|
:: Trasa

Do góry
:: Relacja

1) Środa- Z Gdyni wypłynęliśmy o godz. 9.00, aby o 19.00 zjechać
na ziemie szwedzką. Podróż minęła bez problemów. Z sąsiedniej kabiny
słyszeliśmy nawet jak grupa facetów uczy się języka angielskiego
podczas alkoholowej libacji: ). Na statku spotkaliśmy także Lindę-
mila dziewczynę, która właśnie wróciła w 4 tygodniowej wycieczki
rowerowej po naszej Ojczyźnie. Serdecznie ją pozdrawiamy! Na nocleg
udaliśmy się na kemping obok centrum Karlskrony.
2) Czwartek- pobudka o 7:00, szybkie śniadanko i o 8:40 byliśmy
na rowerach. Udaliśmy się najpierw do informacji turystycznej skąd
otrzymaliśmy darmowy spis wszystkich kempingów i mapę Szwecji za
free. Pomocni ludzie wskazali nam właściwą drogę rowerową na północ
i tym samym pognaliśmy w tym kierunku. Zjechaliśmy potem na drogę
122. Po drodze zatrzymaliśmy się w opuszczonym parku(widocznie czynnym
sezonowo). Było tam kilka domków(szkoda tylko, że zamkniętych),
kibelek i kran bez wody. Po jedzonku, krótkiej drzemce ruszyliśmy
dalej. Po 2 godz. zatrzymaliśmy się między jeziorkiem a drogą gdzie
po rozstawieniu namiotu udaliśmy się na spoczynek. Podczas dzisiejszego
dnia widzieliśmy łosia(wyrzeźbiony z drewna- ale zawsze coś)
3) Piątek- Leśne ptaszki zrobiły nam pobudkę już o 6:00. Nie chcąc
wjeżdżać do Växjő pokierowaliśmy się na Teleborg. Zwiedziliśmy to
miasteczko bardzo dokładnie(czyt.: zgubiliśmy się). Na szczęście
Paweł zrobił wcześniej zdjęcie przydrożnej mapce turystycznej, dzięki
której, jakimś cudem, udało nam się wyjechać na drogę do Gemli i
Alvesty. Problemy z nawigacją wiązały się z mało dokładnymi mapami
jakimi dysponowaliśmy, dlatego najczęściej poruszaliśmy się bardziej
na kierunek niż na nazwę konkretnej miejscowości. Bocznymi drogami
skierowaliśmy się na Varnamo. Nadrobiliśmy sporo km, ale za to mieliśmy
ładne widoczki na jezioro i brak samochodów. W Varnamo udaliśmy
się na kemping.
4) Sobota- po pobudce o 6:00 Paweł postanowił ugotować dzisiejsze
zupki w kempingowej kuchni. Długo nie wracał, więc postanowiłem
sprawdzić co się dzieje. Okazało się, że zatrzasnął się w środku.
Wspólnymi siłami otworzyliśmy okno, przez które wyszedł Paweł. Pierwszy
etap wiódł przez park narodowy, który nie zrobił na nas większego
wrażenia. 5 km przed Skene zatrzymaliśmy się na kemping gdzie po
pierwszym od wyjazdu prysznicu uderzyliśmy w kime.
5) Niedziela- Tym razem pobudka o 5:00. Na trasę wyjechaliśmy
o 6:10 czym ustanowiliśmy rekord pakowania- tylko 70 min(na poprzedniej
wyprawie zajmowało nam to prawie 2 razy więcej czasu). Jechaliśmy
w kierunku Geteborga. Nie dysponując dokładnymi mapami zdaliśmy
się na okolicznych ludzi i
udało się. Stojąc pod autostradą z mapa
w ręku podjechał do nas taksówkarz, który z własnej woli zaoferował
pomoc, wskazał nam drogę i szczegółowo opisał najbliższą drogę.
Dalej pytaliśmy się o drogę: panią od koni, panią jogging, bezdomnego(bo
na rowerze miał więcej rzeczy niż my razem wzięci), jak również
starego, łysego dziadka na rowerze, którego nie mogliśmy dogonić.
W pewnym momencie spotkaliśmy szwedzkie małżeństwo na rowerowej
przejażdżce, które zaprowadziło nas blisko centrum i narysowali
dokładną mapkę do naszego dalszego celu- katolickiego kościoła.
Dojechaliśmy tam bez problemów, ale bez wskazówek napotkanych ludzi
chyba nigdy byśmy tam nie dojechali. Po odpoczynku w parku, rozmowie
z okolicznym Polakiem udaliśmy się na polska mszę na 13.00. Po mszy
zwiedziliśmy centrum Geteborga, poczym udaliśmy się na kemping oddalony
tylko 5 km od centrum. wieczorkiem udałem się jeszcze raz do centrum
na rowerze, lecz już bez bagażu, aby zobaczyć na głównej ulicy miasta
inauguracje Mistrzostw Europy w lekkiej atletce.
6) poniedziałek- dziś pospaliśmy sobie aż do 8:00. Po spakowaniu,
wyruszyliśmy na południe kierując się na Saltholmen( dzielnica Geteborga)
aby zobaczyć ogromną przystań pełną jachtów, łódek i łódeczek. Skierowaliśmy
się na Sarő i Kungsbake. Właśnie w tym drugim mieście spotkaliśmy
Daniela- Szwajcara, który już od 2,5 miesiąca siedzi na siodełku.
Przez ponad 40 km jechaliśmy razem na południe, zrobiliśmy sobie
na koniec pamiątkowa fotę, poczym on pojechał dalej wzdłuż wybrzeża,
a my skręciliśmy na Ullared. Jechaliśmy drogą 153 aż do momentu
kiedy zauważyliśmy przydrożny parking obok "natur reservat".
Ku naszej uciesze niedaleko była także mała rzeczka w której oczywiście
się wykąpaliśmy. Spaliśmy około 15 metrów od głównej drogi: )
7) Wtorek- Od rana dalej jechaliśmy drogą do Varnamo. jednak już
po 15 km złapałem kapcia. po zalataniu tylniej dętki, co trwało
około pol godz., ruszyliśmy dalej. Tylna opona była jednak w bardzo
złym stanie i w jednym miejscu miała już prześwity. Udało nam się
dotrzeć do Smalandsstenar. W tym miejscu dętka wychodziła już z
opony. Na szczęście w pobliskim sklepie sportowym(czyli rowerowo-wędkarskim)
zakupiłem nowa oponę. Serwisant oprócz założenia nowej opony wymienił
również będącą na wykończeniu dętkę. Kolo As zrobiliśmy przystanek
na drzemkę i 2 aro-czekolady. Bez kłopotów dojechaliśmy do tzw.:
"natur" kempingu, na którym było tylko kilka osób. (Wild
i natur kempingi są najtańsze). Ciągle słońce i niewiadomo skąd
wiejące podmuchy wiatru dały nam się we znaki. Był to najcięższy
dzień jak do tej pory. Bardzo zmęczeni udaliśmy się na spoczynek.
8) Środa- pobudka, śniadanie itp. Jeszcze tylko krótka rozmowa
z właścicielem kempingu i w drogę. Koło Lagan zatrzymaliśmy się
aby obejrzeć kilkanaście kopców w których kiedyś spalono ponad 150
osób za niewiarę. Spotkaliśmy zająca który przez chwile biegł obok
nas- nazwaliśmy go sympatycznie "pasztet". W Lenhovda
zatrzymaliśmy się na kolejny nocleg. Jechało się dziś bardzo przyjemnie
i na szczęście bez kłopotów technicznych.
9) Czwartek- Podróż od samego rana przebiegała bezproblemowo.
Szybko pokonywaliśmy kolejne kilometry, systematycznie robiąc przerwy
na jedzonko. wjeżdżając do Kalmaru pogubiliśmy trochę drogi i przez
przypadek wjechaliśmy na drogę bardzo szybkiego ruchu. jechaliśmy
nią tylko 2 km ale były to najgorsze kilometry podczas wyprawy(wyprzedzające
Tiry budziły w nas niepokój). Potem natrafiliśmy na ścieżkę rowerowa,
którą dojechaliśmy aż do centrum Kalmaru. Po wizycie w pobliskiej
informacji i zabraniu dziesiątek darmowych mapek obejrzeliśmy dokładnie
rynek i ładnie położony zamek. Jako, że do wieczora mieliśmy trochę
czasu postanowiliśmy zajechać do punktu z którego kursuje darmowy
autobus na Olandie. Przejechawszy 6 km mostem(jeden z najdłuższych
mostów w europie) wysiedliśmy na wyspie, po czym rozbiliśmy namiot
na pobliskim kempingu- szkoda tylko że taki drogi(190sek).
10) Piątek- tym razem pobudka o 7:00, niestety budzikiem był odgłos
padającego deszczu. Mimo braku perspektyw na lepszą pogodę postanowiliśmy
wyruszać w drogę.. i już po 3 godz zaczęło się przejaśniać. Kierując
się na północ zwiedziliśmy ruiny zamku w Borgholmie. Po drodze Paweł
na chwile wpadł jeszcze do rowu obijając się trochę. Na szczęście
oprócz bolącego kciuka nic poważnego nic mu się nie stało, lecz
od tej pory musiał zmieniać prawe przerzutki lewą ręką. Jadąc dalej
wzdłuż wybrzeża, czasem ścieżką rowerową, czasem nie, podziwialiśmy
tutejsze kamieniste wybrzeże i nietypowy klimat. Po drodze mijaliśmy
również małe stada wielbłądów: ) . Droga była bardzo różna: od równego
szutru po kamienistą drogę w której była dziura na dziurze. Trudny
teren dał się we znaki sprzętowi. Na 80 km złapałem kolejnego kapcia.
Zdejmowanie tylniej, jeszcze nierozciągniętej opony zakończyło się
klęską i połamanymi łyżkami. W tej sytuacji skierowaliśmy się do
najbliższej miejscowości dopompowywując koło co jakiś czas. Jednak
po kilku km powietrze w dętce uciekło całkowicie. W tej sytuacji
Paweł wziął moje kolo i pojechał do Byxelkroku w celu wymiany dętki,
a ja załatwiłem nocleg u pewnego młodego Szweda na podwórku. Po
ponad 2 godz. oczekiwania Paweł wrócił z zaklejoną dętką przez miejscową
złotą rączkę. Zmęczeni szybko zasieliśmy.
11) Sobota- Przed nami zapowiadał się spory odcinek do pokonania
wiec pobudka nastąpiła o 6:30. szybko ruszyliśmy w kierunku Byxelkroku.
Po drodze obejrzeliśmy starą osadę z zamierzchłych czasów. Dalej
jechaliśmy wzdłuż wschodniego wybrzeża, odbijając co jakiś czas
kilka km w bok, w celu obejrzenia bardziej interesujących obiektów.
Zobaczyliśmy stary kościół w Kalli, jak również ruiny starej kaplicy
i latarnie na Kappelundzie. Właśnie tam dorwała nas straszna wichura-
dotychczas widziałem takie na Discovery. Widoczność nagle spadla
do kilkunastu metrów i potężnie lało. schowaliśmy się za małym domkiem
i za kilkanaście minut wykorzystaliśmy lżejszy deszcze w celu powrotu
do pobliskiej wioski. Schroniliśmy się w przystanku, zjedliśmy gorące
zupki, przebraliśmy ciuchy i pomimo padającego deszczu ruszyliśmy
na południe- do Kalmaru. Autobus odwiózł nas z wyspy na "suchy
ląd". Kemping znaleźliśmy bez problemów. Chcieliśmy skorzystać
z dostępnej suszarki automatycznej, lecz jej sprawność była nikła.
Ubrania staraliśmy się wysuszyć więc za pomocą suszarek ręcznych
w toalecie, lecz trwało to wieki.
12) Niedziela- ten dzień postanowiliśmy zrobić wolnym od jazdy.
Całą noc padało i nad ranem pogoda tez nas nierozpieszczała Pojechaliśmy
na 11:00 na msze do centrum. Gdy weszliśmy do kościoła stara babcia,
"pierwsza katoliczka w Kalmarze", zaprosiła nas na zaplecze
gdzie ucięliśmy sobie z nią i tutejszym księdzem pochodzącym z Indii
pogawędkę. Po mszy zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek. Poznaliśmy
Łukasza- który już 3 lata mieszka w Szwecji i robi doktorka na tutejszym
uniwersytecie. Później zrobiliśmy zakupy na 2 dni i porządek w przeciekającym
namiocie. Popołudniu już przestało padać, co dobrze rokowało na
jutrzejszy dzień. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że Pawła
chwyciła grypa po wczorajszej jeździe w deszczu.
13) Poniedziałek- Jako, że prognoza pogody na najbliższe dni była
niekorzystna (deszcz) postanowiliśmy zrezygnować z pld Olandii i
zacząć powoli wracać do Karlskrony. Jechaliśmy wolnym tempem od
8:00 do 14:00 leśnymi ścieżkami w nadziei na spotkanie łosia. Zamiast
niego zobaczyliśmy 2 sokolopodobne ptaki- za to bardzo blisko. Zrobiwszy
niecałe 80km zatrzymaliśmy się na nocleg nad pięknym jezorkiem(obok
były nawet laweczki, stól i kibelek z papierem życia). Podczas dzisiejszej
drogi pytaliśmy się o kierunek kilka osób- ale co jedna to bardziej
dziwna.
14) Wtorek- Jako, ze jesteśmy niedaleko Karlskrony i mamy jeszcze
jeden dzień wolnego (na środę mamy już zarezerwowane bilety). postanowiliśmy
dokładniej obejrzeć południowe tereny Szwecji. Wolnym tempem ruszyliśmy
nad wybrzeżem i robiąc 80. km rundkę wróciliśmy na to samo miejsce
co dzień wcześniej. Po drodze nie ominął nas oczywiście deszcz,
który jednak przeczekaliśmy pod drzewkami. Możemy mówić o szczęściu,
bo zaraz po dojechaniu na miejsce noclegu i rozstawieniu namiotu
zaczęło znowu mocno padać. W nadziei na lepsza pogodę poszliśmy
spać.
15) środa- Korzystając z ładnej, porannej pogody udaliśmy się
do Karlskrony. Pojeździliśmy trochę po mieście, pochodziliśmy po
sklepach, kupiliśmy drobne pamiątki, i odpoczywaliśmy na okolicznych
ławeczkach. Popołudniu ruszyliśmy na prom który wypłynął punktualnie
o 21:00. Nazajutrz byliśmy już w Gdyni. I tym miłym akcentem zakończyliśmy
tegoroczna wyprawę.
Do góry
:: Galeria

Do góry
|
|
| |
| |
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
(c) 1995-2012 Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie oraz wykorzystywanie artykułów publikowanych
w witrynie www.wrower.pl bez zezwolenia zabronione. |
|