowoleni. Do godziny 13 zmagamy sie z trudnosciami lodowca Tasmana (szczeliny, rzeki). Co chwila slychac schodzace lawiny, jedna przysypuje nasze slady, zostawione 2 godziny wczesniej. Dochodzimy do grani Haast, ktora musimy sie wdrapac do schronu Haast Hut - trzeba pokonac ponad 1000 metrow w pionie. Slonce powoli chowa sie za szczytami gor, snieg zamarza (zagrozenie lawinowe zmniejsza sie z godziny na godzine). Poczatkowo podchodzimy sniezno-lodowa stromizna nie przekraczajaca 40°, dalej jest ciezej. Zaczyna sie wspinaczka skalkowa. Bardzo powoli zdobywamy wysokosc. Jest godzina 16, a my jestesmy na wysokosci 1500m npm. Podchodzimy coraz wyzej i wyzej, a droga jest coraz trudniejsza. Wspinamy sie po skalistych scianach (80°), wyzej walczymy ze scianami lodowymi (do 60°). Kazdy ruch musi byc przemyslany…. Raki i czekany trzymaja sie bardzo dobrze podloza, choc nie mozemy tylko na nich polegac. Kaski rowerowe, bardzo dobrze zastapily kaski wspinaczkowe dobrze chroniac nasz glowy przed spadajacymi odlamkami skal i lodu. Godzina 18:30 - slonce juz za gorami… ostatnie 250m podchodzimy przy blasku pelni ksiazyca, kontrolujac trase odczytami z GPSu. Okolo 21 docieramy do schronu - niestety zasypany sniegiem. Kolejna godzina to czas na odkopanie domku Haast Hut), po czym szczesliwie konczymy dzien uroczystym obiadem… Jedenasto-godzinna wspinaczka z 20kg plecakami wreszcie doczekala sie na kilkugodzinny odpoczynek - krotki bo juz po polnocy… 7.08 - pobudka na wschod slonca. Kontaktujemy sie przez radio z baza w Mount Cook Village, zostawiamy informacje gdzie jestesmy, podajemy nasze plany na nastepne kilka godzin. Ruszamy dalej w gore… Snieg pomalu rozmarza - musimy sie spieszyc, gdyz powyzej 2000m npm zostala nam tylko wspinaczka lodowa.
Powoli wybijamy stopnie w sniegu, dzieki czemu bezpiecznie podchodzimy pod ostatnie stromizny (do 60°). Jeszcze tego dnia zdobywamy szczyt Dome Glacier (2450m npm), nastepnie schodzimy do Plateu Hut. Wlasnie tutaj znajduje sie baza, z ktorej chcemy zaatakowac najwyzszy szczyt - Mt. Cook. Przez radio otrzymujemy komunikaty pogodowe. Wieczorem lekko pruszy snieg, rano niestety wieje bardzo silny wiatr. Laczymy sie po raz kolejny z MtCook Base Alpine Centre - niestety pogoda nie bedzie sprzyjala wspinaczce na Mt Cooka. Na Linde Glacier schodza dwie duze lawiny - rezygnujemy… Informujemy baze o przerwaniu wspinaczki na najwyzszy szczyt. Kontaktujemy sie rowniez z lotniskiem…. O 9:40 przylatuje po nas samolot. Okolo 10 opuszczamy plateu… Ostatnie spojrzenie na wspanialy gorski krajobraz - najpiekniejszy jaki widzielismy w naszym zyciu… Teraz pozostal nam lot - powrot do miasteczka. Po drodze zabieramy dwoch Ski-tour'erow z Tasman Glacier, ladujemy kilka kilometrow od Mt Cook Village. Obsluga lotniska podwozi nas do miasteczka. Wysiadamy z malego busika przy hostelu YHA. Wita nas Lary i Rob. Okazuje sie, ze caly czas wierzyli, ze uda nam sie wspiac na najwyzszy szczyt (zimowe podejscie). Codziennie dowiadywali sie w Alpine Center o naszych postepach, a ostatniej nocy podjechali do miejsca gdzie spogladali na szczyt Mt.Cook, szukajac swiatel podazajacych ku gorze…
Pakujemy sprzet w sakwy… znow ruszamy w trase naszymi rowerkami. Przed wyjazdem dowiadujemy sie, ze prawie cala wioska wie, ze do Mt.Cook Village przyjechalo 3ech szalonych rowerzystow, ktorzy przemierzaja Nowa Zelandie niezaleznie od warunkow atmosferycznych… O naszej drodze na szczyt Mt.Cook dowiedza sie wkrotce - zapewnia Rob.
Opuszczamy malownicza gorska wioske okolo poludnia - przelotny deszcz, wiatr… Mt Cook zakryty chmurami… Warunki w gorach znacznie pogorszyly sie… my bezpiecznie przemierzamy kolejne kilometry. Jedziemy na poludnie, az do Queenstown. Przejezdzamy przez najwyzsza przelecz drogowa Nowej Zelandii (971m npm). W Queenstown zostawiamy rowery na kilka dni i jedziemy autostopem pod Milford Sound, gdzie dolacza do nas 4-ty czlonek naszej druzyny - Artur.

 

Relacja nr 3:

Rozstanie z rowerami w Queenstown okazało się bardzo trudne… W ostatniej chwili zdecydowaliśmy odrzucić plan jazdy autostopem. Droga pomiędzy Te Anau a Milford Sound należy do najpiękniejszych na Świecie, więc warto dobrze jej się przyjrzeć.
Mimo dużych opadów deszczu, szybko docieramy do Te Anau. W tym malowniczym miasteczku dołącza do nas czwarty członek naszej drużyny - Artur. Kupujemy żywność na następne kilka dni, przepakowujemy sakwy i ruszamy w trasę… Droga, którą jedziemy urywa się na końcu fjordu, więc część bagażu zostawiamy w Te Anau Downs. Pogoda wreszcie się poprawiła, więc możemy podziwiać niesamowite widoki w całej okazałości. Po przejechaniu 70km napotykamy znak zakazu wjazdu dla rowerów, który oczywiście ignorujemy… Kilka kilometrów dalej zatrzymuje nas inspektor "Works Infrastructure". Informuje nas o zakazie poruszania się na rowerach, obowiązującym ze względu na zagrożenie lawinowe. My podążamy dalej… Przejeżdżając przez "Homer Tunel" wkraczamy w głąb Fiordlandu. Niedługo po tym docieramy do Milford Sound. Z portu mamy wspaniały widok na słynny Mitre Peak. Tutaj też próbujemy załatwić sobie transport na drugą stronę fjordu, by udać się na szlak - Milford Track. Szlak o tej porze roku jest zamknięty, przez co przepłynięcie na drugą stronę fjordu jest bardzo kosztowne. Rezygnujemy z Milford Track, zastępując go szlakiem Routeburn Track - zaliczanym również do Great Walks. Pogoda załamuje się - jest zimno, a wilgotność wzrasta do 100%. Po dwóch dniach kończymy szlak i ruszamy do Wanaki. Jest to kolejne miasto, które pełni rolę zaopatrzenia nas w żywność na kolejny tydzień… Podjeżdżamy na Cameron Flat przy rzece Matukituki. Stąd zaczynamy trekking, a potem wspinaczkę na Mt. Aspiring. Pierwszego dnia dochodzimy do schroniska Aspiring Hut, z którego możemy czasami podziwiać przebijający się przez chmury, najwyższy szczyt w okolicy - Mt. Aspiring. Mimo nadziei na lepszą pogodę, kolejny dzień przynosi spore opady śniegu… Wspinamy się po French Ridge pod sam lodowiec Bonar Glacier. Tu czekamy na lepszą pogodę. Niestety… pada śnieg, widoczność ograniczona do kilku metrów. Tylko czasami chmury odsłaniają widok na najbliższe szczyty. Grzegorz traci dobre samopoczucie, co zapewne jest skutkiem wysokiej temperatury, spowodowanej wyziębieniem organizmu podczas przeprawy przez rzekę Matukituki. Zapas żywności mamy jeszcze na tydzień, lecz rezygnujemy z dalszej wspinaczki (mamy napięty grafik). Decyzja podjęta - schodzimy. Po opuszczeniu krainy śniegu (poziomu zamarzania), pokazuje się przepiękna tęcza - bardzo miły akcent na zakończenie zmagań z Mt Aspiring ;). Opuszczamy Mt Aspiring National Park i szybko przemieszczamy się na zachodnie wybrzeże. Dojeżdżamy do Fox Glacier. Tu chcemy przejść lodowiec Fox - dotrzeć do Pioneer Ridge, gdzie będziemy mogli spojrzeć jeszcze raz na najwyższe szczyty Nowej Zelandii: MT Cook, Mt Tasman i Mt Dampier… Jak wiadomo wielką rolę w wspinaczce odgrywa sprzyjająca pogoda. Ostatnio nie mamy do niej szczęścia… Wieczorem, dnia 21.09 oglądamy z bliska lodowiec Fox. Planujemy drogę wejścia. Trasa, którą wyznaczyliśmy wiąże się z przekroczeniem lodowcowej szerokiej rzeki i wspinaczki po skalnym, nieustabilizowanym terenie. Na to potrzebujemy dobrej widoczności i braku opadów atmosferycznych. Niestety - to najlepsze określenie… Nie marnujemy cennego czasu - ruszamy dalej, na północ. Pozostało nam zaledwie 15 dni, a planowo chcemy przejechać jeszcze kilkaset kilometrów i wspiąć się na 2 szczyty północnej wyspy.
Podróż wzdłuż zachodniego wybrzeża okazała się trochę monotonna. Przez ponad 300km przeplatały się dwa krajobrazy - las deszczowy (jak sama nazwa wskazuje, widziany tylko podczas deszczu) oraz ogromne morskie fale rozbijające się o skaliste, poszarpane wybrzeże… Na Cape Foulwind obserwujemy kolonię fok futerkowych, po czym opuszczamy wybrzeże. Górzyste, kręte drogi doprowadzają nas aż do Cape Farewell. Dojeżdżamy tu po zmroku, około godziny 20. Spotykamy dwóch Chilijczyków. Pytają nas czy nie widzieliśmy podrodze ich kolegi. Po dłuższej rozmowie okazało się, że zgubili kolegę - Peter'a (Niemiec) - wracając z przylądka Farewell. Szybko organizujemy akcję poszukiwawczą. Dzielimy się na dwie grupy i przy świetle czołówek penetrujemy teren. Po 4-ech godzinach spotykamy się w ustalonym miejscu. Szymon i Krzysiek twierdzą, że słyszeli głos ludzki, wzywający pomoc na dnie kilkudziesięcio-metrowej szczeliny, przy klifowym wybrzeżu. Nasz pierwszy pomysł - wyciągnięcie Peter'a ze szczeliny przy użyciu naszego sprzętu wspinaczkowego - szybko odrzucamy… Nie mamy wystarczająco długiej liny, więc pozostaje zgłoszenie wypadku służbom ratowniczym. Zanim wykonaliśmy telefon, znaleźliśmy Petera na pobliskim parkingu samochodowym… więc kto wołał o pomoc? Tego nie wiemy… Tej nocy Krzysiek nie może spać… O świcie ruszamy ponownie w to miejsce, by mieć pewność, że nikogo tam nie ma - i nie było… Ta krótka historia zastanawia nas do dziś… Kolejne dni spędzamy w Abel Tasman National Park. Tu przechodzimy przepiękny szlak Abel Tasman Coast Track. Wreszcie pokazuje się słońce i ujawnia piękne kolory północnego wybrzeża - złote plaże, szafirowe morze, a w nim pluskające się delfiny… Nasyceni niesamowitymi krajobrazami udajemy się do miasta portowego - Picton.
Z Picton płyniemy promem do Wellington. Arturowi pozostały 4 dni do wylotu z Nowej Zelandii. Pożycza samochód, dzięki czemu podwozi nas pod park Tangariro - nie musimy jechać rowerami przez najmniej ciekawy region Nowej Zelandii… Następnego dnia idziemy szlakiem Tongariro Crossing, potem wspinamy się na Mt. Ngauruhoe (góra Przeznaczenia - znana z Władcy Pierścieni). Niestety chmury są na wysokości 1800m npm, więc szczyt zdobywamy we mgle - tym samym nie mamy widoku na aktywny krater wulkanu. Po zejściu z wulkanu przygotowujemy się do wejścia na najwyższy szczyt północnej wyspy Nowej Zelandii - Mt Ruapehu (Tahurangi Peak). Z powodu nieodpowiedniej pogody ruszamy w okolice Rotorua, popatrzeć na "dymiącą ziemię" i poczuć "zapach" wnętrza ziemi. Podobnie jak na Islandii znajdują się tu gejzery oraz gorące źródła i jeziora. Ciekawostką dla nas było zobaczenie gorących bagien, jakich nie widzieliśmy dotychczas w innych częściach Świata…
Wracamy do Tongariro National Park. Nasze rowery zostawiamy w schronisku Mangatopopo Hut. Dnia 1.10 - jeszcze przed świtem - Artur podwozi nas samochodem do miasteczka Ohakune. Około 7:30 ruszamy na Mt. Ruapehu. Na wysokości 1600m npm zaczyna się granica śniegu. Niebo zachmurzone, lecz na razie bez większych opadów. Dosyć szybko zdobywamy wysokość, zbocze Tahurangi Peak nie sprawia nam rzadnych trudności. Dopiero powyżej 2 600m npm, przyczepność raków do bardzo twardego lodu jest słabsza. Zachowujemy pomiędzy nami większe odległości i pomału wspinamy się do góry. Kolejno - Krzychu, Szymon a potem Grzegorz - zdobywamy szczyt. Na koniec odczytujemy pomiar wysokości z GPS, by upewnić się czy znajdujemy się na prawidłowym szczycie ;). Dookoła otaczają nas chmury, jest lekki mróz, słaby wiatr… niekiedy chmury odsłaniają widok na mniejsze szczyty. Po 30min zaczynamy schodzić ze szczytu. Obieramy jednak łatwiejszą drogę - idziemy po wschodniej grani w stronę Girdlestone Peak. Wieczorem docieramy do schroniska Mangaturturu Hut na wysokości 1300m npm. Suszymy ubrania, ogrzewamy się przy żeliwnym kominku i zbieramy siły na następny dzień. Dotarcie do rowerów zajmuje nam 2dni, mimo iż zaplanowaliśmy troszkę krótszy czas. Jak zwykle nasze plany pokrzyżowała pogoda L. W Mangatopopo Hut jesteśmy 3.10 około 14. Szybko pakujemy rowery i ruszamy w stronę Auckland. Przed Hamilton wsiadamy do autobusu, który bezpiecznie i na czas dowozi nas do Auckland. Czas kończyć naszą kolejną podróż...
Pozdrawiamy z końca Świata, Do zobaczenia w Polsce!!

 

Relacaja pisana w ciagu kilku minut - przepraszamy za bledy I skladnie ;) - szczegolowy opis po naszym powrocie…

Do góry

:: O wyprawie

Ideą naszej ekspedycji jest dotarcie w miejsca, o których nie można wyczytać z przewodników turystycznych. Wyprawa nie należy do łatwych, ponieważ trasę (opisaną poniżej) chcemy pokonać w samym środku zimy. Plan ambitny, ale mamy nadzieję, że kilkuletnie doświadczenie pozwoli nam na osiągnięcie zamierzonego celu.

Podróż chcemy rozpocząć w mieście Dunedin, znajdującym się na południowej wyspie Nowej Zelandii. Po przygotowaniu rowerów do drogi, będziemy kierować się na zachód. Chcemy dotrzeć do największych fiordów Świata, a także do najdzikszych terenów półkuli południowej. Następnie zamierzamy pojechać wzdłuż Południowych Alp i przy odrobinie szczęścia (zależne od warunków pogodowych) będziemy starać się zdobyć jeden z 17-u nowozelandzkich 3000-ów (np. Mt. Cook 3754m n.p.m.). Kierując się cały czas na północ dotrzemy do miasta Picton, skąd promem przedostaniemy się do stolicy państwa - Wellington. Na północnej wyspie Nowej Zelandii mamy zamiar wejść na najwyższy, wciąż aktywny wulkan - Mt. Ruapehu znajdujący się na wysokości 2797m n.p.m. Podążając na północ dotrzemy do miasta Whangarei, skąd drogą powietrzną udamy się do miasta Hobart w Tasmanii.
Tasmania nie jest dużą wyspą, więc w ciągu 2 - 3 dni dotrzemy do miasta Devonport, z którego popłyniemy do australijskiego Melbourne.


Podróż po Australii będzie prowadzić przez Camberrę, Sydney, Brisbane, Townsville, czyli po wschodniej stronie kontynentu. Podczas wyprawy planujemy zdobyć jeden ze szczytów Korony Ziemi, mianowicie - Górę Kościuszki. Ze względu na ograniczony czas (jesteśmy studentami) planujemy zakończyć podróż w okolicy Cairns, mieście leżącym nieopodal najpiękniejszego rejonu Wielkiej Rafy Koralowej.
Wyznaczoną przez nas trasę, licząca około 7000km (+/- 700km), mamy zamiar przejechać rowerami w ciągu 10 tygodni. W ostatnich latach przebyliśmy kilka podobnych wypraw rowerowych, między innymi podróż w Alpy - "TransAlp", wyprawę przez Andorę - "TransContinental", ekspedycję "True North" na Nordkapp oraz ekspedycję "Przez Bramy Piekieł do Krainy Lodu" - Islandia 2005.

Do góry

:: Uczestnicy

Grzegorz Gontarz - (ur. 1983r.) student Politechniki Warszawskiej - Wydział Inżynierii Produkcji, kierunek Mechanika i Budowa Maszyn (Zakład Inżynierii Spajania). Zainteresowania: fotografia, sport (narciarstwo, siatkówka) oraz turystyka (głównie ekspedycje rowerowe). Kontakt: 0-503 769 195, trabi601@interia.pl

Wyprawy rowerowe:
1999 - "Wyprawa zaćmieniowa" (Polska - Węgry);
2000 - "Rajd Dookoła Słowacji" (Słowacja);
2002 - "TransAlp" (Polska/Słowacja/Austria/Niemcy/Czechy);
2003 - "TransContinental" (Pl/Cz/D/Ch/F/And/E/I/Slo/Hr/H/Sk);
2004 - "True North" (NordKapp, dookoła Bałtyku)
2005 - "Przez Bramy Piekieł do Krainy Lodu" (Islandia)

 

Szymon Gontarz - (ur. 1980r.) doktorant Politechniki Warszawskiej - Wydział Samochodów i Maszyn Roboczych, kierunek Mechanika i Budowa Maszyn. Instruktor narciarstwa, zainteresowania: sport (narciarstwo, lekkoatletyka), nauka, podróże - ekspedycje. Kontakt: sz_gontarz@o2.pl

Wyprawy rowerowe:
1999 - "Wyprawa zaćmieniowa" (Polska - Węgry);
2000 - "Rajd Dookoła Słowacji" (Słowacja);
2002 - "TransAlp" (Polska/Słowacja/Austria/Niemcy/Czechy);
2003 - "TransContinental" (Pl/Cz/D/Ch/F/And/E/I/Slo/Hr/H/Sk);
2004 - "True North" (NordKapp, dookoła Bałtyku)
2005 - "Przez Bramy Piekieł do Krainy Lodu" (Islandia)

 

Krzysztof Wasilewski - (ur. 1982r.) student Politechniki Warszawskiej - Wydział Inżynierii Lądowej.

Zainteresowania: biegi długodystansowe, góry.
Kontakt: kw@codemeditation.com

Wyprawy rowerowe:
2004 - Samotna wyprawa na NordKapp
2005 - "Przez Bramy Piekieł do Krainy Lodu" (Islandia)

 

 

 

Artur Witkowski - (ur. 1979r.) absolwent Uniwersytetu Warszawskiego - wydział Matematyki, Informatyki, Mechaniki, kierunek Matematyka. Instruktor judo, zainteresowania: judo, matematyka, podróże - ekspedycje.
Kontakt: tex2000@poczta.onet.pl

Wyprawy rowerowe:
1997- "Milenium Gdańska" (Polska);
1998 - "Północ - Południe" (Warszawa - Rzym - Ateny)
1999 - "Wyprawa zaćmieniowa" (Polska - Węgry);
2002 - "TransAlp" (Słowacja/Austria/Niemcy/Czechy);
2003 - "TransContinental";
2004 - "True North" (NordKapp, dookoła Bałtyku)

 

 

Do góry

:: Termin wyprawy

Przybliżony termin: 20 lipca 2006 - 25 września 2006

Strona poświecona wyprawie: www.tasman.go.pl

Do góry

MENU
Wiadomości | Forum | Sprzęt | Sklep | Testy | Katalog WWW | Turystyka | Kupowanie
| Trasy Instrukcje | Humor | Historia | Gry | Programy | Tapety | Wygaszacze
Dodatki | Giełda | Prawo | Książki | Ubranie | Jedzenie | Zdrowie | Miasto | Różne
Logowanie | O nas | Reklama | Kontakt | Subskrypcja | Szukaj |
(c) 1995-2007 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione.