2006 - Kraków-Wiedeń-Praga 

Na skróty : Sprzęt | Katalog WWW | Turystyka | Kupowanie | Instrukcje | Humor | Gry | Programy | Giełda | Trasy | Więcej »

:: Zapowiedź

"14 Lipca cala trójka spotyka się w Krakowie w celu finalizacji planów, ostatecznego przepakowania sakw, sprawdzenia wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko po to żeby następnego dnia z samego rana wyruszyć w trasę. Sam pomysł narodził się niedawno bo na przełomie Kwietnia i Maja kiedy to Jan w przerwach w nauce od matury rzucił pomysł zwiedzenia Wiednia i Pragi na rowerze. Po pewnych modyfikacjach zaproponowanej trasy i znalezieniu trzeciego kompana wszystko stało się jasne. Będzie to "Zielony, a następnie Niebieski szlak", który na całej swej długości jest oznakowany. Planujemy jednak pewne odstępstwa żeby choć na chwile zawitać w Bratyslawie. Po zwiedzeniu stolicy Austrii udamy sie do Pragi. Trasa może nie wydawać się bardzo długą jednak nie będziemy jechać najkrótszymi drogami lecz najciekawszymi. Wyżej wspomniany Janek zajmuje się logistycznym przygotowaniem trasy. Kacper nie bierze dużego udziału w przygotowaniach ponieważ mieszka od nas 300 km co utrudnia nam kontakt i podejmowanie decyzji. Ja z kolei zajmuje się przygotowaniem medialnym, strony internetowej i ekwipunkiem." Całość nie powinna zając nam więcej niz. 2 tygodnie przy dystansie dziennym w granicach 120 km. Już na początku Sierpnia zapraszamy na stronę internetową wyprawy:www.bikexpedition.xt.pl.

 

 

 

:: Trasa

 


Do góry

:: Relacja

Przygotowania

         Dzień przed startem był bardzo nerwowy. Wciąż brakowało nam sprzętu, w tym miedzy innymi pary sakw i oświetlenia. Cały czas spędziliśmy w sklepach rowerowych kupując opony lampki, klucze i inne drobiazgi. Zacząłem sie zastanawiać jak to sie stało, ze w wyciecze planowej z niemalże 4-o miesięcznym wyprzedzeniem jest wciąż tyle niedociągnięć...


Jazda...

    Na szczęście wszystko załatwiliśmy na czas i dnia (15. lipca) cała drużyna punktualnie spotkała sie pod Wawelem, skąd odbył się oficjalny wyjazd. Od chwili startu miałem pewne obawy czy damy sobie rade jako zespól, w zasadzie nigdy nie jeździliśmy razem i bałem się, ze mogą być pewne różnice kondycyjne.
   Pierwszego dnia pomknęliśmy do Pszczyny, trasa poszła całkiem , biorąc pod uwagę ze musieliśmy "dotrzeć" świeżo założone bagażniki, sakwy etc. Początkowo dziwnie czuliśmy sie z obładowanymi rowerami. Dla mnie nowością była jazda z przyczepką rowerową, z początku jechałem dość niepewnie. Podział ról był z góry ustalony: Janek odpowiadał za trasę, Gutek za żywność (w tym gotowanie), Kacper zajmował sie obsługą techniczna naszych rowerów, natomiast ja byłem tragarzem ;-).
   Na pierwszy nocleg obraliśmy las w okolicy Łąk nad jeziorem, tuż obok Pszczyny. Po rozbiciu namiotu zabraliśmy się za gotowanie i tu pojawił sie problem, nie mieliśmy palnika (o czymś jednak zapomniałem)... Radziliśmy sobie jak mogliśmy i pyszne zupki chińskie jedliśmy z ogniska. Noc upłynęła spokojnie, z samego rana zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy w dalszą podróż.
   Tego dnia dotarliśmy do polskiego Cieszyna, było juz kolo dwudziestej trzeciej. Szukamy noclegu, najpierw pytamy w pensjonacie - 50 zł od osoby jesteśmy zdesperowani, ale nie aż tak. W końcu udało sie nam znaleźć nocleg na kempingu za niespełna trzydzieści złotych za 4 osoby. Decydujemy się bez wahania, szybki prysznic i do spania.

   Kolejne dni upływały spokojnie, mieliśmy optymalnie spakowane sakwy, podobne dystansy zajmowały nam mniej czasu i w końcu można powiedzieć, ze "się dotarliśmy". Zauważam zdecydowaną poprawę tempa jazdy. Nadszedł 20-ty lipca - znaleźliśmy sie w Bratysławie, kilka godzin krążyliśmy po centrum podziwiając starówkę, aż ruszyliśmy w dalszą drogę. Wszyscy bardzo żałowaliśmy, ze nie mogliśmy zostać dłużej, ale plan jest planem.
   Siódmego dnia dotarliśmy do Wiednia. Pierwsza uderzająca rzecz z jaką się spotkałem to masa dróg rowerowych. Wymarzone miasto - od tabliczki, do naszego mieszkania w centrum cały czas spokojna jazda ścieżkami dla rowerów. Wieczorne planowanie trasy stanęło na zaplanowaniu dnia wolnego ;-). Pierwszy raz mogliśmy sie wyspać do południa. Wieczorkiem dość pobieżnie oglądanie miasta, a wracając załapaliśmy się na grę w piłkę.
   Nadeszła niedziela, leniwie wstajemy i ruszamy do sklepu, a tu spotyka nas wielkie rozczarowanie - wszystkie sklepy zamknięte! Z utęsknieniem wspominam wczorajszy serek wiejski z świeżym chlebem, gotując na śniadanie makaron przywieziony z polski, ale co zrobić... Dochodzi godzina 14 i w końcu startujemy, strasznie późno, przeciągaliśmy chyba dlatego bo w rezultacie nikt nie miał ochoty opuszczać Wiednia. Tego dnia pedałujemy do Czech, późnym wieczorem przekraczamy granice austriacką. Jeszcze tylko szybkie zakupy i pędzimy do Znojmo.
    Jest juz po północy, a my wciąż szukamy kempingu. W końcu spotykamy pewna Panią, która informuje nas, ze kempingu tu nie ma od 2 lat ! Chwile rozmawia z mężem, a następnie proponuje nam nocleg. Nie minęło 10 minut, a my juz rozkładamy śpiworki w jednym z pokoi. Jesteśmy naprawdę mile zaskoczeni gościnnością Czechów. Tym razem udało nam sie wstać o świcie. Tylko kilka dni dzieli nas od punktu docelowego - Pragi, z ta świadomością jedzie sie dużo łatwiej. Wieczorem Kacper znany z swych kaskaderskich popisów łamie szprychę i zdziera całkiem oponę... Kończy się to wizytą w serwisie, znów mamy pewne opóźnienia, niestety tego nie da sie uniknąć.

   Kolejne 3 dni upływają nam dosyć spokojnie. Okazuje sie, ze czasowo stoimy bardzo dobrze w związku z tym jeździmy nieco wolniej. Kolejny dzień jazdy i naszym oczom ukazuje sie tabliczka z napisem "Praha". Każdy z nas czuje ogromna satysfakcję i radość. Z jednej strony mamy świadomość, ze wycieczka sie kończy, drugiej strony odnoszę wrażenie, ze wszyscy chcemy już odpocząć. Oglądamy ścisłe centrum Pragi po czym jedziemy na dworzec kupić bilety i tu zaczynają sie schody...
   Okazuje sie, ze nie tak łatwo jest wrócić do kraju. Obsługa na dworcu jest kompletnie nie doinformowana. W informacji w każdym okienku dostajemy sprzeczneinformacje, raz ze można jechać z rowerem, z kolei później ze nie można. Kompletnie nie wiemy co robić, na dodatek cena biletu jest przerażająca. W końcu prosimy o kontakt z kierownikiem, który zarzuca nam, ze nie jesteśmy doinformowani i nie wiemy, ze z rowerami nie wolno przekraczać granicy. Zastanawiam sie czy ze mną wszystko w porządku, ja to mam wiedzieć czy pracownicy informacji kolejowej?

   W rezultacie tracimy masę czasu i niepotrzebnie szarpiemy nerwy. Na koniec kupujemy w całkiem niezłej cenie bilety do Czeskiego Cieszyna. Podróż przebiega bezproblemowo i obiektywnie szybko, wysiadamy i po niespełna 15 minutach jesteśmy juz w Polsce. Przejście przez granice przynosi zdecydowaną ulgę. Było bardzo fajnie, a jednak świadomość faktu, ze jesteśmy już w Polsce jest bardzo przyjemna. Do Cieszyna przyjeżdża po nas Ojciec Gutka, pakujemy rowery i jazda. Trzy godzinach później znajdujemy się już w Krakowie...

Podsumowanie

       Całość trwała 12 dni, dystans całkowity to 1034 km. Jechaliśmy cały czas trasami GreenWays (www.greenways.pl), poza momentami gdzie je gubiliśmy ;-). Podczas wyprawy zaczepiało nas bardzo dużo ludzi, przeważnie sympatycznych i nastawionych pozytywnie. Największe zainteresowanie wzbudzała jedno kołowa przyczepka, która swoją drogą była bardzo pomocna. Koszt całkowity wyprawy zamknął sie w granicach 500 zł/osobę (biorąc pod uwagę transport, jedzenie, noclegi). W wyjeździe bardzo pomogły nam firmy: AirBike oraz ExtraWheel, którym za pomoc serdecznie dziękujemy. Ogólnie wyjazd uznałem, za bardzo udany i powoli snuję plany, gdzie pojadę za rok...









MENU
Wiadomości | Forum | Sprzęt | Sklep | Testy | Katalog WWW | Turystyka | Kupowanie
| Trasy Instrukcje | Humor | Historia | Gry | Programy | Tapety | Wygaszacze
Dodatki | Giełda | Prawo | Książki | Ubranie | Jedzenie | Zdrowie | Miasto | Różne
Logowanie | O nas | Reklama | Kontakt | Subskrypcja | Szukaj |
(c) 1995-2007 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione.