Szwecja 2006  


Na skróty : Sprzęt | Katalog WWW | Turystyka | Kupowanie | Instrukcje | Humor | Gry | Programy | Giełda | Trasy | Więcej »

:: Trasa

 

Do góry

:: Relacja

1) Środa- Z Gdyni wypłynęliśmy o godz. 9.00, aby o 19.00 zjechać na ziemie szwedzką. Podróż minęła bez problemów. Z sąsiedniej kabiny słyszeliśmy nawet jak grupa facetów uczy się języka angielskiego podczas alkoholowej libacji: ). Na statku spotkaliśmy także Lindę- mila dziewczynę, która właśnie wróciła w 4 tygodniowej wycieczki rowerowej po naszej Ojczyźnie. Serdecznie ją pozdrawiamy! Na nocleg udaliśmy się na kemping obok centrum Karlskrony.

2) Czwartek- pobudka o 7:00, szybkie śniadanko i o 8:40 byliśmy na rowerach. Udaliśmy się najpierw do informacji turystycznej skąd otrzymaliśmy darmowy spis wszystkich kempingów i mapę Szwecji za free. Pomocni ludzie wskazali nam właściwą drogę rowerową na północ i tym samym pognaliśmy w tym kierunku. Zjechaliśmy potem na drogę 122. Po drodze zatrzymaliśmy się w opuszczonym parku(widocznie czynnym sezonowo). Było tam kilka domków(szkoda tylko, że zamkniętych), kibelek i kran bez wody. Po jedzonku, krótkiej drzemce ruszyliśmy dalej. Po 2 godz. zatrzymaliśmy się między jeziorkiem a drogą gdzie po rozstawieniu namiotu udaliśmy się na spoczynek. Podczas dzisiejszego dnia widzieliśmy łosia(wyrzeźbiony z drewna- ale zawsze coś)

3) Piątek- Leśne ptaszki zrobiły nam pobudkę już o 6:00. Nie chcąc wjeżdżać do Växjő pokierowaliśmy się na Teleborg. Zwiedziliśmy to miasteczko bardzo dokładnie(czyt.: zgubiliśmy się). Na szczęście Paweł zrobił wcześniej zdjęcie przydrożnej mapce turystycznej, dzięki której, jakimś cudem, udało nam się wyjechać na drogę do Gemli i Alvesty. Problemy z nawigacją wiązały się z mało dokładnymi mapami jakimi dysponowaliśmy, dlatego najczęściej poruszaliśmy się bardziej na kierunek niż na nazwę konkretnej miejscowości. Bocznymi drogami skierowaliśmy się na Varnamo. Nadrobiliśmy sporo km, ale za to mieliśmy ładne widoczki na jezioro i brak samochodów. W Varnamo udaliśmy się na kemping.

4) Sobota- po pobudce o 6:00 Paweł postanowił ugotować dzisiejsze zupki w kempingowej kuchni. Długo nie wracał, więc postanowiłem sprawdzić co się dzieje. Okazało się, że zatrzasnął się w środku. Wspólnymi siłami otworzyliśmy okno, przez które wyszedł Paweł. Pierwszy etap wiódł przez park narodowy, który nie zrobił na nas większego wrażenia. 5 km przed Skene zatrzymaliśmy się na kemping gdzie po pierwszym od wyjazdu prysznicu uderzyliśmy w kime.

5) Niedziela- Tym razem pobudka o 5:00. Na trasę wyjechaliśmy o 6:10 czym ustanowiliśmy rekord pakowania- tylko 70 min(na poprzedniej wyprawie zajmowało nam to prawie 2 razy więcej czasu). Jechaliśmy w kierunku Geteborga. Nie dysponując dokładnymi mapami zdaliśmy się na okolicznych ludzi i… udało się. Stojąc pod autostradą z mapa w ręku podjechał do nas taksówkarz, który z własnej woli zaoferował pomoc, wskazał nam drogę i szczegółowo opisał najbliższą drogę. Dalej pytaliśmy się o drogę: panią od koni, panią jogging, bezdomnego(bo na rowerze miał więcej rzeczy niż my razem wzięci), jak również starego, łysego dziadka na rowerze, którego nie mogliśmy dogonić. W pewnym momencie spotkaliśmy szwedzkie małżeństwo na rowerowej przejażdżce, które zaprowadziło nas blisko centrum i narysowali dokładną mapkę do naszego dalszego celu- katolickiego kościoła. Dojechaliśmy tam bez problemów, ale bez wskazówek napotkanych ludzi chyba nigdy byśmy tam nie dojechali. Po odpoczynku w parku, rozmowie z okolicznym Polakiem udaliśmy się na polska mszę na 13.00. Po mszy zwiedziliśmy centrum Geteborga, poczym udaliśmy się na kemping oddalony tylko 5 km od centrum. wieczorkiem udałem się jeszcze raz do centrum na rowerze, lecz już bez bagażu, aby zobaczyć na głównej ulicy miasta inauguracje Mistrzostw Europy w lekkiej atletce.

6) poniedziałek- dziś pospaliśmy sobie aż do 8:00. Po spakowaniu, wyruszyliśmy na południe kierując się na Saltholmen( dzielnica Geteborga) aby zobaczyć ogromną przystań pełną jachtów, łódek i łódeczek. Skierowaliśmy się na Sarő i Kungsbake. Właśnie w tym drugim mieście spotkaliśmy Daniela- Szwajcara, który już od 2,5 miesiąca siedzi na siodełku. Przez ponad 40 km jechaliśmy razem na południe, zrobiliśmy sobie na koniec pamiątkowa fotę, poczym on pojechał dalej wzdłuż wybrzeża, a my skręciliśmy na Ullared. Jechaliśmy drogą 153 aż do momentu kiedy zauważyliśmy przydrożny parking obok "natur reservat". Ku naszej uciesze niedaleko była także mała rzeczka w której oczywiście się wykąpaliśmy. Spaliśmy około 15 metrów od głównej drogi: )

7) Wtorek- Od rana dalej jechaliśmy drogą do Varnamo. jednak już po 15 km złapałem kapcia. po zalataniu tylniej dętki, co trwało około pol godz., ruszyliśmy dalej. Tylna opona była jednak w bardzo złym stanie i w jednym miejscu miała już prześwity. Udało nam się dotrzeć do Smalandsstenar. W tym miejscu dętka wychodziła już z opony. Na szczęście w pobliskim sklepie sportowym(czyli rowerowo-wędkarskim) zakupiłem nowa oponę. Serwisant oprócz założenia nowej opony wymienił również będącą na wykończeniu dętkę. Kolo As zrobiliśmy przystanek na drzemkę i 2 aro-czekolady. Bez kłopotów dojechaliśmy do tzw.: "natur" kempingu, na którym było tylko kilka osób. (Wild i natur kempingi są najtańsze). Ciągle słońce i niewiadomo skąd wiejące podmuchy wiatru dały nam się we znaki. Był to najcięższy dzień jak do tej pory. Bardzo zmęczeni udaliśmy się na spoczynek.

8) Środa- pobudka, śniadanie itp. Jeszcze tylko krótka rozmowa z właścicielem kempingu i w drogę. Koło Lagan zatrzymaliśmy się aby obejrzeć kilkanaście kopców w których kiedyś spalono ponad 150 osób za niewiarę. Spotkaliśmy zająca który przez chwile biegł obok nas- nazwaliśmy go sympatycznie "pasztet". W Lenhovda zatrzymaliśmy się na kolejny nocleg. Jechało się dziś bardzo przyjemnie i na szczęście bez kłopotów technicznych.

9) Czwartek- Podróż od samego rana przebiegała bezproblemowo. Szybko pokonywaliśmy kolejne kilometry, systematycznie robiąc przerwy na jedzonko. wjeżdżając do Kalmaru pogubiliśmy trochę drogi i przez przypadek wjechaliśmy na drogę bardzo szybkiego ruchu. jechaliśmy nią tylko 2 km ale były to najgorsze kilometry podczas wyprawy(wyprzedzające Tiry budziły w nas niepokój). Potem natrafiliśmy na ścieżkę rowerowa, którą dojechaliśmy aż do centrum Kalmaru. Po wizycie w pobliskiej informacji i zabraniu dziesiątek darmowych mapek obejrzeliśmy dokładnie rynek i ładnie położony zamek. Jako, że do wieczora mieliśmy trochę czasu postanowiliśmy zajechać do punktu z którego kursuje darmowy autobus na Olandie. Przejechawszy 6 km mostem(jeden z najdłuższych mostów w europie) wysiedliśmy na wyspie, po czym rozbiliśmy namiot na pobliskim kempingu- szkoda tylko że taki drogi(190sek).

10) Piątek- tym razem pobudka o 7:00, niestety budzikiem był odgłos padającego deszczu. Mimo braku perspektyw na lepszą pogodę postanowiliśmy wyruszać w drogę.. i już po 3 godz zaczęło się przejaśniać. Kierując się na północ zwiedziliśmy ruiny zamku w Borgholmie. Po drodze Paweł na chwile wpadł jeszcze do rowu obijając się trochę. Na szczęście oprócz bolącego kciuka nic poważnego nic mu się nie stało, lecz od tej pory musiał zmieniać prawe przerzutki lewą ręką. Jadąc dalej wzdłuż wybrzeża, czasem ścieżką rowerową, czasem nie, podziwialiśmy tutejsze kamieniste wybrzeże i nietypowy klimat. Po drodze mijaliśmy również małe stada wielbłądów: ) . Droga była bardzo różna: od równego szutru po kamienistą drogę w której była dziura na dziurze. Trudny teren dał się we znaki sprzętowi. Na 80 km złapałem kolejnego kapcia. Zdejmowanie tylniej, jeszcze nierozciągniętej opony zakończyło się klęską i połamanymi łyżkami. W tej sytuacji skierowaliśmy się do najbliższej miejscowości dopompowywując koło co jakiś czas. Jednak po kilku km powietrze w dętce uciekło całkowicie. W tej sytuacji Paweł wziął moje kolo i pojechał do Byxelkroku w celu wymiany dętki, a ja załatwiłem nocleg u pewnego młodego Szweda na podwórku. Po ponad 2 godz. oczekiwania Paweł wrócił z zaklejoną dętką przez miejscową złotą rączkę. Zmęczeni szybko zasieliśmy.

11) Sobota- Przed nami zapowiadał się spory odcinek do pokonania wiec pobudka nastąpiła o 6:30. szybko ruszyliśmy w kierunku Byxelkroku. Po drodze obejrzeliśmy starą osadę z zamierzchłych czasów. Dalej jechaliśmy wzdłuż wschodniego wybrzeża, odbijając co jakiś czas kilka km w bok, w celu obejrzenia bardziej interesujących obiektów. Zobaczyliśmy stary kościół w Kalli, jak również ruiny starej kaplicy i latarnie na Kappelundzie. Właśnie tam dorwała nas straszna wichura- dotychczas widziałem takie na Discovery. Widoczność nagle spadla do kilkunastu metrów i potężnie lało. schowaliśmy się za małym domkiem i za kilkanaście minut wykorzystaliśmy lżejszy deszcze w celu powrotu do pobliskiej wioski. Schroniliśmy się w przystanku, zjedliśmy gorące zupki, przebraliśmy ciuchy i pomimo padającego deszczu ruszyliśmy na południe- do Kalmaru. Autobus odwiózł nas z wyspy na "suchy ląd". Kemping znaleźliśmy bez problemów. Chcieliśmy skorzystać z dostępnej suszarki automatycznej, lecz jej sprawność była nikła. Ubrania staraliśmy się wysuszyć więc za pomocą suszarek ręcznych w toalecie, lecz trwało to wieki.

12) Niedziela- ten dzień postanowiliśmy zrobić wolnym od jazdy. Całą noc padało i nad ranem pogoda tez nas nierozpieszczała Pojechaliśmy na 11:00 na msze do centrum. Gdy weszliśmy do kościoła stara babcia, "pierwsza katoliczka w Kalmarze", zaprosiła nas na zaplecze gdzie ucięliśmy sobie z nią i tutejszym księdzem pochodzącym z Indii pogawędkę. Po mszy zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek. Poznaliśmy Łukasza- który już 3 lata mieszka w Szwecji i robi doktorka na tutejszym uniwersytecie. Później zrobiliśmy zakupy na 2 dni i porządek w przeciekającym namiocie. Popołudniu już przestało padać, co dobrze rokowało na jutrzejszy dzień. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że Pawła chwyciła grypa po wczorajszej jeździe w deszczu.

13) Poniedziałek- Jako, że prognoza pogody na najbliższe dni była niekorzystna (deszcz) postanowiliśmy zrezygnować z pld Olandii i zacząć powoli wracać do Karlskrony. Jechaliśmy wolnym tempem od 8:00 do 14:00 leśnymi ścieżkami w nadziei na spotkanie łosia. Zamiast niego zobaczyliśmy 2 sokolopodobne ptaki- za to bardzo blisko. Zrobiwszy niecałe 80km zatrzymaliśmy się na nocleg nad pięknym jezorkiem(obok były nawet laweczki, stól i kibelek z papierem życia). Podczas dzisiejszej drogi pytaliśmy się o kierunek kilka osób- ale co jedna to bardziej dziwna.

14) Wtorek- Jako, ze jesteśmy niedaleko Karlskrony i mamy jeszcze jeden dzień wolnego (na środę mamy już zarezerwowane bilety). postanowiliśmy dokładniej obejrzeć południowe tereny Szwecji. Wolnym tempem ruszyliśmy nad wybrzeżem i robiąc 80. km rundkę wróciliśmy na to samo miejsce co dzień wcześniej. Po drodze nie ominął nas oczywiście deszcz, który jednak przeczekaliśmy pod drzewkami. Możemy mówić o szczęściu, bo zaraz po dojechaniu na miejsce noclegu i rozstawieniu namiotu zaczęło znowu mocno padać. W nadziei na lepsza pogodę poszliśmy spać.

15) środa- Korzystając z ładnej, porannej pogody udaliśmy się do Karlskrony. Pojeździliśmy trochę po mieście, pochodziliśmy po sklepach, kupiliśmy drobne pamiątki, i odpoczywaliśmy na okolicznych ławeczkach. Popołudniu ruszyliśmy na prom który wypłynął punktualnie o 21:00. Nazajutrz byliśmy już w Gdyni. I tym miłym akcentem zakończyliśmy tegoroczna wyprawę.

Do góry

:: Galeria

 

 

 

Do góry

MENU
Encyklopedia rowerowa | Wiadomości | Sprzęt | Sklep rowerowy | Testy | Katalog WWW |
Turystyka | Kupowanie | Trasy Instrukcje | Humor | Historia | Gry | Programy | Tapety
| Wygaszacze Dodatki | Giełda | Prawo | Książki | Ubranie | Jedzenie | Zdrowie | Miasto | Różne
Logowanie | O nas | Reklama | Kontakt | Subskrypcja | Szukaj |
(c) 1995-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione.