|
:: Uczestnicy

- Pietras Bernardyn
- Lis Andrzej
:: Relacja

1 etap, sobota 06.05.2006 r.
Po miesiącach przygotowań, szukaniu najbardziej optymalnych rozwiązań
wyruszyliśmy 6 tego maja 2006 r. Ja z Żor, a kolega Bernardyn z
Czerwionki - mój nowy partner na wyprawę rowerową, której głównym
celem było przejechanie Dunajradveg, czyli naddunajskiej trasy rowerowej.
Pogoda była piękna, a to dla nas rowerzystów najważniejsza rzecz.
Po spotkaniu które wyznaczyliśmy w Rybniku jedziemy w kierunku Raciborza,
następnie do Prudnika i Nysy. Mijamy piękne miasteczko Otmuchów
i na nocleg zatrzymujemy się w Ściborzu na ośrodku campingowym -
u kolegi Zbyszka Cebuli.
 
Dziś przejechaliśmy 152km.
2 etap niedziela 07.05.2006 r.
Pobudka o 7.00, śniadanie, pakowanie, poranna kawa i w drogę. Pogoda
w dalszym ciągu dopisuje - jedziemy do Paczkowa, i zwiedzamy go.
Podziwiamy mury obronne baszty, a jest co podziwiać Następnie kierujemy
się na Złoty Stok - gdzie zwiedzamy zabytkową kopalnie złota, potem
kierujemy się na Srebrną Górę. W tej twierdzy zbudowanej przez Fryderyka
II, był więziony admirał Urung. Tutaj dostajemy porządnie w kość
- podjazd jest tak stromy, że schodzimy z rowerów i prowadzimy je.
Z przełęczy mamy wspaniały widok na okolice. Następnie jedziemy
na Nową Wieś, stamtąd na Wolibórz, gdzie skręcamy w prawo na Jugów
i dalej na Sokolec. Tutaj również jedziemy cały czas pod górkę i
wjeżdżamy na przełęcz z której jest zjazd do celu dzisiejszego dnia.
W Rzeczce zatrzymujemy się na noc w pensjonacie " Bartek",
ale wspaniali i gościnni gospodarze w osobach Heni i Wiktora Rehlisów
tak nas ugościli że musieliśmy zostać na jeszcze jeden dzień.
To był krótki etap bo miał 73 km-suma 225km.
3 etap, wtorek 08.05.2006 r.
Wyruszmy o godzinie 8.30 i od razu dostajemy w kość, bo wdrapujemy
się na przełęcz Sokolą. Na szczęście potem jest 15km z górki, aż
do Nowej Rudy - mojego rodzinnego miasta. Tu jesteśmy około godziny
9.30. Wjeżdżamy na uroczy rynek, robimy sobie pamiątkowe zdjęcia
i dalej w drogę - na Wambierzyce. Tutaj zwiedzamy Bazylikę, spotykamy
kolegę z dawnych. a następnie jedziemy przez Studzienną do Polanicy
Zdrój gdzie zwiedzamy park zdrojowy. Potem jedziemy dolną drogą
do Dusznik Zdrój - tutaj również zwiedzamy park i pijemy wodę Pieniawa
Chopina. Kierujemy się na Słoszów i do Kudowy Zdrój, a następnie
udajemy się na przejście graniczne Kudowa Słone. tPrzekraczamy granicę
i jedziemy do Ceskiej Skalicy na na nocleg do mojej siostry. Przejechane:
104km Suma -329 km.
 
4 etap,środa, 09.05.2006r.
Pobudka o godzinie 7,00 pakowanie, toaleta i śniadanie oraz pamiątkowe
zdjęcia i w drogę Kierujemy się na Dwor Kralowe. Znajduje się tutaj
piękne ZOO. My przejeżdżamy obok drogą na Pecke i w kawiarence fundujemy
sobie po dwa ciastka tzn .strzechy coś - pysznego. Nad miejscowością
króluje ładny zamek - polecamy go zwiedzić. Dalej jedziemy drogą
na Mlada Bolesław, gdzie pracuje dużo Polaków w zakładach Skody.
Dalej kierujemy sie na Melnik i 8km.przed tą miejscowością znajdujemy
nocleg na łące. Jest to nasz pierwszy nocleg pod namiotem. Brakuje
nam wody więc Benio jedzie po nią a ja rozbijam namiot.
Dziś przejechaliśmy 132 km, razem 461km.
5 etap,czwartek.10.05.2006 r.
Po
wyjściu z namiotu okazało się że pogoda w dalszym ciągu nam dopisuje,
więc szybko spakowaliśmy się i zasuwamy do najbliższej miejscowości
na śniadanie. Po posileniu się mijamy Melnik i jedziemy drogą nr
16 na Slany, gdzie pobłądziliśmy. W końcu znaleźliśmy bardzo ruchliwą
drogę drogę na Karlowe Vary. Na obiad zatrzymujemy się w Msec i
tu zaszaleliśmy: do obiadu zafundowaliśmy sobie po dwa piwa, robiac
sobie trzygodzinna przerwę w podróżowaniu. Około godziny 16-tej
jedziemy dalej i zatrzymujemy się nad stawem w Miasteczku Lubenec.
Dziś mamy w nogach117 km, suma km. 578.
6 etap, piątek. 11.05.2006 r.
Rano
około godziny 6.50 obudziło nas ujadanie psa więc wstaliśmy, żeby
zobaczyć co się dzieje. To jedna czeszka wyprowadziła na spacer
swojego pupila. Robimy sobie kawę oraz śniadanie i po spakowaniu
jedziemy na Karlowe Vary. Tutaj zaczęły się ładne podjazdy -dostajemy
w kość i na dodatek wieje dosyć mocny wiatr w twarz. Przed Karlowymi
Varami jest piękne pole golfowe obok którego robimy mały postój.
Do samych Karlowych Var jest piękny zjazd - popuszczam wodzy fantazji
i mknę z szybkością 65 km/h. Wjeżdżamy do części zdrojowej. Jesteśmy
zachwyceni pięknem tego uzdrowiska . Oczywiście aparaty idą w ruch
i robimy masę zdję ć.
Piję pierwszy raz rzezane piwo, tj, na dole było jasne a na górze
ciemne. Jeździmy i zwiedzamy Karlowe Vary - tu każdy dom to pałac.
Na koniec wyjechaliśmy na jeden z szczytów - znajduje się tam pomnik
cara Piotra 1, który przebywał w tych okolicach w zamierzchłych
czasach. Następnie wracamy do Thermalu i kąpiemy się w basenie.
Pogoda zaczyna się psuć, więc po kąpieli wracamy i popijamy wody
źródlane. Niedaleko kortów tenisowych znajdujemu miejsce na nocleg.
Oczywiście kiedy tam weszliśmy akurat odbywał się turniej tenisowy.
Dziś przejechaliśmy tylko 56 km, suma, przejechanych 634 km
7 etap sobota 13.05.2006 .
Wstaliśmy
około godziny 6.50 i pierwszy raz po wyjściu z namiotu zaczął padać
deszcz. Zrobiło się ciemno, więc szybko zwinęliśmy namiot i jedziemy
do pijalni - tutaj przynajmniej jest sucho. Gawędzimy chwilę ze
spotkanym rodakiem i udajemy sie na obiad. Po jedzeniu trochę się
rozpogodziło, więc pojechaliśmy obejrzeć zalew na rzecze Tepla.
Około godziny 16-tej ruszyliśmy w kierunku Mariańskich Łaźni. Droga
była trochę tak jak te czeskie kopce czyli z górki i pod górkę i
tak dojechaliśmy do miejscowości Mnichow, dzie w ogrodzie u Ważka
rozbiliśmy namiot. Uroczy gospodarz poczęstował nas miodem ze swojej
pasieki, a na noc zaserwował nam wspaniałe ciasto. Oby więcej takich
ludzi na trasie. Noc była zimna.
Dziś przejechaliśmy 52 km w sumie 686 km.
8 etap niedziela 14.05 .2006 r.
Pobudka o godzinie 7.00 - niebo pochmurne, aż nie chciało się wyjść
z namiotu, ale komu w drogę temu czas. Szybko robimy sobie śniadanie
i kawę - jest to już nasz stały rytuał. Pożegnanie z uroczymi gospodarzami
i w drogę na Mariańskie Łaźnie, dokąd docieramy przed południem.
Po wypiciu wód zdrojowych jedziemy dalej - na Bor, Horsovski Tyn.
Tu złapała nas potężna ulewa, którą przeczekaliśmy na przystanku
autobusowym. Po burzy jedziemy dalej i zatrzymujemy się na nocleg
w miejscowości Dolany.
Na liczniku było 113 km. Suma 799 km.
9 etap. poniedziałek 15.05.2006r.
Dziś planujemy dojechać do granicy niemieckiej, więc po śniadaniu
szybko pakujemy się i jedziemy na Klatove, Susice iStachy Vimperk.
Na zjazdach osiągnąłem szybkość 60km/h - trochę się przestraszyłem,
bo było dosyć mokro więc zwolniłem, a zresztą przypomniałem sobie
ubiegłoroczny wypadek pod Kcynią, gdy samotnie jechałem nad polskie
morze. Na nocleg zatrzymujemy się w lesie 2 km, przed niemiecką
granicą i trzeba przyznać że ta noc była najchłodniejsza.
Na liczniku wybiło dziś 106 km. suma 905 km.
10 etap wtorek 16.05.2006r.
Obudziły
nas tiry jadące do granicy w Strażanach.Robimy śniadanie, pijemy
poranną kawę. Przyszedł przemiły czech który myślał ze to dziewczyny
stojące przy drodze zrobiły sobie piknik, pogawędziliśmy chwilę.Opowiadał
ja służył w wojsku w Nachodzie, przez który przejeżdżaliśmy, ale
wreszcie przyszedł czas rozstania. Pożegnaliśmy się i w drogę. Dzisiaj
planujemy przeciąć Niemcy w jeden dzień. Granicę, na która musieliśmy
podjechać, przekraczamy bez problemów, ale za to pogoda psuje się
- zaczyna siąpić deszcz, a tu jeszcze na dodatek dosyć ładny pojazd.
Po osiągnięciu szczytu kilkanaście kilometrów jest z górki. Na trasie
widać schludne domki, widać tu naprawdę porządek czyli niemiecki
ordung. Przed samym Passau łapie nas potężna ulewa -chronimy się
przed nią na warsztacie samochodowym. Po kilku minutach rozpogadza
się więc mkniemy do centrum Passau. Jest to przepiękne miasto w
rozlewisku trzech rzek : Dunaju, Inny i jeszcze jednej, której nazwy
nie odnotowałem. Zwiedzamy miasto - ruch niesamowity i po trzech
godzinach mkniemy już Donauradveg - czyli naddunajską trasą rowerową.
Naszym celem właśnie była ta trasa. Jest to asfalt o szerokości
kilku metrów, po którym poruszają się rowerzyści - co jest bardzo
bezpiecznym przedsięwzięciem. Za Passau robimy sobie zupki przy
drewnianym pomniku panny Wodnej. Po posiłku jedziemy lewym brzegiem
Dunaju, mijamy granicę niemiecko- austriacką ale to symboliczna
granica - ledwo to zauważyliśmy. Na nocleg zatrzymujemy się w gospodarstwie
agroturystycznym w miejscowości Radfare Au. Za nocleg płacimy po
3 euro w swoim namiocie.
Dziś przejechaliśmy 108 km. całkowita ilość przejechanych 1013
km.
11 etap środa 17.05.2006 r.
Ranek
był pochmurny, ale nam humory dopisywały. Po śniadaniu przeprawiamy
się łódką na drugą stronę Dunaju. Rzeka jest wzburzona bo i wiatr
duży i zacina deszcz. Przeprawa kosztowała nas po 1.5 euro na osobę,
a przewiózł nas syn od gospodarza. Chcę tu przestrzec wszystkich:
trzeba wcześniej przeprawić się przez Dunaj na prawy brzeg w miejscowości
Niederrana bo tam jest most, a to tak na marginesie. Po drodze mijamy
grupy rowerzystów różnej narodowości i w przedziale wiekowym od
10 do chyba 80 lat. Przed Linz wychodzi słonko i jazda staje się
dużo przyjemniejsza. W Linz przeprawiamy się z powrotem na lewą
stronę Dunaju - tak nam doradzili Niemcy i to była słuszna uwaga.
Mijamy Mauthausen, jedziemy dalej na Saxen i w Grein wracamy na
prawą stronę Dunaju. Po drodze widać piękne zamki, wszystko jest
to ładnie utrzymane - widać gospodarną rękę. Na nocleg zatrzymujemy
się na campingu w Melk za nocleg 10 euro, Dziś przejechaliśmy 174
km, suma 1187 km.
12 etap. czwartek 18.05.2006 r.
 Wstaliśmy
wcześnie rano. Na campingu było dużo Niemców, więc szybko zrobiliśmy
sobie kąpiel, śniadanie i hej w drogę. Pogoda ładna toteż kilometry
ubywały szybko i tu można było podziwiać piękne widoki winnic, a
na dodatek na tej trasie rowerowej zrobiło się kolorowo od rowerzystów.
Mijamy piękne Krems z zamkiem. Miasto jest ślicznie położone i ma
niepowtarzalny urok. Fundujemy sobie lody i jedziemy się do Durnstein.
Stary zamek jest wizytówka tego miasta i wszędzie pełno Niemców
-ulice zatłoczone niemiłosiernie. Wyrywamy się z tego zgiełku i
robimy zdjęcie przy pomniku wojen napoleońskich. Rusazmy do Tulin
- ładnego miasta, ale gdzie mu się równać z Krems. Natępnie jedziemy
na camping w Klosterneuburg, rozbijamy namiot. Ta przyjemność kosztuje
nas 17 euro - nie dziwimy się - są to rogatki wielkiego Wiednia.
Tu poznajemy Australijkę która samotnie przemierza naddunajska trasę
rowerową. Jesteśmy pełni podziwu dla tej pani, robimy sobie z nią
pamiątkowe zdjęcie, a potem idziemy do centrum na piwo. Na licznikach
było 115 km. Suma 1302 km.
13 etap. piątek.19. 05 .2006 r.
 Rano
nie chciało się wstawać tym bardziej ze, na campingu było gwarno
i późno poszliśmy spać, ale perspektywa zwiedzania Wiednia uskrzydliła
nas więc szybko zwinęliśmy i w drogę. Trzeba przyznać ze cały czas
trasą rowerową, a sam Wiedeń jest poprzecinany ścieżkami rowerowymi
które są wspaniale oznaczone. Wiedeń to prześliczne miasto, mimo
że byłem w nim tyle razy, zawsze mnie fascynuje. Wszystko co piękne
szybko się kończy, więc na nas czas ruszać dalej. Jedziemy na lewą
stronę Dunaju w kierunku Bratysławy, Tu kończy się asfalt i zaczyna
trasa rowerowa o nawierzchni szutrowej, i znowu zaczyna padać, a
nie ma gdzie się schować więc w deszczu jedziemy dalej. Po kilkunastu
minutach przestaje lać i rozpogadza się więc tempo wzrasta. O 18
tej przekraczamy granicę i jedziemy do Bratysławy gdzie spotykamy
rowerzystę który przeprowadził nas przez stolicę Słowacji. Mimo
tego przy wyjeździe pakujemy się na autostradę którą mkniemy kilkanaście
km. Niesamowity ruch samochodów zmusił nas do przeniesienia rowerów
przez balustradę i tak wylądowaliśmy w Chrwatskim dole. Tam jemy
obfitą i smaczną kolację i jedziemy dalej na Pezinok, Modrą i na
nocleg zatrzymujemy się na boisku piłkarskim w Budmericach. Licznik
stanął na 140 km suma1442 km.
14 etap. sobota . 20. 05. 2006 r.
 Dziś
poranek był ładny, aż chciało się wstać, więc po porannej toalecie
i śniadaniu jedziemy do Piestan gdzie planujemy kąpiele w termalnych
wodach. O godzinie 11-tej już jestesmy w Piestanach, wymieniamy
euro na słowackie korony, fundujemy sobie dobry obiad i idziemy
na baseny. Były problemy z pozostawieniem rowerów, ale przemiła
słowaczka pozwoliła wprowadzić nam rowery na teren basenów. Wstęp
nie był drogi: 60 koron. Tu moczyliśmy się w ciepłych wodach do
godziny 17-tej, a następnie jedziemy na Trencin, gdzie na tle zamku
robimy sobie zdjęcia i jedziemy dalej w kierunku Żyliny. Na nocleg
zatrzymujemy się Dobra Skalka.
Na licznikach: 109 km.suma: 1551 km.
15 etap . niedziela .21.05.2006 r.
O
godz. 9.15 jedziemy na Trencinśka Tepla myśląc że tam również popływamy
- nic bardziej złudnego - nie mieliśmy tej okazji, bo po prostu
nie było tam basenu więc jedziemy z powrotem na Żylinę. Po drodze
- w Povażskiej Bystricy zatrzymujemy się na kawę i ciasto w przemiłej
cukierni, gdzie zostaliśmy tak obsłużeni że zjedliśmy po cztery
ciastka. Jedziemy dalej, mijamy Żylinę Cadcę i za Cadcą skręcamy
na na Skalite gdzie przekraczamy zieloną granicę polsko/słowacką
- nareszcie u siebie ! Na nocleg zatrzymujemy się u rodziny Bernarda
w Jaworzynce.
na liczniku wybiło 128 km. W sumie1679 km.
16 etap . poniedziałek 22.05.2006 r.
Nareszcie
wyspaliśmy się w porządnych łóżkach, wstaliśmy około godziny 9 tej.
Po śniadaniu jedziemy na Kubalonkę - ładne podjazdy. Na szczycie
skręcamy na Wisłę Czarne, zwiedzamy zameczek, robimy sobie pamiątkowe
zdjęcia na tle tego zamku. Po chwili zjazdu dojeżdżamy do zapory
na Wiśle, dzie jemy przepyszne lody i dalej w drogę. Do domu przez
Ustroń, Skoczów ale bocznymi drogami, z Bernardem rozstajemy się
w Studzionce. Ja jadę do Żor a mój partner do Czerwionki. W domu
jestem o godz.15.30 po przejechaniu dziś 75 km a w sumie na tej
wyprawie przejechaliśmy 1754 km.
Reasumując Naddunajska trasa rowerowa jest dosyć łatwa trasą, bardzo
przyjemną i co najważniejsze bezpieczną. Polecam ją nawet nie zaprawionym
rowerzystom. Jeżeli macie państwo jakieś uwagi -służę swoim adresem
Andriu50@interia.pl
Do góry
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
(c) 1995-2007 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych
w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione. |
|