:: Zapowiedź
"14 Lipca cala trójka spotyka się w Krakowie w celu finalizacji
planów, ostatecznego przepakowania sakw, sprawdzenia wszystkiego w
najdrobniejszych szczegółach. Wszystko po to żeby następnego dnia
z samego rana wyruszyć w trasę. Sam pomysł narodził się niedawno bo
na przełomie Kwietnia i Maja kiedy to Jan w przerwach w nauce od matury
rzucił pomysł zwiedzenia Wiednia i Pragi na rowerze. Po pewnych modyfikacjach
zaproponowanej trasy i znalezieniu trzeciego kompana wszystko stało
się jasne. Będzie to "Zielony, a następnie Niebieski szlak",
który na całej swej długości jest oznakowany. Planujemy jednak pewne
odstępstwa żeby choć na chwile zawitać w Bratyslawie. Po zwiedzeniu
stolicy Austrii udamy sie do Pragi. Trasa może nie wydawać się bardzo
długą jednak nie będziemy jechać najkrótszymi drogami lecz najciekawszymi.
Wyżej wspomniany Janek zajmuje się logistycznym przygotowaniem trasy.
Kacper nie bierze dużego udziału w przygotowaniach ponieważ mieszka
od nas 300 km co utrudnia nam kontakt i podejmowanie decyzji. Ja z
kolei zajmuje się przygotowaniem medialnym, strony internetowej i
ekwipunkiem." Całość nie powinna zając nam więcej niz. 2 tygodnie
przy dystansie dziennym w granicach 120 km. Już na początku Sierpnia
zapraszamy na stronę internetową wyprawy:www.bikexpedition.xt.pl.
:: Trasa
Do góry
:: Relacja
Przygotowania
Dzień przed startem był bardzo nerwowy. Wciąż brakowało nam
sprzętu, w tym miedzy innymi pary sakw i oświetlenia. Cały czas spędziliśmy
w sklepach rowerowych kupując opony lampki, klucze i inne drobiazgi.
Zacząłem sie zastanawiać jak to sie stało, ze w wyciecze planowej
z niemalże 4-o miesięcznym wyprzedzeniem jest wciąż tyle niedociągnięć...
Jazda...
Na szczęście wszystko załatwiliśmy na czas
i dnia (15. lipca) cała drużyna punktualnie spotkała sie pod Wawelem,
skąd odbył się oficjalny wyjazd. Od chwili startu miałem pewne obawy
czy damy sobie rade jako zespól, w zasadzie nigdy nie jeździliśmy
razem i bałem się, ze mogą być pewne różnice kondycyjne.
Pierwszego dnia pomknęliśmy do Pszczyny, trasa
poszła całkiem , biorąc pod uwagę ze musieliśmy "dotrzeć" świeżo
założone bagażniki, sakwy etc. Początkowo dziwnie czuliśmy sie z
obładowanymi rowerami. Dla mnie nowością była jazda z przyczepką
rowerową, z początku jechałem dość niepewnie. Podział ról był z
góry ustalony: Janek odpowiadał za trasę, Gutek za żywność (w tym
gotowanie), Kacper zajmował sie obsługą techniczna naszych rowerów,
natomiast ja byłem tragarzem ;-).
Na pierwszy
nocleg obraliśmy las w okolicy Łąk nad jeziorem, tuż obok Pszczyny.
Po rozbiciu namiotu zabraliśmy się za gotowanie i tu pojawił sie
problem, nie mieliśmy palnika (o czymś jednak zapomniałem)... Radziliśmy
sobie jak mogliśmy i pyszne zupki chińskie jedliśmy z ogniska. Noc
upłynęła spokojnie, z samego rana zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy w
dalszą podróż.
Tego dnia dotarliśmy do polskiego Cieszyna, było
juz kolo dwudziestej trzeciej. Szukamy noclegu, najpierw pytamy
w pensjonacie - 50 zł od osoby jesteśmy zdesperowani, ale nie aż
tak. W końcu udało sie nam znaleźć nocleg na kempingu za niespełna
trzydzieści złotych za 4 osoby. Decydujemy się bez wahania, szybki
prysznic i do spania.
Kolejne dni upływały spokojnie, mieliśmy optymalnie
spakowane sakwy, podobne dystansy zajmowały nam mniej czasu i w
końcu można powiedzieć, ze "się dotarliśmy". Zauważam zdecydowaną
poprawę tempa jazdy. Nadszedł 20-ty lipca - znaleźliśmy sie w Bratysławie,
kilka godzin krążyliśmy po centrum podziwiając starówkę, aż ruszyliśmy
w dalszą drogę. Wszyscy bardzo żałowaliśmy, ze nie mogliśmy zostać
dłużej, ale plan jest planem.
Siódmego dnia dotarliśmy do Wiednia. Pierwsza
uderzająca rzecz z jaką się spotkałem to masa dróg rowerowych. Wymarzone
miasto - od tabliczki, do naszego mieszkania w centrum cały czas
spokojna jazda ścieżkami dla rowerów. Wieczorne planowanie trasy
stanęło na zaplanowaniu dnia wolne go
;-). Pierwszy raz mogliśmy sie wyspać do południa. Wieczorkiem dość
pobieżnie oglądanie miasta, a wracając załapaliśmy się na grę w
piłkę.
Nadeszła niedziela, leniwie wstajemy i ruszamy
do sklepu, a tu spotyka nas wielkie rozczarowanie - wszystkie sklepy
zamknięte! Z utęsknieniem wspominam wczorajszy serek wiejski z świeżym
chlebem, gotując na śniadanie makaron przywieziony z polski, ale
co zrobić... Dochodzi godzina 14 i w końcu startujemy, strasznie
późno, przeciągaliśmy chyba dlatego bo w rezultacie nikt nie miał
ochoty opuszczać Wiednia. Tego dnia pedałujemy do Czech, późnym
wieczorem przekraczamy granice austriacką. Jeszcze tylko szybkie
zakupy i pędzimy do Znojmo.
Jest juz po północy, a my wciąż szukamy kempingu.
W końcu spotykamy pewna Panią, która informuje nas, ze kempingu
tu nie ma od 2 lat ! Chwile rozmawia z mężem, a następnie proponuje
nam nocleg. Nie minęło 10 minut, a my juz rozkładamy śpiworki w
jednym z pokoi. Jesteśmy naprawdę mile zaskoczeni gościnnością Czechów.
Tym razem udało nam sie wstać o świcie. Tylko kilka dni dzieli nas
od punktu docelowego - Pragi, z ta świadomością jedzie sie dużo
łatwiej. Wieczorem Kacper znany z swych kaskaderskich popisów łamie
szprychę i zdziera całkiem oponę... Kończy się to wizytą w serwisie,
znów mamy pewne opóźnienia, niestety tego nie da sie uniknąć.
Kolejne
3 dni upływają nam dosyć spokojnie. Okazuje sie, ze czasowo stoimy
bardzo dobrze w związku z tym jeździmy nieco wolniej. Kolejny dzień
jazdy i naszym oczom ukazuje sie tabliczka z napisem "Praha". Każdy
z nas czuje ogromna satysfakcję i radość. Z jednej strony mamy świadomość,
ze wycieczka sie kończy, drugiej strony odnoszę wrażenie, ze wszyscy
chcemy już odpocząć. Oglądamy ścisłe centrum Pragi po czym jedziemy
na dworzec kupić bilety i tu zaczynają sie schody...
Okazuje sie, ze nie tak łatwo jest wrócić do kraju.
Obsługa na dworcu jest kompletnie nie doinformowana. W informacji
w każdym okienku dostajemy sprzeczneinformacje, raz ze można jechać
z rowerem, z kolei później ze nie można. Kompletnie nie wiemy co
robić, na dodatek cena biletu jest przerażająca. W końcu prosimy
o kontakt z kierownikiem, który zarzuca nam, ze nie jesteśmy doinformowani
i nie wiemy, ze z rowerami nie wolno przekraczać granicy. Zastanawiam
sie czy ze mną wszystko w porządku, ja to mam wiedzieć czy pracownicy
informacji kolejowej?
W rezultacie tracimy masę czasu i niepotrzebnie
szarpiemy nerwy. Na koniec kupujemy w całkiem niezłej cenie bilety
do Czeskiego Cieszyna. Podróż przebiega bezproblemowo i obiektywnie
szybko, wysiadamy i po niespełna 15 minutach jesteśmy juz w Polsce.
Przejście przez granice przynosi zdecydowaną ulgę. Było bardzo fajnie,
a jednak świadomość faktu, ze jesteśmy już w Polsce jest bardzo
przyjemna. Do Cieszyna przyjeżdża po nas Ojciec Gutka, pakujemy
rowery i jazda. Trzy godzinach później znajdujemy się już w Krakowie...
Podsumowanie
Całość trwała 12 dni, dystans całkowity
to 1034 km. Jechaliśmy cały czas trasami GreenWays (www.greenways.pl),
poza momentami gdzie je gubiliśmy ;-). Podczas wyprawy zaczepiało
nas bardzo dużo ludzi, przeważnie sympatycznych i nastawionych pozytywnie.
Największe zainteresowanie wzbudzała jedno kołowa przyczepka, która
swoją drogą była bardzo pomocna. Koszt całkowity wyprawy zamknął sie
w granicach 500 zł/osobę (biorąc pod uwagę transport, jedzenie, noclegi).
W wyjeździe bardzo pomogły nam firmy: AirBike oraz ExtraWheel, którym
za pomoc serdecznie dziękujemy. Ogólnie wyjazd uznałem, za bardzo
udany i powoli snuję plany, gdzie pojadę za rok...
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
(c) 1995-2007 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych
w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione. |
|